Europejska Rywalizacja Rowerowa 2017 (ECC 2017) w Bydgoszczy

Europejska Rywalizacja Rowerowa (ECC – European Cycling Challenge) będzie trwała przez cały maj tego roku. W zeszłym roku Bydgoszczy udało się wykręcić szóste miejsce. W tym roku mamy konkurencję w postaci m.in. Rzymu, Barcelony, Gdańska, Warszawy oraz Torunia 🙂
Warto już powoli przyzwyczajać się do korzystania z aplikacji służącej do zapisywania tras w ECC.
Informacja o nagrodach w dalszej części wpisu – są nagrody gwarantowane 😀
W tym roku zmieniono aplikację z nagrywania śladów GPS – będzie to Naviki (do pobrania na Androida, iOS oraz Windows Phone).

 Jak się zapisać?

By się zapisać do rywalizacji ECC należy:

Czytaj dalej Europejska Rywalizacja Rowerowa 2017 (ECC 2017) w Bydgoszczy

Bartodziejskie Bulwary Brdy

Bydgoszcz jest miastem, które otworzyło się na przepływająca rzekę. Wszystko przez istniejące bulwary i trochę nowych inwestycji nad Brdą.
Niestety same bulwary na najbardziej uczęszczanym odcinku nie są zbyt reprezentatywne – bo nie były remontowane wielu lat. Prezydent miasta w ramach zbliżających się wyborów zapowiada, że je wyremontuje (szkoda, że wybory tak rzadko ;)).


Wyświetl większą mapę

Bartodziejskie Bulwary Brdy

Ale ja tym razem nie o odcinku od Starego miasta do Mostu Pomorskiego, tylko o kolejnym odcinku: od Mostu Pomorskiego do Mostu Kazimierza Wielkiego. Takim odcinku, po którym jeszcze mało kto się porusza – znajduje się to na granicy dwóch dzielnic – Bartodziejów i Kapuścisk (od strony Bartodziejów łatwiej się tam na razie dostać).
Tu już nie ma bulwarów, większość bydgoszczan myśli pewnie ze tam nie ma nic. A tam od jakiegoś czasu są ścieżki dzięki, którym można ten odcinek przejść. I poczuć się trochę jakby się było poza miastem (tylko lekko słysząc hałas z Fordońskiej). Zobaczyć rzekę bez zabudowań, ślady działalności bobrów itp.

Czytaj dalej Bartodziejskie Bulwary Brdy

Locus – mapa na rower w telefonie (+ciekawe dodatki)

Jeżdżąc na rowerze czy też wędrując pieszo warto mieć telefon z dobrą mapą. A np. po to by sprawdzić  jaka jest odległość do domu i którędy najlepiej wracać (bo po co tą samą drogą, co nie?). Do tego celu bardzo dobrze nadaje się aplikacja Locus z mapami offline i Heatmapą Strava oraz aplikacja  Brouter do nawigowania offline.

Locus

Locus jest rozbudowaną aplikacją do prezentowania map (dostępny dla Androida oraz iOS). Bardzo przydatna aplikacja posiada dwie wersje: darmową oraz płatną. Mi się udało zakupić płatną w jakiejś promocji (teraz wersja PRO to 7,5 Euro). Trochę różnic jest, ale wersja free też daje radę (przez dłuższy czas z niej korzystałem).

  

Można korzystać z map online czy offline. Można kupić też mapy ‚papierowe’ np. polskiego wydawnictwa Compass. Mapy online mają różny wygląd: cześć korzysta z danych OpenStreetMap.org, ale z różnymi stylami wyglądu. Są też mapy satelitarne/lotnicze (np. można korzystać z polskiego Geoportalu). Można pobrać również mapę offline np. z serwisu Openandromaps – co około miesiąc pojawia się tam nowa wersja mapa wszystkich europejskich krajów. Wystarczy pobrać i jesteśmy uniezależnieni od internetu w trasie.

Czytaj dalej Locus – mapa na rower w telefonie (+ciekawe dodatki)

Rower miejski w Bydgoszczy – różne narzędzie do wykorzystania

Bydgoski Rower Aglomeracyjny działa ponownie od marca. Bardzo przydaje się w codziennym przemieszczaniu się po Bydgoszczy. Przedstawię kilka narzędzi, które mogą się przydać użytkownikom tego roweru oraz osobom zainteresowanym jego rozwojem.

