Arka Steva Jobsa w Genui

Chodzimy sobie po porcie w Genui, a tam… arka. Znaczy jacht, któremu nadaliśmy nazwę „Arka”. Cudo. Oczywiście w zależności jakie kto ma gusta 🙂 Jacht to Venus.

Venus yacht
Venus yacht

Obok stał drugi jacht – równie wielki – z tym, że już mniej pasujący w nasze gusty 🙂

Attesa yacht

A „arka” po sprawdzeniu okazała się jachtem zbudowanym na zlecenie Steva Jobsa (ha!). Wydano na jego budowę 100 mln Euro. Niestety zleceniodawca nie doczekał końca budowy.

Genuę bardzo polecam tym, którzy nie byli. Bardzo fajne miasto 🙂

Genua i Bigo :)

Góry w marcu jeszcze śnieżne są – Rycerzowa

Góry w marcu jeszcze śnieżne są. W kwietniu pewnie też. W któryś z weekendów marcowych wybrałem się w Beskid Żywiecki. Po pracy w pociąg do Rajczy – w Rajczy spotkanie z lokalnym pijaczkiem:

„Chcecie iść na Danielkę teraz, nocą? Umrzecie! Ja wam to mmmmówię… A ja byłem we wszystkich górach… Jedynie w Himalajajajach nie… A tak to wszędzie byłem. I wiem, ze beze mnie byście zginęli.”

Dobrze, ze autobus przyjechał po 10 minutach 😀 Z Ujsoł mamy kawałek na chatkę w Danielce – ze znajomym byliśmy w piątkowy wieczór jedynymi mieszkańcami (nie liczę chatkowego). Chata zimna strasznie (dopiero rozpalaliśmy kominek i piec). Nie żałowałem, że wziąłem ciepły/duży śpiwór.

Rankiem wchodzimy w słońcu na grzebiet Urówek i czerwonym szlakiem na Mladą Horę. Po drodze widoki piękne 🙂 Jednak im bliżej celu tym bardziej się chmurzyło. Goniła nas znajoma idąca z Rycerki i i na Mladej Horze nas wreszcie dogoniła (dwóch fotografujących nigdy nie będzie szybszych od jednej mniej pstrykającej 😉 ).


Z Małej Rycerzowej widać Babią i Pilsko. Niestety Tatr nie. Schodzimy do schroniska i przy obiedzie pojawia się widok na Tatry Zachodnie 🙂

Planowo mamy zarezerwowany nocleg na Przegibku, ale po zobaczeniu plakatu o slajdowisku o Gruzińskich górach zmieniamy plany i zostajemy na Rycerzowej. 🙂 Bez plecaków robimy jeszcze spacer na Wielką Rycerzową, by się przed zachodem nacieszyć widokami na oświetlone Tatry 🙂 Trzy osoby, trzy aparaty 😀

Slajdowisko pozostawiło mi trochę niedosytu – brakowało mi zdjęć z Gruzji krajoznawczej – były głównie zdjęcie i relacja z wyprawy dolinami po jednym z mniej zamieszkałym paśmie górskim – nazwy nie pamiętam. Ale szałowe były zdjęcia mostków na rzekach 😀

Genialni byli ludzie, którzy przyjechali w Beskid na weekend z… Mińska Mazowieckiego. Szacun. 🙂

Następnego dnia pogoda była marna – śnieg padający. Brak widoku na dalej niż 100m. Dojście do Przegibka było troszkę urozmaicone lekkim błądzeniem 😉 Ale lekkim. Potem ominęliśmy Bendoszkę z lenistwa (chyba nawet mojego) i do samochodu. W dolinie Rycerki zauważyli do którego było widać kilkadziesiąt różnych tras zwierząt na śniegu – paśnik celem wędrówek całego lasu 🙂 No i to tyle.

Więcej zdjęć na Picasie.

