3 ciekawostki z samego centrum Tarnowskich Gór

3 ciekawostki fotograficzne z samego centrum Tarnowskich Gór.

Ławeczka. W Tarnowskich Górach jest mocniejsze przyciąganie ziemskie. Mogła się przecież wygiąć z tego powodu…

Z tego samego powodu (mocniejsze przyciąganie) na przystanku przy ulicy pod ławeczka znajdują się zabytkowe puszki. Co jest w środku… nie wiem… W sam raz pasujące do zabytkowego centrum miasta.

A tu rośnie trawa, która jest niszczona przez niedobrych mieszkańców Tarnowskich Gór. Autora tego bloga nie… on jeszcze bardziej skraca sobie drogę – wchodzi na chodnik kawałek za tym zasianym poletkiem trawy.

I pomyśleć, że 2 tygodnie temu przyjechało 3 panów w pomarańczowych kombinezonach, wysypało parę worków ziemi, zasiało ziarno trawy, ogrodziło poletko taką piękną biało-czerwoną szarfą (patriotycznie) i… Po paru dniach ogrodzenie zniknęło. I jak tu trawa ma wykiełkować…

😉

Płonąca 80-tka Omnitechu

Co można spotkać jadąć autobusem linii 80 KZK GOP z Tarnowskich Gór do Gliwic? Kolejny autobus tej samej linii, ale za to cały w pianie 🙂 Jako, że zrobił się korek to przeszedłem się obok wraku i złapałem stopa po drugiej stronie. Jak wsiadałem to 2 kobiety dosiadły się. I rozmawiając między sobą cieszyły się nawet, że to Volvo się spaliło. W kolejnym autobusie (57) kolejne 2 osoby rozmawiały o tym zdarzeniu i też nie miały cienia żalu. Hihi… cóż za zgodność pasażerów. 🙂

We wpisie są 2 zdjęcia wraku (zobacz album).

Przy okazji: okazało się, że kierowca autobusu miał 0,6 promila alkoholu, a pożar wynikł z powodu niesprawnych hamulców.

Samotne rozmowy z rogatkami

Jeżdżąc dziś na rowerze zauważyłem u siebie dziwny objaw NWC. Chodzi o rozmawianie z rogatkami na przeiewiadomoczegojeździe kolejowym. Najpierw powiedziałem „Proszę otworzyć”. A następnie te same słowa wykrzyczałem. Do rogatek. I takiego słupka z mrugającymi światłami. Zaraz się ktoś odezwie, że nie potrafie krzyczeć 😉 A najgorsze jest to, że te rogatki mi odpowiedziały słowami:

Nie mogę otworzyć bo jedzie pociąg.

A po chwili dodały:

Ale wiesz co… jak go nie widać to możesz przejść pod rogatkami.

No to zacząłem się rozglądać, a rogatki na to:

Z lewej ma przyjechać.

Podziękowałem i przeszedłem 😀 Czy mam się udać do jakiegoś lekarza? A tak na serio, to był to przejazd kolejowy firmy Bombardier z napisem: „W celu otwarcia prosimy powiedzieć słowa Proszę otworzyć„. Do tego głośniki i 4 (co najmniej) kamery. Nie wiem gdzie operator siedział. A przejazd znajduje się pomiędzy Radzionkowem a Nakłem Śląskim. To tak jakby sobie ktoś chciał pogadać z rogatkami 😉

ps Wiem, że nie jest to nic odkrywczego, ale rozmowa wprawiła mnie w miły nastrój.

Biblioteka w Tarnowskich Górach przez WWW

Jak tego bloga czytają jacyś tarnogórzanie to poinformuję krótko: Biblioteka Miejska w Tarnowskich Górach dorobiła się katalogu książek dostępnego przez www. 🙂 Aby się do niego dostać trzeba wejść na stronę katalogu, wpisać swój numer karty biblioteczne i hasło (3 pierwsze litery nazwiska + data urodzin). I mamy dostęp do katalogu. Szczegółowe informacje na stronie biblioteki.