Strona oraz aplikacja mobilna BRA

BRA ma swoją strone i panel logowania pod adresem – www.bra.org.pl. Można tam zobaczyć mapę rozmieszczenia stacji wraz ilością przypiętych rowerów. Logowanie odbywa się tam przez stronę www.bra.org.pl/zaloguj-sie.html – można tam zmienić swój PIN (tak, można go zmienić). Można też przejrzeć informację dotyczące wypożyczanych rowerów, zobaczyć kody do linki itp. Niestety na stronie jest dużo komunikatów tłumaczonych Google Translatorem (np. „Bieżące wakacyjny – zewnętrzny kod blokady – Nie masz bieżących wynajem„.

Czytaj dalej Rower miejski w Bydgoszczy – różne narzędzie do wykorzystania

Bilety na rower w PKP Intercity przez Internet

Rower w pociągu PKP Intercity? Da się 🙂 A od 4 lutego 2016 można taki bilet kupić przez internet! Jest to chyba jedna z lepszych informacji dla rowerzystów przemieszczających się rowerami od początku roku. Można sobie w miarę sensownie zaplanować wyjazd rowerowy z dojazdem pociągiem. Niestety z miejscem w pociągach na rowery nie jest może bardzo dobrze, ale dla chcącego nic trudnego. Chociaż będzie teraz walka: „kto pierwszy ten lepszy przez internet”. Ważne, że nie trzeba do kasy się ruszać 🙂

Chyba, że mamy do zakupu bilet z przesiadką… Tego system E-IC jeszcze nie ogarnął niestety…

View post on imgur.com

A w ramach ciekawostki: we wrześniu 2015 r. ze znajomymi wracałem z Gdyni z wyjazdu promem do Szwecji. 4 osoby z dwoma rowerami wracały Pendolino do Katowic. A ja wraz z jedną znajomą z 4-rema rowerami do Bydgoszczy – wykorzystaliśmy do tego celu Przewozy Regionalne. Ale zgodnie regulaminem ilość rowerów, które można przewieźć w pociagu przez jedną osobę to… jeden rower. A my mieliśmy po dwa.

Co wtedy należy zrobić? Należy rower zamienić w bagaż. Tj. zdekompletować 😉 My odkręciliśmy przednie koła, przekręciliśmy kierownicę i wszystko owinęliśmy folią spożywczą. Przeszło 🙂 Chociaż po fakcie stwierdziliśmy, że dałoby radę przejechać bez owijania rowerów (a byłoby wygodniej przy przesiadce, którą mieliśmy w Laskowicach Pomorskich).

Bilet na rower kosztuje, na większy bagaż również. 🙂 W IC to 9zł (rower), w Przewozach Regionalnych widzę, że 7 zł (bagaż i rower – we wrześniu chyba było jeszcze jakoś taniej… ale nie pamiętam). W Arrivie ostatnio 5,5 płaciłem.

Jak to skradziono mój rower, a ja nic o tym nie wiedziałem

Wieczorna wycieczka z żoną na rowerach po centrum Bydgoszczy. Cel 1: niedawno odsłonięta fontanna Potop oraz cel 2: pokaz grającej fontanny koło Filharmonii. Cel 1 osiągnięty – fontanna tryska ładnie. Następnie ruszyliśmy w kierunku drugiej. Z naprzeciwka idzie para policjantów. Niestety kontrola – pierwsza myśl „no pewnie za to, że jedziemy po chodniku”. Ale nie tym razem. Uwaga: po chodniku jechaliśmy tylko kawałek by drogi dojechać od fontanny.

„Witamy, rutynowa kontrola legalności posiadanych rowerów.”

Przekazujemy dowody osobiste, podnoszę rowery by mogli spisać nr ramy rowerów. W międzyczasie pojawia się moja szefowa z pracy:

– „Witam Panie Adamie, coś się stało? Może w czymś pomóc?”
– „Wszystko w porządku, sprawdzają czy mamy nie kradzione rowery”

Zamieniliśmy jeszcze zdań z nią. W tym czasie policjanci się komunikują z centralą. „Rower się nazywa Unibike Wiper… W I P E R… Nie… nie ma żadnego innego oznaczenia modelu… „. Szefowa poszła do swojej rodziny oglądającej fontannę, a do nas dochodzi para znajomych. Odbierali zdjęcia z wydruku – ładnie wyszły (moje 😉 ). Dyskutujemy sobie o proteście pod bydgoskim teatrem, o fontannie, pracy itp. Policjanci cały czas komunikują się z centralą. W końcu:

– „Z Pani rowerem wszystko w porządku. Pana rower jest niestety wpisany do bazy rowerów poszukiwanych.”
– „Co?!”
– „Musimy przejechać na komendę celem spisania protokołu. Niestety Pana rower będzie musiał zostać zatrzymamy. Kiedy rower został kupiony? Czy jest paragon, karta gwarancyjna?”
– „Niedobrze… Kupiony chyba w 2009, w sklepie na Śląsku”
– „A to był sklep czy jakiś komis?”
– „Dobry sklep rowerowy, istnieje do dziś, mają swoją stronę internetową.”
– „A karta gwarancyjna, paragon?”
– „Być może jest w domu w Bydgoszczy, może jest na Śląsku, bo się przeprowadzałem… Nie mam przy sobie…”
– „No cóż… to musimy wezwać patrol samochodowy i pojedzie Pan z nami na komendę celem wyjaśnień…”

Żona ruszyła do domu szukać paragonu i karty gwarancyjnej, ja chwilę czekałem z policjantami i znajomymi… I na oczach okolicznych ludzi wsiadałem z rowerem do policyjnego wozu (podobno strasznie to wyglądało 😉 ). I tym samochodem ruszyliśmy w kierunku komendy. Policjant kierujący zagadywał czy podoba mi się w Bydgoszczy jak już tu trochę mieszkam. Ciekawy moment sobie wybrał 😉

Miałem włączony Sport Tracker, więc wiem, że w mieście jechaliśmy sobie około 68 km/h (na dwupasmowej) i do tego przejechaliśmy na późnym pomarańczowym/wczesnym czerwony… No cóż… Na komendzie rower zostawiłem przed budynkiem (na dziedzińcu) – zapomniałem go przypiąć, ale w sumie to nie wiem czy by mnie nie oskarżono o utrudnianie konfiskaty 😉

Siedzę sobie w jakimś pokoju zwierzeń i słucham jak inni policjanci spisują protokół dotyczący „Platformiska” – jakieś problemy z wjazdem samochodami mieli członkowie PO – chyba chodziło o Park w Myślęcinku.

Przyszła kolej na mnie: zaczyna się spisywanie protokołu konfiskaty „narzędzie pochodzącego z przestępstwa lub służącego do popełnienia przestępstwa”. Musiałem podać dokładne informacje gdzie i kiedy ten rower kupiłem (najlepiej jeszcze adres sklepu…). To było kilka lat temu… Okazało się, że rower został oznaczony jako poszukiwany w Mielcu (woj. Podparpackie) w 2009. Podano w zgłoszeniu nr ramy oraz tylko nazwę modelu (bez marki). I żadnych innych informacji nie było (przynajmniej mi nie podano). Już miałem ustalone wezwanie na przesłuchanie na 1 lipca (za 3 dni).

Gdy protokół był już spisany dzwoni żona:

„Mam… Znalazłam kartę i paragon! Kupiłeś go w 2007 roku.”.

Policjant na to:

– „Mam nadzieję, że nie będziemy czekać 2 godziny.”
– „Żona szybko jeździ :P”

No i po paru minutach podjechała. Ja nie mogłem wyjść odebrać dokumentów – „lepiej niech Pan nie wychodzi”… Ładny ze mnie przestępca :/

Wszystko się zgadza – rower kupiony został przeze mnie w 2007 roku (pomyliłem się o dwa lata), sklep rowerowy, Kalety, woj. Śląskie. Czyli dwa lata przed zgłoszeniem jego kradzieży. Sam sobie przecież nie zgłosiłem kradzieży. Czyli jakiś error mają w systemie. Na szczęście policjanci podziękowali za dokumenty, przeprosili za kłopot. I mogłem jechać do domu. Hurra!

