Przyczepka rowerowa Qeridoo Sportrex 2

Jak tylko dowiedziałem się, że będę ojcem to od razu moje myślenie przeskoczyło: ale jak to będzie wyglądało. Po chwili: jak to będzie z jazdą na rowerze. Po dłuższej chwili: przecież możemy córkę wpakować do przyczepki rowerowej. Zacząłem podczytywać różne opinie dot. przyczepek różnych firm. I w końcu padło na przyczepkę firmy Qeridoo – Sportrex 2.
Dlaczego akurat ta? Odrzuciłem od razu przyczepki allegrowe – ja sam nie jeździłbym na rowerze z supermarketu tak samo Hania miała dostać w miarę dobry sprzęt. No i po odrzuceniu tych przyczepek pojawiły się produkty lepsze i droższe. Kolejna sprawa – jeżdżę po różnych wertepach i chciałbym czasami z przyczepką wjechać w las. Więc doszedł warunek amortyzatorów. No i potem: bierzemy przyczepkę dla dwójki – weźmie się jakąś chrześnicę albo córkę znajomych. Wtedy zostały wybrane (chyba głównie ze względu stosunku jakość/cena) przyczepki firmy Qeridoo (pozostałe były droższe a niewiele lepsze).
No i następnie miałem do wyboru dwie przyczepki: Sportrex 2 oraz Speedkid 2 (w podobnej cenie).
No to jak wybrałem? Chyba głównie wielkością bagażnika przyczepki (Sportrex ma wiekszy) oraz regulacją oparcia. Za Speedkid-em przemiała mniejsze wymiary po złożeniu (Speedkid jest po złożeniu kilka czy kilkanaście cm krótszy – może wejść do większej liczby bagażników samochodowych – to ważna element)… Wyboru dokonaliśmy i dotarł do nas sprzęt 🙂

Czytaj dalej Przyczepka rowerowa Qeridoo Sportrex 2

Bartodziejskie Bulwary Brdy

Bydgoszcz jest miastem, które otworzyło się na przepływająca rzekę. Wszystko przez istniejące bulwary i trochę nowych inwestycji nad Brdą.
Niestety same bulwary na najbardziej uczęszczanym odcinku nie są zbyt reprezentatywne – bo nie były remontowane wielu lat. Prezydent miasta w ramach zbliżających się wyborów zapowiada, że je wyremontuje (szkoda, że wybory tak rzadko ;)).


Wyświetl większą mapę

Bartodziejskie Bulwary Brdy

Ale ja tym razem nie o odcinku od Starego miasta do Mostu Pomorskiego, tylko o kolejnym odcinku: od Mostu Pomorskiego do Mostu Kazimierza Wielkiego. Takim odcinku, po którym jeszcze mało kto się porusza – znajduje się to na granicy dwóch dzielnic – Bartodziejów i Kapuścisk (od strony Bartodziejów łatwiej się tam na razie dostać).
Tu już nie ma bulwarów, większość bydgoszczan myśli pewnie ze tam nie ma nic. A tam od jakiegoś czasu są ścieżki dzięki, którym można ten odcinek przejść. I poczuć się trochę jakby się było poza miastem (tylko lekko słysząc hałas z Fordońskiej). Zobaczyć rzekę bez zabudowań, ślady działalności bobrów itp.

Czytaj dalej Bartodziejskie Bulwary Brdy

Most Fordoński z przepływającą pod nim krą

Paręnaście dni temu przespacerowałem się z mostem Fordońskim w Bydgoszczy. Lód na Wiśle był przed mostem, za mostem go nie było. Będąc po drugiej stronie Wisły usłyszałem trzaski – kra zaczęła płynąć do morza. Wrażenie wieczorem robiło to niesamowite.


Kra na Wiśle

Wcześniej nie miałem okazji na słuchanie jak takie bryły lodu trzeszczą. I jak niektóre wpływają na pozostałe, następnie spadają do wody.