Można zamawiać książki tylko takie jakie są obecnie wypożyczone. O dostępne na miejscu trzeba walczyć (rower i w drogę). Co jeszcze? System powiadamia mejlem o zbliżającej się dacie zwrotu książek oraz o pojawieniu się zamówionej książki. Można termin zwrotu przedłużać… No super 🙂 I jeszcze można sobie przejrzeć historię czytanych książek od daty zapisania się w bibliotece.

PS Jakiś dłuższy czas temu Biblioteka na PŚ też się powiadomień dorobiła.

Zakłady Chemiczne w Tarnowskich Górach (w likwidacji)

Jest wiosna. Można wsiąść na rower i ruszyć. Bliżej lub dalej. W piątek było bliżej – na teren Zakładów Chemicznych w Tarnowskich Górach. Może ktoś kojarzy artykuły o największej bombie ekologicznej w Polsce, zanieczyszczeniu wód głębinowych itp. To te zakłady 😉 Od jakiegoś (dłuższego) czasu są w likwidacji. Ale od paru lat się tam nie dzieje za wiele.

Na teren hałdy można sobie wjechać w miejscu gdzie nie ma płotu (ha… nawet tabliczki zakazującej nie ma). Jak dokładnie wjechałem? Drogą zakładową PKP od ulicy Fabrycznej, a potem za dwoma przejazdami kolejowymi skręciłem z drogi w lewo. Po chwili trafia się na drogę wewnętrzną i nią można wjechać na szczyt hałdy. Trochę.

Widoki trochę księżycowe. Na samym szczycie rośnie sobie zieleń – czyli jakaś trawa i małe drzewka. Na razie małe. Jedna część hałdy nie jest wykończona – brakuje ostatniej warstwy i posadzonej roślinności. Czyżby kasy brakło? Wygląda na to, że brakło jakieś kilka lat temu.

Teren zakładów graniczy ze stacją rozrządową w Tarnowskich Górach (też jedna z największych w Polsce).

Więcej zdjęć – zobacz album. Zakłady chemiczne też mają swoją galerię – porównaj rok 2004 z 2008. Uwaga – minąłem teren zrekultywowany (sam teren zakładów)

Kombajn w Chorzowie – zbieranie kur

Poniższy tekst to „rękopis pisany w autobusach” znaleziony w zeszycie niedawno. Dotyczy koncertu w listopadzie zeszłego roku. Postanowiłem go upublicznić… Ku pamięci i radości tłumu czytelników.

15 listopada byłem w Chorzowie na koncercie Kombajnu zbierania kur po wioskach. Spisałem relację – tak dla pamięci. Koncert odbywał się w klubie Zanzibar w Chorzowie. Relacja nie dotyczy tylko koncertu Kombajnu ale także zespołu Phonebox oraz paru innych (niekoniecznie muzycznych) rzeczy.

Godzina 18 – autobus 820 z Tarnowskich Gór. Nowiutki Solaris (jeżdzący 2 dzień). Wsiadam i oglądam się czy jakiejś osoby wyglądającej na zmierzające na koncert są w autobusie. Nieważne, że nie wiem jak wyglądają słuchacze kombajnu. W każdym razie nikt kury nie wiózł ze swojej wioski. Gdzieś w okolicy Suchej Góry jakaś trójka osób wyglądała na takich z kurami w plecaku (jak się później okazało trafiłem 😉 ). A w nowym Solarisie woda kapała mi z sufitu na kolano. Mam nadzieję, że to para kondensowała a nie, że nowy sufit przeciekał…

Wysiadłem na estakadzie w Chorzowie, chwilę poczekałem na znajomą kombajnistkę i ruszyliśmy w kierunku Zanzibaru. Wchodzimy – schody w dół, bar i dziewczyna z zap… biletemi… Klub w piwnicach, zimno, każde krzesło inne, każdy stół inny – wygląda tak jakby właściciel poprosił swoich znajomych o meble. Ma to swój klimat, ale szkoda, że trafiliśmy na krzesła pod którymi rozjeżdżały się nogi. Lekkość naszego ducha uchroniła nas przed upadkiem. Osobnym punktem może być ubikacja: koleżanka weszła do męskiego, jakiś gościu (sugerując się kobietą) do damskiego. Nie oznaczone drzwi 😉 A ja gdy tworzyłem kolejkę do pisuaru usłyszałem taką rozmowę z tyłu:

– O… kolejka do pisauru.
– No jak zwykle.
– To co? lejemy razem
– Niee… Ja już z tobą nie leję…

No dobra. Gdzie koncert? A w takim małym pomieszczeniu, na małej i niskiej scenie. Przed kombajnem zagrał zespół Phonebox z Tarnowskich Gór (moje miasto). Zespół kojarzyłem z koncertu w Offensywie w Trójce jakiś czas wcześniej. Oraz tego, że załapali się na offensywną płytkę. Jeżeli na płycie ich piosenka „Second Station” średnio mnie przekonała to na koncercie już było lepiej 🙂 Po prostu fajnie grali – nie wiem do czego to porównać – może to dobrze o nich świadczyć (nie kopiują) albo źle o mnie (słabo się znam ;)). W razie, cytując wokalistę: „Zapamiętajcie: Phonebox, P H O N E B O X” 😉 Dopowiem jeszcze, że wszystkie piosenki śpiewali po angielsku a nagłośnienie w klubie było średnio złe. Było ich trudno zrozumienić – dopiero zrozumiałem jak śpiewali mnie więcej, że ma ją „popierniczone coś w głowach” 😉

Przy końcu koncertu zobaczyłem biegającą 10-letnią dziewczynkę, skaczącą po światłach na posadzce. Po pewnym czasie przyłączył się do niej „troszkę” starszy chłopiec z czapką na głowie i piwem w ręku. Piwo odłożył i zaczął skakać jak dziewczynka – gorzej mu szło. Okazało się, że to gitarzysta Kombajnu 🙂

Ktoś przyniósł krzesło, na którym usiadł Żagan (wokalista) i zaczął coś brzdękać na gitarze. Przed nim stała ta skacząca dziewczynka (a za nią ojciec – znajomi?) No i po cichutku zaczęli śpiewać kilka piosenek. W okolicy zaczęło się pojawiać coraz więcej osób – 3, 5, 10, 30… No i ten tłum też zaczął śpiewać wraz z dziewczynką. Reszta patrzyła dziwnie – bo nie widziała wokalisty zza tłumu ani go nie słyszała.

Jak zespół się podłączył to koncert rozpoczął się od Whisky Dżemu („…gramy, fajnie jest, Rysiu spoczywa w pokoju…”), potem statki na niebie („…zagraj mi to… no… tiruriru… no wiesz co…). A taki hit jak „Jest już ciemno” rozgrzał publiczność 🙂 W końcu koncert się rozpoczął. Nie napiszę, którą piosenkę kiedy grali bo prostu nie pamiętam. Ale to co mieli zagrać to zagrali. Parę razy ktoś z tłumu domagał się jakiejś piosenki to mu go zagrali. Najdłużej czekał gościu tańczący na scenie na „Białe kwity”.

Żagan z krzesła się nie ruszył. Gitarzysta w czapce czasami coś śpiewał, wydawał dźwięki jak muezzin czy też wykonywał dziwne ruchy rękoma (gitara → łokieć → czoło → gitara…). Drugi gitarzysta cały czas siedział na wzmacniaczu a basista po lewej zasłaniając perkusistę (trochę jakby obcego w zespole).
Ważnym elementem koncertu były zamówienia dotyczące piwa: „Lila! Lila! Poczęstunek. Co? Już jest? Aaaa… Dziękujemy… :)”

Na początku Marysia (ta dziewczynka tańcząca) zaśpiewała „Krokodyle” i chyba „Roboty”. Jeszcze parę razy była zapraszana do śpiewania ale odmawiała. Raz nawet słowami: „Nie, tego nie zaśpiewam, bo to głupie”. Zaczęło się chwilę po 21 a trwało do 23:30 – dwie ostatnie piosenki stałem w kurtce – bo autobus jechał mi za chwilę. Ale żal było wychodzić – co chwilę słowa koleżanki „Wychodzimy już?” Zaraz… 😉