Para policjantów trafiła pechowo – wybrali sobie mało podejrzane osoby do rutynowej kontroli. „Sprawdzimy i się rozejdziemy.” A tu klops – jeden nr się nie zgadzał. :/ Wszystko robili pierwszy raz – pierwszy podejrzany rower, wzywali posiłki, spisywali protokół, co chwilę przez krótkofalówkę prosili o podpowiedzi. Trwało to wszystko dzięki temu dłużej niż powinno :/

Mój przypadek przysłużył się do celów szkoleniowych policji (mogłem jeszcze się opierać czy uciekać, to bym więcej rzeczy do przeszkolenia sprawdził 😉 ). Straciłem około godziny czasu i trochę stresu. W ramach plusów miałem przejażdżkę radiowozem. Szkoda, że nie na sygnale 😉

Uwagi na przyszłość:

  • Nie wyrzucać karty gwarancyjnej, paragonu. Na karcie gwarancyjnej wpisać nr ramy.
  • Płacić za rower kartą – jak się zgubi paragon to może wyciąg z konta może służyć jako potwierdzenie zakupu (taka informacja słowna policjantów – nie wiem czy prawdziwa).
  • Zarejestrować rower na policji – tj. oznaczyć go. Informacje o znakowaniu w Bydgoszczy.
  • Co z rowerami składanymi – nie mam pojęcia – w każdym razie nie usuwać nr ramy – bo to „jeszcze gorzej”.

Ja chyba sobie zrobię ksero paragonu i karty gwarancyjnej – będę przy rowerze woził, by nie mieć zepsutego wyjazdu (co by było gdyby mi ten rower sprawdzili np. w Gdyni…). Trochę straszne, że gdybym nie miał potwierdzenia zakupu (bo kupiłem 7 lat temu, w innym mieście) to rower już mógłby nie być mój.

Most Fordoński z przepływającą pod nim krą

Paręnaście dni temu przespacerowałem się z mostem Fordońskim w Bydgoszczy. Lód na Wiśle był przed mostem, za mostem go nie było. Będąc po drugiej stronie Wisły usłyszałem trzaski – kra zaczęła płynąć do morza. Wrażenie wieczorem robiło to niesamowite.


Kra na Wiśle

Wcześniej nie miałem okazji na słuchanie jak takie bryły lodu trzeszczą. I jak niektóre wpływają na pozostałe, następnie spadają do wody.


Kra na Wiśle

Most Fordoński leży na trasie Bydgoszcz-Toruń. Jest jednym z dłuższych w Polsce – ma ponad 1000 m. A oprócz drogi przebiega po nim również linia kolejowa. Z mostu można widać zabudowania Starego Fordonu z kościołami św. Mikołaja i św. Jana oraz więzienie.

Przy okazji spaceru dostałbym prawie mandat – przechodziłem na nielegalu przez drogę (w miejscu wydeptanej ścieżki). No i przechodząc przez drugą jezdnię zauważyłem samochód, który z bocznej drogi chciał się włączyć do ruchu. Chwilę poczekałem – by mu nie zawadzać. Ale, że kierowca był jakiś „zaspany” no to przeszedłem przez drogę. I skierowałem się w stronę mostu (samochodu również). Wtedy pan strażnik miejski wyszedł z samochodu…


Most Fordoński

Na szczęście spisał tylko dane z dowodu. No i nadal nie mam motywacji by przechodzić tylko tam gdzie wolno. A w Bydgoszczy uskuteczniam dodatkowo przechodzenie na czerwonych światłach (jak są głupio ustawiane, to przecież nie będę stał przy pustej drodze).

Więcej zdjęć w galerii.

Berlin – w poszukiwaniu kebabów na kopule Reichstagu

W weekend ze Świętem Niepodległości postanowiliśmy pojechać zatknąć flagę polską za granicą 🙂 Padło na stolicę Niemiec – Berlin. Trasa z Bydgoszczy do Berlina to około 5 godzin (pociągiem da się w podobnym czasie dojechać – Gdynia-Berlin-Express nawet w cztery). My ruszamy w pięć osób jednym samochodem. Początek w deszczu ale im bliżej Niemiec tym bardziej słonecznie. Na granicy w Świecku obserwujemy korek wjeżdżających do Polski – to sprawdzanie dokumentów na czas szczytu klimatycznego w Warszawie. Trochę ludzie musieli stać.

Berlin

Berlin

W Berlinie znajdujemy nasz nocleg u pana Chińczyka – nocleg znaleziony przez airbnb.com (niedawno o tym serwisie pisałem). Zostawiamy samochód i kupujemy bilet grupowy za 16,2 Euro (szczegóły na stronie bvg.de). Ważny będzie dla naszej piątki do godziny 3 rano. Wsiadamy w tramwaj i po 15 minutach wysiadamy na Alexanderplatz (ciekawostka: nazwa na część cara Rosji). Na tym placu znajduje się Wieża Telewizyjna – chyba druga najwyższa budowla w Europie (po wieży w Moskwie) – wieżę można obserwować

Berlin

Pod wieżą znajduje się Kościół Mariacki – widać tu duży kontrast – Plac Aleksandra jest zabudowany głównie budynkami „peerelowskimi” (że się tak wyrażę).