Kra na Wiśle

Most Fordoński leży na trasie Bydgoszcz-Toruń. Jest jednym z dłuższych w Polsce – ma ponad 1000 m. A oprócz drogi przebiega po nim również linia kolejowa. Z mostu można widać zabudowania Starego Fordonu z kościołami św. Mikołaja i św. Jana oraz więzienie.

Przy okazji spaceru dostałbym prawie mandat – przechodziłem na nielegalu przez drogę (w miejscu wydeptanej ścieżki). No i przechodząc przez drugą jezdnię zauważyłem samochód, który z bocznej drogi chciał się włączyć do ruchu. Chwilę poczekałem – by mu nie zawadzać. Ale, że kierowca był jakiś „zaspany” no to przeszedłem przez drogę. I skierowałem się w stronę mostu (samochodu również). Wtedy pan strażnik miejski wyszedł z samochodu…


Most Fordoński

Na szczęście spisał tylko dane z dowodu. No i nadal nie mam motywacji by przechodzić tylko tam gdzie wolno. A w Bydgoszczy uskuteczniam dodatkowo przechodzenie na czerwonych światłach (jak są głupio ustawiane, to przecież nie będę stał przy pustej drodze).

Więcej zdjęć w galerii.

Berlin – w poszukiwaniu kebabów na kopule Reichstagu

W weekend ze Świętem Niepodległości postanowiliśmy pojechać zatknąć flagę polską za granicą 🙂 Padło na stolicę Niemiec – Berlin. Trasa z Bydgoszczy do Berlina to około 5 godzin (pociągiem da się w podobnym czasie dojechać – Gdynia-Berlin-Express nawet w cztery). My ruszamy w pięć osób jednym samochodem. Początek w deszczu ale im bliżej Niemiec tym bardziej słonecznie. Na granicy w Świecku obserwujemy korek wjeżdżających do Polski – to sprawdzanie dokumentów na czas szczytu klimatycznego w Warszawie. Trochę ludzie musieli stać.

Berlin

Berlin

W Berlinie znajdujemy nasz nocleg u pana Chińczyka – nocleg znaleziony przez airbnb.com (niedawno o tym serwisie pisałem). Zostawiamy samochód i kupujemy bilet grupowy za 16,2 Euro (szczegóły na stronie bvg.de). Ważny będzie dla naszej piątki do godziny 3 rano. Wsiadamy w tramwaj i po 15 minutach wysiadamy na Alexanderplatz (ciekawostka: nazwa na część cara Rosji). Na tym placu znajduje się Wieża Telewizyjna – chyba druga najwyższa budowla w Europie (po wieży w Moskwie) – wieżę można obserwować

Berlin

Pod wieżą znajduje się Kościół Mariacki – widać tu duży kontrast – Plac Aleksandra jest zabudowany głównie budynkami „peerelowskimi” (że się tak wyrażę).

Berlin

Przemieszczamy się na Wyspę Muzeów i zauważamy bydgoską Łuczniczkę (tzn. jej kopię/reprodukcję). Na wyspie wchodzimy (nie było to planowane wczesnej) do Muzeum Pergamońskiego. W środku m.in. Ołtarz Zeusa, Brama Isztar z Babilonu i wiele innych rekonstrukcji czy też zabytków ze starożytnej Grecji, Azji czy też zabytków islamskich. Niestety bardzo mało tekstów po angielsku – chociaż chyba były urządzonka z lektorem (nawet po polsku) ale jakoś nam one umknęły przy wejściu. Miejsce fajne, ale dużo za dużo tego tam jest – po 3 godzinach był przesyt. Muzeum będzie remontowane przez najbliższe kilka lat – więc pewnie zostanie zrobione w nowocześniejszy sposób (i będzie tam jakaś lepiej działająca klima).