A to Toruń z jakuzzi na dachu

Krótką chwilę spędziłem w Toruniu, ale zdążyłem zobaczyć co też kryje się na dachach. Pojawienie się dwóch osób wchodzących do jakuzzi znajdującego się na dachu kamienic zainteresowało prawie każdego znajdującego się na wieży ratuszowej. Ale zazdrośnicy – też by pewnie chcieli 😀


Kilkanaście zdjęć do obejrzenia w albumie 🙂

Teatr V.O.S.A w Gliwicach w ramach festiwalu Ulicznicy

Wczoraj , 9 lipca 2011 r. w ramach festiwalu Ulicznicy odbyło się przedstawienie czeskiej grupy/teatru V.O.S.A na gliwickim rynku. Artyści układali konstrukcje z belek (bez połączeń), żonglowali, bawili się ogniem, fajerwerkami. jeździli na rowerach. Była to bardzo dobrze spędzona godzina 🙂

Poniżej kilkanaście zdjęć – reszta do zobaczenia w albumie w Picasie. Kto nie był niech żałuje 🙂

Pozdrowienia z Syrii :)

Pozdrawiam wszystkich z kraju na Bliskim wschodzie – Syrii. Od okolo 15 dni sie tu przemieszczam po roznych miejscach. I mimo, ze przed wyjazdem balem sie tego co tu zastane (tj. demonstracji/walki itp.) to nic takiego nie zaobserwowalismy. Jedynie wczoraj nie pozwolono nam pojechac do Banijas. A tak poza tym to spotykamy tutaj pelno serdecznych ludzi. I pomocnych. I sprzedawcy nie wciskaja towaru, taksiarze nie czesto oszukuja a dzieciaki chca zdjecia 😀 Czad ogolnie. 🙂 Obecnie jestesmy w Hamie. A wczesniej Damaszek, Bosra, Palmyra, Dair-zour, Dura Europos, Kalat Dzabar, Ar-Rakka, Rusafa, Aleppo, Szymon Slupnik, jakies wioski w okolicy, Tartus i Arwad, Apamea. I zostala Malula i jeszcze costam. 🙂

Czy jest tu niebezpiecznie to nie wiem. My tego nie odczuwamy. Ludzie tu zyja normalnie i w duzej czesci kochaja prezydenta. Temat polityczny mielismy tylko w rozmowie z imamem jednego meczetu w Aleppo 🙂 No i kilka osob pytalo sie czy sie nie boimy. Nie mam informacji czy jest tu jakos ostro w polityce bo nie wchodze na portale teraz 😉

Sory za bledy ale dobrze przynajmniej, ze nie pisze po arabsku 😀

Styczniowa Andaluzja – Sewilla, Granada, Kordoba – czyli trochę słońca zamiast śniegu

Mając możliwość kupna tanich biletów Ryanairem można się pokusić o poszukanie miejsca z daleka od zimy. I ruszyć tam celem jego poznania. Jeszcze lepiej gdy ma się w danym miejscu znajomego. Tak był w jednym tygodniu stycznia – wylecieliśmy za śmieszną cenę do Sewilli (hiszpański region Andaluzja). Trasa lotów: Kraków → Düsseldorf Weeze → Sewilla → Bergamo → Kraków. Loty jak loty – wsiadasz, opierasz głowę o ścianę samolotu i zasypiasz w trakcie prezentacji strojów kąp^^^ratunkowych. Międzylądowanie w Weeze – „jaaa… wojna jakaś… ile tu bunkrów – gdzie jeeeeest terminal!”.

Kontrola bagażu zarekwirowała mi jedną rzecz. Pasztet. A rozmowa z celnikiem wyglądała mniej więcej tak.

(jakieś szprechania po niemiecku)
– Inglisz?
– OK. Czy mam Pan jakieś płynne rzeczy w bagażu?
– Nie, wszystko w tym woreczku jest (cud, nawet go wyciągnąłem do kontroli).
– Proszę rozpakować.
(z uśmiechem na twarzy celnik ogląda futerał z obiektywem i jakieś inne duperele).
– Co to? (wskazuje na pasztet w plastikowym opakowaniu)
– Ojej… nie wiem jak jest „pasztet” po angielsku…
(czytamy małe literki składu – po polsku niestety)
– To jest takie coś z kurcząt.
– Pastet… Hmm… To jest półpłynne. A jak jest półpłynne to jest płynne.
(uśmiech na twarzy)
– Czy chce Pan wyjść i to zjeść?
(żartujesz koleś? łyżeczką jeść pasztet bez chleba?)
– Nie, może Pan wyrzucić.