Berlin

Przemieszczamy się na Wyspę Muzeów i zauważamy bydgoską Łuczniczkę (tzn. jej kopię/reprodukcję). Na wyspie wchodzimy (nie było to planowane wczesnej) do Muzeum Pergamońskiego. W środku m.in. Ołtarz Zeusa, Brama Isztar z Babilonu i wiele innych rekonstrukcji czy też zabytków ze starożytnej Grecji, Azji czy też zabytków islamskich. Niestety bardzo mało tekstów po angielsku – chociaż chyba były urządzonka z lektorem (nawet po polsku) ale jakoś nam one umknęły przy wejściu. Miejsce fajne, ale dużo za dużo tego tam jest – po 3 godzinach był przesyt. Muzeum będzie remontowane przez najbliższe kilka lat – więc pewnie zostanie zrobione w nowocześniejszy sposób (i będzie tam jakaś lepiej działająca klima).

Berlin

Wychodzimy z muzeum i podążamy ulicą Pod Lipami (Unter den Linden) do Bramy Brandeburskiej. Niestety na całej długości tej ulicy były prowadzone prace związane z budową metra (Dworzec Główny-Brama Brandenburska-Alexanderplatz). W związku z tym lipy i ulica były obudowane dużą ilością różnych „technicznych elementów”. Spod bramy ruszamy w poszukiwaniu kebabu (bo to podobno miasto tego rodzaju posiłków). Niestety (albo stety) kebaba nie ma od dłuższego czasu. Trafiamy jednak na Plac Poczdamski gdzie posilamy się wusztem w sznicie – (bratwusrt?) 😀 Na placu odbywa się jarmark świąteczny – ciekawa sprawa. Następnie chwila na kawę w pobliskim Sony Center (to są ciekawe budynki – z zadaszeniem placu wewnątrz nich).

Berlin

Następnie wsiadamy do linii chyba 200 w kierunku dworca Zoo. Ta linia oraz 100 to linie autobusowe, którymi warto się zainteresować – można pozwiedzać Berlin z okien piętrowego autobusu miejskiego. Trasa tych linii przebiega obok wielu interesujących miejsc. Wystarczy bilet autobusowy – a autobusy kursują co parę minut. Jeżeli coś cie zainteresuje – wysiadasz, wsiadasz w kolejny kurs.

Berlin

Co dalej: przy dworcu znajduje się Kościół Pamięci – zbombardowany i zostawiony w nieodbudowanej postaci. Niestety trafiliśmy na remont” – wieża w rusztowaniach. No cóż. Następnie kierunek na KaDeWe – czyli jeden z większych domów towarowych. Wchodzimy i po 10 minutach wychodzimy. Zamykają.

No to na autobus w kierunku Zoo, potem S-bahn na Alexanderplatz i tramwaj do Chińczyka w celu snu. W spożywczaku trafiamy jeszcze na Huba Bubbę – kiedyś znaną gumę balonową – nadal ma niezły smak… tylko przez pierwszą minutę 😉

Następnego dnia wracamy tą samą trasą, ale tym razem wchodzimy do ogrodu – jest to największy ogród zoologiczny w Europie (czy też z największą liczbą zwierząt). Uwaga logistyczna – są zniżki na Euro26 (albo przynajmniej kasjerka takie uznała). Co się w zoo rzuca w oczy? To, że te wszystkie zwierzęta są prawie na wyciągnięcie ręki. Naprawdę! Czasami się człowiek zastanawia np. czy te wilki nie doskoczą i nie skonsumują kogoś. Zwierząt masa w tym coś czego w Polsce nie widziałem: sale z nietoperzami, zwierzętami nocnymi, pingwinami. Pamiętam jak zwiedzając zoo w Chorzowie było mi wstyd w jakich warunkach niektóre zwierzęta są trzymane. Tutaj wszystko było chyba ok 🙂 Tylko zwiedzanie trwa i trwa. Ale warto.