Berlin

Wychodzimy z muzeum i podążamy ulicą Pod Lipami (Unter den Linden) do Bramy Brandeburskiej. Niestety na całej długości tej ulicy były prowadzone prace związane z budową metra (Dworzec Główny-Brama Brandenburska-Alexanderplatz). W związku z tym lipy i ulica były obudowane dużą ilością różnych „technicznych elementów”. Spod bramy ruszamy w poszukiwaniu kebabu (bo to podobno miasto tego rodzaju posiłków). Niestety (albo stety) kebaba nie ma od dłuższego czasu. Trafiamy jednak na Plac Poczdamski gdzie posilamy się wusztem w sznicie – (bratwusrt?) 😀 Na placu odbywa się jarmark świąteczny – ciekawa sprawa. Następnie chwila na kawę w pobliskim Sony Center (to są ciekawe budynki – z zadaszeniem placu wewnątrz nich).

Berlin

Następnie wsiadamy do linii chyba 200 w kierunku dworca Zoo. Ta linia oraz 100 to linie autobusowe, którymi warto się zainteresować – można pozwiedzać Berlin z okien piętrowego autobusu miejskiego. Trasa tych linii przebiega obok wielu interesujących miejsc. Wystarczy bilet autobusowy – a autobusy kursują co parę minut. Jeżeli coś cie zainteresuje – wysiadasz, wsiadasz w kolejny kurs.

Berlin

Co dalej: przy dworcu znajduje się Kościół Pamięci – zbombardowany i zostawiony w nieodbudowanej postaci. Niestety trafiliśmy na remont” – wieża w rusztowaniach. No cóż. Następnie kierunek na KaDeWe – czyli jeden z większych domów towarowych. Wchodzimy i po 10 minutach wychodzimy. Zamykają.

No to na autobus w kierunku Zoo, potem S-bahn na Alexanderplatz i tramwaj do Chińczyka w celu snu. W spożywczaku trafiamy jeszcze na Huba Bubbę – kiedyś znaną gumę balonową – nadal ma niezły smak… tylko przez pierwszą minutę 😉

Następnego dnia wracamy tą samą trasą, ale tym razem wchodzimy do ogrodu – jest to największy ogród zoologiczny w Europie (czy też z największą liczbą zwierząt). Uwaga logistyczna – są zniżki na Euro26 (albo przynajmniej kasjerka takie uznała). Co się w zoo rzuca w oczy? To, że te wszystkie zwierzęta są prawie na wyciągnięcie ręki. Naprawdę! Czasami się człowiek zastanawia np. czy te wilki nie doskoczą i nie skonsumują kogoś. Zwierząt masa w tym coś czego w Polsce nie widziałem: sale z nietoperzami, zwierzętami nocnymi, pingwinami. Pamiętam jak zwiedzając zoo w Chorzowie było mi wstyd w jakich warunkach niektóre zwierzęta są trzymane. Tutaj wszystko było chyba ok 🙂 Tylko zwiedzanie trwa i trwa. Ale warto.

Berlin

Następnie przechodzimy ponownie obok Kościoła Pamięci i wsiadamy do autobus – kierunek Mehringdamm. To podobno zagłębie kebabów. Poszukiwania utknęły na jednym („a czy będzie tam Turek?” 😉 ). Dopiero po konsumpcji znalazły się kolejne – niepotrzebne już. Przy wejściu do stacji Metra Mehringdamm jest też ten najbardziej znany – znany chyba z tego, że czeka się w długiej kolejce. Nie wiem czy warto.

Berlin

Metrem jedziemy w stronę Centrum. Niestety po dwóch przystankach zatrzymujemy się. Ludzie wysiadają. Puste wagony jadą dalej. Eee… Przyjeżdża kolejne metro – to samo. Jako, że niemiecki to nie nasza specjalność obmyślamy trasę alternatywną – trzeba się przesiąść na linię x, następnie na linię y i będziemy na poczdamskim.