Po wyjściu na zewnątrz powitała nas śnieżyca – czyli biało wszędzie. Autobus 830 spóźniony jakieś 10 minut i w domu chwilkę po północy się pojawiłem. Jak ktoś będzie miał okazję iść na koncer Kombajnu do zbierania kur po wioskach to zachęcam. Może traficie na taki na którym wokalista jednak będzie mniej zmęczony i nie będzie siedział na krześle. A na youtube jest umieszczonych kilka filmików z tego koncertu w marnej jakości.

No i na tym urywa się rękopis… Przepraszam za umieszczanie takich archeologicznych znalezisk na blogu… 😉

„Moja dziewczyna słucha Rubika” – rozmowy autobusowe

Jakiś czas temu miałem napisać o dziwnym zdarzenie w autobusie linii 80. Ale nie napisałem – moze się bałem, że będę na youtubie? Ale po kolei…

Godzina okołopołudniowa, autobus linii 80 do Tarnowskich Gór. W środku między innymi ja. Śpię (wracam chyba z wesela z Raciborza). Siedzę w krótkiej koszulce. Obok wisi garnitur na oknie. Nagle w Zbrosławicach ktoś mnie budzi:

Czy nie jest za ciepło? Może otworzyć okno?

No może jest ciepło. W końcu jestem w krótkiej koszulce. Chyba okno otworzyłem (miałem bliżej). Osoba budząca to gość w moim wieku (może starszy), skórzana kurtka, chyba spodnie dżinsowe, krótkie włosy. Nie pamiętam dokładnie. Zadaje mi pytanie czy się nie znamy skądś. Może ze studiów? Przyglądam mu się – chyba się nie znamy. Byłem zmęczony, więc też średnio rozmowny.

Zainteresował się też moim garniturem: „a to strój na Pochód Gwarkowski?”. Kontynuował też rozmowę/monolog na temat 3 młodych osób ogolonych na łyso, z krokiem spodni w kolanach, którzy na którymś przystanku wsiedli: „Takich nie powinno się wpuszczać na imprezy, ja się ich boję. Boisz się też?”. Ja wydawałem jakieś odgłosy nic nie znaczące (albo znaczące – chce mi się spać). Jeszcze szybkie zbliżenie się do tematów muzycznych: „Idziesz może dziś na Gwarki? Ja nie. Tam za dużo takich jak ci z przodu chodzi.” Gwarki – Święto miasta – nie miałem zamiaru tam iść, więc mu to powiedziałem. I zamknałem oczy. Gość nie dawał za wygraną:

Wiesz, miałem dziewczynę. Słuchaliśmy razem muzyki klasycznej – chcesz posłuchać. Oo… z tego MP3 plajera… Nie chcesz? Szkoda. No to miałem dziewczynę, ale mnie rzuciła. A ty masz dziewczynę? No ona mnie rzuciła dla innego. I z nim teraz nie słucha muzyki klasycznej. A zgadnij czego słucha. No zgadnij… Ona teraz słucha… nie uwierzysz… Rubika słucha. Zobacz jak upadła.

Tutaj wybąkałem coś o tym, że każdy może sobie słuchać tego czego lubi. Próbował mi tłumaczyć jaki ten Rubik zły itp. I jaka ta dziewczyna zła.

Jako, że nie znalazł we mnie osoby do konwersacji to przeniósł się siedzenie do tyłu – tam identyczną rozmowę próbował zacząć z jakąś starszą kobietą. Z nią najciekawiej mu się o młodych, łysych ludziach rozmawiało. Przed dworcem w Tarnowskich Górach zdążył jeszcze raz zmienić osobę konwersującą – tym razem na jakąś młodą dziewczynę. Kątem ucha słyszałem ponownie historię jego dziewczyny, która wybrała Rubika.