Tym sposobem pasztet został na ziemi niemieckiej.

Sewilla – miasto katedry z minaretem

W Sewilli byliśmy około 18-19 – szybkim krokiem na przystanek autobusowy (co 30 minut) i do centrum (za 2,40 euro). Dookoła już ciemno, ale dostrzegamy wzdłuż drogi drzewa pomarańczowe z… pomarańczami oczywiście. Tego nie zobaczysz na polskiej ulicy – a co dopiero w styczniu. Z okolic dworca Santa Justa odbiera nas Dominik – noclegodawca. Mieszka w zimnym mieszkaniu bez kaloryferów z jednym Polakiem oraz Francuzem. W okolicy dworca zakupujemy w najtańszym supermarkecie DIA „stejki” na kolację.

Czytaj dalej Styczniowa Andaluzja – Sewilla, Granada, Kordoba – czyli trochę słońca zamiast śniegu

Bergamo za dnia – międzylądowanie wykorzystane w celach turystycznych

Bergamo jest ciekawym miastem we Włoszech? Dlaczego ciekawym. Z dwóch względów – znajduje się na wzgórzu. To akurat nic wielkiego – wiele włoskich miasta ma taką przypadłość. Ale w Bergamo jest też port lotniczy, który jest dobrym punktem przesiadkowym przy lotach WizzAirem czy też RyanAirem. Jak poszukujesz lotu gdzieś dalej istnieje duże prawdopodobieństwo, że trafisz na Weeze (w lesie), Hahn (w polu), Charleroi (było na blogu), lub właśnie Bergamo.

Lotnisko jest oddalone od centrum około 15-20 minut jazdy autobusem (opłaca się na lotnisku kupić bilet 24h za 4euro). Autobusy do Centrum jeżdżą co około 30 minut (czasami są z przesiadka koło dworca kolejowego – bilet 24h je ułatwia).

Stare Miasto (tzw. Citta Alta) znajduje się na wzgórzu – polecam wysiadkę w okolicy przystanku Funicolare i wjazd na wzgórze kolejką szynową. Nieczęsto taką można w mieście spotkać (w cenie biletu autobusowego). Kolejka wwozi w ścisłe centrum. W okolicy mamy punkt informacji (kobieta, która nas obsługiwała bardzo dobrze, szybko i zrozumiale mówiła po angielsku). Zaproponowano nam tam trasę zwiedzania – najpierw Piazza Viecchia i Piazza del Duomo z Bazyliką Santa Maria Maggiore, Katedrą, Biblioteką Angelo Mai, pałacem, wieżą miejską.

Następnie uliczkami na drugi koniec starego miasta, wjazd autobusem linii 21 na kolejne wzgórze (z widokiem na całe Bergamo). Tam byliśmy już coś około 16 i dwie starsze panie musiały na nas nakrzyczeć bo o 16 park zamykały (zimą tak jest). Wracały z nami busikiem 🙂 Powrót, kawałek lotniskowym autobusem i byliśmy na murach (widok na dolne Bergamo) skąd kawałek do bramy wjazdowej do miasta. Ostatni punkt polecany przez panią z informacji (twierdza) już opuściliśmy z powodu zimna. To nie do pomyślenia… we Włoszech w styczniu mają -2 stopnie 😉 W dolne części miasta przesiedzieliśmy 2h (nie wyganiani) przy kawałku pizzy i herbacie w knajpie. Było ciepło, więc się nie ruszyliśmy stamtąd 😀 Druga moja pizza w Bergamo i znowu z przypalonym spodem. Serio tak ma być?

Wieczorem kurs „lotniskowcem” na Orio el Serio Airport. Miejsce wybrane przez nas na nocleg (hala nadawania bagażu na samym końcu) okazała się zamykana na „klining”. Jak zresztą 3/4 lotniska. Pani strażnik była tak miła i powiedziała, które miejsce jest nie zamykane. Jest to teren w pobliżu hali przylotów (do banku UBI). To jest ważna informacja dla nocujących – jeżeli wybierzesz inne miejsce na kimanie to od 24 będziesz się błąkał w poszukiwaniu miejsca 😉

Więcej zdjęć z Bergamo na Picasie w albumie tegorocznym (dziennym) oraz zeszłorocznym (nocnym).