Berlin

Stamtąd ruszamy pieszo do Reichstagu – czyli siedziby parlamentu. Plan wejść – na kopułę. By się tam dostać trzeba było się za zarejestrować na stronach Reichstagu. Następnie podaje się dane osób i wybiega godzinę na która się chce wejść. Co potem? Potem kontrola jak na lotnisku i wjeżdżamy windą pod kopułę. Zwiedzanie odbywa się indywidualnie – dostaje się słuchawki z komentarzem po polsku. I komentarz sam się zmienia w zależności od miejsca gdzie jesteśmy. Kopuła jest fajnym pomysłem – nie dość, że atrakcja i niezły punkt widokowy to jeszcze doświetla sale obrad 🙂 Ekologia i te sprawy.

Berlin

Pod zwiedzaniu wchodzimy do metra pod Bundestagiem i jedziemy najkrótszą linią metra w Europie pod Bramę Brandenburską. Następnie spacer i na nocleg.

Berlin

Następny dzień (11 listopada) przebiegł na staniu w korkach w samochodzie, zakupach i poszukiwaniu… kebaba 😉 Oraz na spacerze wzdłuż Sprewy i kawałka Muru Berlińskiego. Chodzi o tzw. East Side Gallery – czyli mur z graffiti (to niższy mur niż ten główny). W okolicy mostu Warszawskiego zjedliśmy obiadowego kebaba (mi się udało zjeść falafela) z duża ilością frytek i pożegnaliśmy się z Berlinem.

Berlin

Miasto fajne – ale dużo zostało do zobaczenia jeszcze 🙂 Polski Bus będzie miał tam za niedługo kursy również z południa Polski – można skorzystać 🙂

Chcesz więcej zdjęć? Zajrzyj do galerii.

Inowrocław – szkody górnicze, sól i pitna woda…

Inowrocław – miasto… górnicze. Tak, do lat osiemdziesiątych pod miastem wydobywano sól. Następnie z powodu zbyt dużych szkód górniczych (hehe… szkody są nie tylko na Śląsku 😉 ) kopalnię zamknięto i zalano. Obecnie w centrum miasta otwarto nie za duże Muzeum Górnictwa Soli.

Inowrocław

Warto je zwiedzić – wstęp był chyba gratis. Można się dowiedzieć w jaki sposób sól była wydobywana (w sumie to nie wiedziałem w jaki sposób się to robi). Film jest z lat osiemdziesiątych, więc super montażu w nim nie ujrzymy – ale za to ciekawe informacje przekazuje. Dodatkowo zdjęcia szkód górniczych można przejrzeć.

Inowrocław

Samo centrum nie robi może za dużego wrażenia, ale jest tu kilka interesujących obiektów. Np. kościół NMP w stylu romańskim (jeden z najstarszych na Kujawach), na ścianach którego można zauważyć twarze jakichś zwierząt/potworów. Kolejny to kościół Zwiastowania, którego zdjęcia po zawaleniu części można znaleźć w muzeum.


Inowrocław

Na rynku stoi tramwaj (kiedyś po mieście jeździły), pomnik Królowej Jadwigi oraz figurka na chodniku (nie pamiętam co to…) 😉 (w komentarzach piszą, że to skrzaty)

Inowrocław

Parę kilometrów od centrum miasta znajduję się Uzdrowisko z pijalnią wód zdrojowych oraz jedne z trzech w kraju tężnie (pozostałe są w Ciechocinku oraz w Grudziądzu). Co to jest tężnia – polecam artykuł w Wikipedii.

Inowrocław

W skrócie – siedzisz na ławeczce i wdychasz powietrze nawilżone solanką. 🙂 Na tężnie można oczywiście wejść by podziwiać okoliczny park, staw itp. No i w sumie tyle 🙂 Na półdniową wycieczkę w sam raz 🙂

Inowrocław

Chełmno, Starogród – miasto i dawne miasto

Starogród

Mam obecnie bliżej do innych miast niż jeszcze kilka miesięcy temu. Więc co jakiś czas zwiedzam inne miasta – niedawno padło na Chełmno. Chełmno przez pewien czas było stolicą Państwa Krzyżackiego. Po bitwie pod Grunwaldem znalazło się pod władaniem polskim – trochę zabytków w tym mieście można spotkać (czy też natknąć się co chwilę). Więcej informacji można znaleźć np. w Wikipedii

Chełmno

Rynek, Ratusz i fontanna

Oprócz tego jest miastem… zakochanych. Z powodu relikwii Św. Walentego przechowywanych w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (dawna Fara).