Berlin

Następnie przechodzimy ponownie obok Kościoła Pamięci i wsiadamy do autobus – kierunek Mehringdamm. To podobno zagłębie kebabów. Poszukiwania utknęły na jednym („a czy będzie tam Turek?” 😉 ). Dopiero po konsumpcji znalazły się kolejne – niepotrzebne już. Przy wejściu do stacji Metra Mehringdamm jest też ten najbardziej znany – znany chyba z tego, że czeka się w długiej kolejce. Nie wiem czy warto.

Berlin

Metrem jedziemy w stronę Centrum. Niestety po dwóch przystankach zatrzymujemy się. Ludzie wysiadają. Puste wagony jadą dalej. Eee… Przyjeżdża kolejne metro – to samo. Jako, że niemiecki to nie nasza specjalność obmyślamy trasę alternatywną – trzeba się przesiąść na linię x, następnie na linię y i będziemy na poczdamskim.

Berlin

Stamtąd ruszamy pieszo do Reichstagu – czyli siedziby parlamentu. Plan wejść – na kopułę. By się tam dostać trzeba było się za zarejestrować na stronach Reichstagu. Następnie podaje się dane osób i wybiega godzinę na która się chce wejść. Co potem? Potem kontrola jak na lotnisku i wjeżdżamy windą pod kopułę. Zwiedzanie odbywa się indywidualnie – dostaje się słuchawki z komentarzem po polsku. I komentarz sam się zmienia w zależności od miejsca gdzie jesteśmy. Kopuła jest fajnym pomysłem – nie dość, że atrakcja i niezły punkt widokowy to jeszcze doświetla sale obrad 🙂 Ekologia i te sprawy.

Berlin

Pod zwiedzaniu wchodzimy do metra pod Bundestagiem i jedziemy najkrótszą linią metra w Europie pod Bramę Brandenburską. Następnie spacer i na nocleg.

Berlin

Następny dzień (11 listopada) przebiegł na staniu w korkach w samochodzie, zakupach i poszukiwaniu… kebaba 😉 Oraz na spacerze wzdłuż Sprewy i kawałka Muru Berlińskiego. Chodzi o tzw. East Side Gallery – czyli mur z graffiti (to niższy mur niż ten główny). W okolicy mostu Warszawskiego zjedliśmy obiadowego kebaba (mi się udało zjeść falafela) z duża ilością frytek i pożegnaliśmy się z Berlinem.

Berlin

Miasto fajne – ale dużo zostało do zobaczenia jeszcze 🙂 Polski Bus będzie miał tam za niedługo kursy również z południa Polski – można skorzystać 🙂

Chcesz więcej zdjęć? Zajrzyj do galerii.

Gdzie szukać noclegów (airbnb + booking) + zniżka w serwisie airbnb.com

Heh… parę miesięcy przerwy i trzy wpisy w odstępach kilku godzin 😀 No to kolejny – tym razem o noclegach w trakcie podróży po Polsce czy też zagranicy. Chciałem polecić dwa miejsca, z których ostatnio korzystam przy poszukiwaniach noclegów (w innych też szukam, ale ostatnio (około roku) tylko w dwóch znalazłem odpowiednie miejsca).

Airbnb.com – pokoje i mieszkania

Serwis, w którym można wynająć pokój czy też mieszkanie od zazwyczaj zwykłych ludzi. Czy to będą Boliwijczycy mieszkający w Barcelonie, czy też Irlandczyk w Maladze. Można trafić też Chińczyka w Berlinie 😀

Pokój w czyimś mieszkaniu to pokój w czyimś mieszkaniu – czyli dzielisz z kimś kuchnię i łazienkę. I jesz wspólnie kolację (chociaż nikt nie zmusza). Trafić może się dzieciak, który będzie w ciebie strzelał z zabawkowego łuku, albo przyjdzie znajomy właścicieli na kawę. A mieszkanie to mieszkanie – dostajesz klucze i mieszkasz 🙂 To taki trochę couchsurfing za pieniądze.

Czy się opłaca? Moim zdaniem tak – w Barcelonie miałem nocleg za około 30-40zł od osoby. W Berlinie trafiło się mieszkanie za ok. 50 zł od osoby (a było miejsc na 10 osób – jak by nas było więcej to by było taniej). Rezerwacja noclegu polega najpierw na kontakcie z właścicielem i pytaniem o to czy jest miejsce w danym terminie. Następnie po akceptacji wpisujemy dane karty i mamy nocleg. Wiadomości przychodzą również na komórkę, więc nie trzeba czekać przed kompem by się dowiedzieć czy jest akceptacja. A dla osób poszujących ciekawych miejsc dostępne są np. domki na drzewie czy też przyczepy.