„A wiesz skąd przyszli Wizygoci?” – „Nie znam tych Panów”

Miasto wojewódzkie, kilka tygodni temu. Godzina 22:30. Szkolne Schronisko Turystyczne. Generalnie przyjmowanie mieszkańców odbywa się do 21, ale po 22 też się da 😉 Zabieram pościel z recepcji i ruszam na 1 piętro, pukam do wskazanego pokoju. Wchodzę. W środku już 4 osoby (pokój 6-osobowy).

Pierwsze pytanie: „Pijesz piwo?”. „No tak…” „To masz”. Wręczono mi pierwszą puszkę Tyskiego.

W pokoju: student z okolicznego miasteczka oczekuje na jutrzejszy egzamin z programowania (bo rano nie będzie dojeżdżał), drugi student z innego wielkiego miasta w celach spotkaniowych. Do tego elektryk lat około 50 – Kaszub. Oraz Japończyk. Japończyk zwiedza Polskę od kilkunastu dni. Już mówi po polsku niektóre słowa… 🙂

Jako, że przyszedłem to pojawiły się kolejne tematy do rozmów, więc szybko Kaszub wysłał studenta po kolejne zapasy… Dodam, że to jest Szkolne (nie studenckie) schronisko (generalnie zakaz picia alkoholu czy przeszkadzania po 23 😉 ).

Tematy to:

  • Gdzie mieszka Wałęsa? („Oddaj moje 100 milionów!”)
  • Czym się różni Ślązak od Zagłębiaka?
  • Dlaczego w Łodzi 9 dzielnic jest za Widzewem, a jedna za ŁKS-em?
  • Czy napewno chcesz zdawać ten egzamin jutro z informatyki?
  • Skąd przyszli Finowie?
  • Dlaczego pijecie Tyskie? Nie ma lepszych piw?
  • Skąd przyszli Wizygoci? („nie znam tych Panów”)
  • Czy w Japonii kibice się biją („mosno, barzo mosno”)?
  • Czy napewno będziesz zdawać ten egzamin jutro?
  • Za kilkadziesiąt lat to wszyscy na całym świecie będą rozmawiać w jednym języku i nikt nie będzie pamiętał o j. polskim czy kaszubskim czy śląskim. („Po Chińsku? 😉 „)
  • A Węgrzy to przyszli z Mongolii. („Nie… oni przyszli inaczzzzej”)
  • Panie Miko – na jakiej Pan wyspie mieszka? Honsiu, Hokkaido?
  • A czy Sake się piję w Japonii na ciepło czy na zimno? („Jak ko kce”)
  • „Student, poleć po wódkę…. ja stawiam…” („Ja nie piję”, „Ja nie chce też”, „Ja jeszcze mam piwo…” – „Pewnie nie byliście w wojsku… ehh ta młodzież”)

Epilog: Student rano nie poszedł na egzamin, Kaszub „dlaczego mnie tak głowa boli”, A Japończyk gdzieś na chyba pół godziny zniknął 😀 A jak wszyscy chrapali w nocy… Masakra… (w sumie to Japończyk był jedyny cicho… 😉 )

Hura! Nie śmierdzę po imprezie.

Wczoraj przetestowałem czy zakaz palenie w klubach działa. W sumie to przetestowałem w jednym, niedawno otwartym w miejscowości na Wu w okolicy Rybnika… I… jest dobrze. nie śmierdzę, nie było wewnątrz widać kogoś kto by palił. Nie widać było też aby ktoś próbował (a mu nie pozwolono). W sumie dziś będzie sprawdzane w Gliwicach – oby nie było gorzej 🙂

Jeszcze nikt nie dostał ode mnie okrzycza za palenie na przystanku, ale podejrzewam, że się to zmieni, bo nie za bardzo miałem okazję przebywać na przystankach w ostatnich dniach.

To taki krótki wpisik 😀 A co… 🙂