Czym miasto zachwyca? Mnie zachwyciło rynkiem z Ratuszem (piękny!), dużą liczbą starych zabudowań – kościołów czy też murów. Oraz parkiem w fosie – akurat trafiliśmy na jesienne kolory 🙂 Nawet fontanna na rynku jest fajna – mimo, że bardzo nowoczesna – może robić za ramkę do zdjęcia ratusza. Miasto jest otoczone murami – chyba bez przerw dookoła. Miejscami jest zaniedbane, ale to dodaję mu klimatu.

Ciekawostka: na ratuszu jest umieszczony pręt chełmiński – wzorzec dawniej używanej miary długości.

Pręt Chełmiński

Można wejść na wieżę fary i dzięki temu zajrzeć z góry w podwórka kamienic, spojrzeć na płynącą pod miastem Wisłę – i kolejne zabytkowe miasto nad Wisłą – Świecie.

Chełmno

W drodze do Chełmna z Bydgoszczy przejeżdżą się m.in. przez Ostromecko – o tym pałacu z parkiem będzie osobny wpis 🙂 A kilka kilometrów przed Chełmnem widać wysokie wzgórze (coś koło 50 m) z napisem Starogród – prawie jak w Hollywood 🙂 Na szczycie wzgórza znajduję się kościół św. Barbary oraz dawne grodzisko. Z grodziska roztacza się piękny widok na dolinę Wisły. W tych okolicach miasto Chełmno było ulokowane wcześnie. Potem przeniesiono je kilka kilometrów dalej.

Widok ze Starogrodu

Do zobaczenia pozostały mi jeszcze w tej okolicy: Wzgórze Świętego Wojciecha (kolejne grodzisko z widokiem) oraz rezerwat Ostrów Panieński – bardzo ostre górki (jak na tutejsze niziny). 🙂 Droga z Dolnego do Górnego Starogrodu to taki wycinek serpentyn na Salmopol 😉 Mały bo mały, ale jest… 🙂 Jak na te okolice to nawet jest to niespodziewane.

Więcej zdjęć w galerii.

Pochwała dla Wizz Air – zmiana błędnie wpisanego nazwiska

Chciałem pochwalić wszem i wobec linie lotnicze Wizz Air 🙂 Ha. Za pozytywne rozpatrzenie problemu, który mi się zdarzył (z mojej winy). Może mój przykład się przyda na przyszłość komuś.

A było to tak:

Kupowałem bilety lotnicze z miejscowości A do miejscowości X – dla kilku osób. Wpisałem nazwiska, wybrałem bagaż (a dokładniej brak 😉 – bo to lot na kawę – jednodniowy). No i zaklikałem ok, zapłaciłem kartą. I po przyjściu mejla z potwierdzeniem zakupu: osz… Złe nazwisko jednej osoby:

Miało być:

Zygmunt Kowalski
Genowefa Kowalska

A było:

Zygmunt Kowalski
Genowefa Zygmunt

Nosz… O nie… Wrr…

Zmiana nazwiska przez internet to 189,00 zł, przez telecentrum 270,00 zł (i trzeba to liczyć razy dwa – tam i powrót). Taniej było kupić bilet dla tej osoby. Ale spróbuję zadzwonić do tego telecentrum – może zrozumieją (gdzieś na forach znalazłem info, że do 2h robią to gratis).

Czytaj dalej Pochwała dla Wizz Air – zmiana błędnie wpisanego nazwiska

Arka Steva Jobsa w Genui

Chodzimy sobie po porcie w Genui, a tam… arka. Znaczy jacht, któremu nadaliśmy nazwę „Arka”. Cudo. Oczywiście w zależności jakie kto ma gusta 🙂 Jacht to Venus.

