Klatka na sraczkowato…

Parę dni temu 3 panów z 3 pędzelkami w rękach (każdy z jednym) przywędrowało na moje osiedle. Zaczęli malować drzwi wejściowe do klatek schodowych na całym osiedlu.

Na pierwsze ogień farby poszły drzwi wejściowe wewnętrzne – te z domofonem. Nie wiem czy Spółdzielnia mieszkaniowa „Chemik” zatrudnia daltonistów czy też ma w magazynach farby z lat 70, ale zielony kolor drzwi wejściowych moje poczucie estetyki uraził. Bo nie był to normalny zielony. To nawet brzydki zielony nie był. Już wolałem szarość tych drzwi. Nawet z tym brzydkim czarnym napisem…

Ale kolor zielony to jeszcze nic. Następnego dnia (może 2 dni później) panowie przywędrowali ponownie. Ponownie rękach dzierżyli pędzelki. Mieli także pojemnik. Z farbą. Ona miała kolor → patrz tytuł postu. Domyślam się, że miał to być kolor pomarańczowy (tak aby do ścian klatek pasowało). No ale coś im nie wyszło… No i kolor zielony nawet zaczął mi się podobać.

Mógłbym tutaj umieścić zdjęcie tego koloru. Ale oszczędzę wam tego.

Do Gliwic szybciej rowerem

Tak. Z Tarnowskich Gór na rowerze do Gliwic jest szybciej niż autobusem. Rowerem od mojego domu do uczelni jest równe 25 km. Wczoraj przejechałem to 2 razy (tam i z powrotem) i czas przejazdu trwa 1 godzinę. Autobusem (tym teoretycznie szybszym – 112) jedzie się 50-55 minut, ale trzeba jeszcze 15 minut dojść na przystanek. No i 10 minut z przystanku w Gliwicach.

Jest sobie jeszcze jeden autobus – 80. Szybciej to on może jedzie, ale za to krajobrazowo-objazdową trasą (w cenie nie ma przewodnika). A trwa to godzinę i 10 minut. No i jeszcze czasami się potrafi „utopić” w gliwickim porcie i po prostu nie przyjechać na przystanek.

Ale rower też nie jest całkiem dobrym pomysłem. Co robić jak wieje wiatr na trasie? I to nie w stronę, w którą jedziemy. Albo jak ukryć te plamy na koszulce? A inhalacje na trasie nie są zbyt dobre dla zdrowia… 😉

Na Śląsku nic nie żyje…

Jadę sobie dzisiaj autobusem 112 do Gliwic i jakieś 3 kilometry przed Gliwicami z okien tego pojazdu dojrzałem stado około 30 saren. Znajdowały się jakieś 200 – 300 metrów od drogi i się przemieszczały stadnie ;). Sarbny wcześniej widziałem, nieraz przed nimi hamowałem samochodem. Ale nigdy takiego stada nie widziałem.

A po jakichś 3 minutach jazdy obok autobusu zaczął lecieć ptak. Przez jakieś 10 sekund. Nie był to ani wróbel ani gołąb… tylko cos drapieżnego. Jakiś myszołów lub Sokół.

A wszytko to parę kilometrów od takiego wielkiego miasta na Śląsku. A podobno na Śląsku oprócz górników i hutników nic nie żyje 😉