Chcesz dostać zniżkę około 80zł na pierwszy nocleg w Airbnb.com? Skorzystaj z mojego linka 😀 Ja też przy okazji zyskam, ale ty też – więc chyba dobry układ. 🙂 Zdarza się też czasami, że właściciel zaproponuje ci nocleg z pomienięciem pośrednictwa serwisu (czyli taniej).

Można zrezygnować z noclegu, ale traci się na tym kilkadziesiąt złotych opłaty manipulacyjnej (tej dla serwisu airbnb.com). Ale się da 🙂 W przypadku niepewnych planów lepszy jest drugi serwis.

Booking.com – hostele i hotele

Tego serwisu pewnie nie trzeba przedstawiać. Czy są tam tanie noclegi? I tak i nie – w każdym razie jest duży wybór i można w miarę sensowne noclegi znaleźć. Czasami nawet tańsze (czy też w lepszych miejscach) niż w Airbnb.com. Kilka razy zdarzyło mi się z ich strony nocować – i jakiś czas temu przyznano mi tam nawet jakąś zniżkę za – program Genius (za chyba 5 noclegów w ciągu roku).

Warto też wykorzystywać rezerwacje „z możliwością bezpłatnej rezygnacji”. Można dzięki temu mieć pewność, że „mam nocleg” ale a nuż się uda znaleźć coś lepszego później. Pamiętać trzeba o tym do kiedy można ten nocleg rezerwować.

Serwisy z noclegami są fajne, bo można decydując się na wyjazd za trzy dni szybko połapać miejsca noclegowe (no już nie do końca promocyjnie to będzie). Ale się da. Można też znaleźć recenzje pisaną przez swoich znajomych – tak znalazłem nocleg w Mediolanie: czytam recenzję i jedna mnie zastanowiła: imię znam, miasto się zgadza – zagadam. Miałem recenzję noclegu z pierwszej ręki 😀

Co jeszcze?

Czasami zaglądam na stronę hotel4free.pl oraz na www.taniehotele.be. Przydadzą sie komuś te informacje? Jak tak to miło. Jak nie to trudno 😉 A może ktoś doradzi gdzie jeszcze można czegoś sensownego szukać?

Inowrocław – szkody górnicze, sól i pitna woda…

Inowrocław – miasto… górnicze. Tak, do lat osiemdziesiątych pod miastem wydobywano sól. Następnie z powodu zbyt dużych szkód górniczych (hehe… szkody są nie tylko na Śląsku 😉 ) kopalnię zamknięto i zalano. Obecnie w centrum miasta otwarto nie za duże Muzeum Górnictwa Soli.

Inowrocław

Warto je zwiedzić – wstęp był chyba gratis. Można się dowiedzieć w jaki sposób sól była wydobywana (w sumie to nie wiedziałem w jaki sposób się to robi). Film jest z lat osiemdziesiątych, więc super montażu w nim nie ujrzymy – ale za to ciekawe informacje przekazuje. Dodatkowo zdjęcia szkód górniczych można przejrzeć.

Inowrocław

Samo centrum nie robi może za dużego wrażenia, ale jest tu kilka interesujących obiektów. Np. kościół NMP w stylu romańskim (jeden z najstarszych na Kujawach), na ścianach którego można zauważyć twarze jakichś zwierząt/potworów. Kolejny to kościół Zwiastowania, którego zdjęcia po zawaleniu części można znaleźć w muzeum.


Inowrocław

Na rynku stoi tramwaj (kiedyś po mieście jeździły), pomnik Królowej Jadwigi oraz figurka na chodniku (nie pamiętam co to…) 😉 (w komentarzach piszą, że to skrzaty)

Inowrocław

Parę kilometrów od centrum miasta znajduję się Uzdrowisko z pijalnią wód zdrojowych oraz jedne z trzech w kraju tężnie (pozostałe są w Ciechocinku oraz w Grudziądzu). Co to jest tężnia – polecam artykuł w Wikipedii.

Inowrocław

W skrócie – siedzisz na ławeczce i wdychasz powietrze nawilżone solanką. 🙂 Na tężnie można oczywiście wejść by podziwiać okoliczny park, staw itp. No i w sumie tyle 🙂 Na półdniową wycieczkę w sam raz 🙂

Inowrocław