Venus yacht
Venus yacht

Obok stał drugi jacht – równie wielki – z tym, że już mniej pasujący w nasze gusty 🙂

Attesa yacht

A „arka” po sprawdzeniu okazała się jachtem zbudowanym na zlecenie Steva Jobsa (ha!). Wydano na jego budowę 100 mln Euro. Niestety zleceniodawca nie doczekał końca budowy.

Genuę bardzo polecam tym, którzy nie byli. Bardzo fajne miasto 🙂

Genua i Bigo :)

Góry w marcu jeszcze śnieżne są – Rycerzowa

Góry w marcu jeszcze śnieżne są. W kwietniu pewnie też. W któryś z weekendów marcowych wybrałem się w Beskid Żywiecki. Po pracy w pociąg do Rajczy – w Rajczy spotkanie z lokalnym pijaczkiem:

„Chcecie iść na Danielkę teraz, nocą? Umrzecie! Ja wam to mmmmówię… A ja byłem we wszystkich górach… Jedynie w Himalajajajach nie… A tak to wszędzie byłem. I wiem, ze beze mnie byście zginęli.”

Dobrze, ze autobus przyjechał po 10 minutach 😀 Z Ujsoł mamy kawałek na chatkę w Danielce – ze znajomym byliśmy w piątkowy wieczór jedynymi mieszkańcami (nie liczę chatkowego). Chata zimna strasznie (dopiero rozpalaliśmy kominek i piec). Nie żałowałem, że wziąłem ciepły/duży śpiwór.

Rankiem wchodzimy w słońcu na grzebiet Urówek i czerwonym szlakiem na Mladą Horę. Po drodze widoki piękne 🙂 Jednak im bliżej celu tym bardziej się chmurzyło. Goniła nas znajoma idąca z Rycerki i i na Mladej Horze nas wreszcie dogoniła (dwóch fotografujących nigdy nie będzie szybszych od jednej mniej pstrykającej 😉 ).


Z Małej Rycerzowej widać Babią i Pilsko. Niestety Tatr nie. Schodzimy do schroniska i przy obiedzie pojawia się widok na Tatry Zachodnie 🙂

Planowo mamy zarezerwowany nocleg na Przegibku, ale po zobaczeniu plakatu o slajdowisku o Gruzińskich górach zmieniamy plany i zostajemy na Rycerzowej. 🙂 Bez plecaków robimy jeszcze spacer na Wielką Rycerzową, by się przed zachodem nacieszyć widokami na oświetlone Tatry 🙂 Trzy osoby, trzy aparaty 😀

Slajdowisko pozostawiło mi trochę niedosytu – brakowało mi zdjęć z Gruzji krajoznawczej – były głównie zdjęcie i relacja z wyprawy dolinami po jednym z mniej zamieszkałym paśmie górskim – nazwy nie pamiętam. Ale szałowe były zdjęcia mostków na rzekach 😀

Genialni byli ludzie, którzy przyjechali w Beskid na weekend z… Mińska Mazowieckiego. Szacun. 🙂

Następnego dnia pogoda była marna – śnieg padający. Brak widoku na dalej niż 100m. Dojście do Przegibka było troszkę urozmaicone lekkim błądzeniem 😉 Ale lekkim. Potem ominęliśmy Bendoszkę z lenistwa (chyba nawet mojego) i do samochodu. W dolinie Rycerki zauważyli do którego było widać kilkadziesiąt różnych tras zwierząt na śniegu – paśnik celem wędrówek całego lasu 🙂 No i to tyle.

Więcej zdjęć na Picasie.

A to Toruń z jakuzzi na dachu

Krótką chwilę spędziłem w Toruniu, ale zdążyłem zobaczyć co też kryje się na dachach. Pojawienie się dwóch osób wchodzących do jakuzzi znajdującego się na dachu kamienic zainteresowało prawie każdego znajdującego się na wieży ratuszowej. Ale zazdrośnicy – też by pewnie chcieli 😀


Kilkanaście zdjęć do obejrzenia w albumie 🙂