I teraz najciekawsze – wysiadam na dworcu. Przede mną wysiada On z dziewczyną konwersującą i skręcają w prawo. A zaraz za nimi idzie gościu z kamerą. Powiedzmy taką małą reporterską. Trzymaną na brzuchu. No i zonk…

Happening jakiś? Ktoś sobie robi jaja? Wrzucą to na YouTube?? Wszystko działo się w połowie września. We (czyli 2 dni temu) wtorek wziałem do ręki Gwarek – taką lokalną gazetę tarnogórską. I przeczytałem felieton Katarzyny Stotko. Całości w internecie nie ma, ale takie może cytaty wystarczą.

Wyobraźcie sobie Państwo taką sytuację: jedziecie miejskim autobusem. Nagle ładuje się do niego facet w otoczeniu ekipy z kamerą. Od razu informują, że będą filmować. Gość (który okazuje się być aktorem) zaczyna gadać. (…) Mówi rzeczy bardzo osobiste, intymne. Mówi do pasażerów. Zaczepia ich, komentuje. Dotyka. W końcu nie wiadomo już: to gra czy prawda? Jak zareagujecie? (..)

Osiem dni jeździła śląskimi autobusami ekipa “za Lustrem”. “Pobić nas chcieli dwa razy, policję wzywali raz, przeżyliśmy jeden wypadek” – opowiadała Ewa Wyskoczyl, założycielka i reżyser tarnogórskiego teatru. Ale te akurat “przygody” nie były najważniejsze. Chodziło przede wszystkim o nawiązanie – poprzez sztukę – kontaktów z przypadkowymi ludźmi, do zmuszenia ich do reakcji. Nie tylko na “autobusowy teatr”. Także na drugiego człowieka.

No i teraz jeszcze większy zonk – z felietonu wynika, że Teatr ma zamiar to wykorzystać w jakiejś swojej nowej sztuce. W sensie rozmowy, które przeprowadzili złożą się na przedstawienie „Silesia bus – lepsi”. Coś mi się wydaję, że natchnieniem do spektaklu nie będe. Chyba tylko jako przykład spokojnego przyjmowanie monologu, nie denerwowania się itp.

Strona teatru: www.teatrzalustrem.com – no chyba, że to nie oni, a ktoś inny sobie jaja zrobił. Ehh… 😉

Trójka w Tarnowskich Górach :)

8 października – w poniedziałek – po Tarnowskich Górach będą się kręcili dziennikarze radiowej Trójki. Będzie to takie spotkanie z mieszkańcami, ciekawostki – kto słuch Trójki to mniej więcej kojarzy jak ta taki dzień wygląda. Skąd mam tę informację? A o gościa zwanego Krzysztofem Skowrońskim 🙂 Tak… dyrektora Trójki. Nie był całkiem pewien co do daty ale powiedzmy, że się zna…

Udało mi się go spotkać jakiś czas temu w czasie 3-dniowego pobytu w Wawie (relacja cały czas w trakcie pisania ;). No i po wymienieniu paru zdań podał mi taką informację. Interesujące, co nie? Udało mi się też zrobić zdjęcie – dostępne w Wikipedii. Trochę głupio zrobiłem, bo nie zapytałem się o zgodę na wykorzystanie tego zdjęcia w Wikipedii. Na mejla na razie nie odpisał… Chociaż osobą publiczna jest… Ale i tak głupio.

Przy okazji poszukiwania potwierdzenia tej informacji na stronach radia, trafiłem na pewną dyskusję. Dotyczy ona tego czy od 8 października zmieni się ramówka. I chyba się zmieni. Na dobre czy na złe? No i z innej beczki: na tym forum żartobliwie wykazano istnienie układu: Niedźwiecki-Chojnacki-Mann 😉

Pyrzowice – nowy terminal B

Terminal B w Pyrzowicach

W niedzielę pojechałem na rowerze na lotnisko Pyrzowice zobaczyć cóż to za nowy terminal odpraw tam otworzyli. Zrobiłem na lotnisku kilkanaście zdjęć.

Lotnisko jest obecnie 3 pod względem liczby pasażerów w Polsce a prawie wszystkie samoloty nad moim blokiem latają 😉 Miło jest widzieć jak się rozwija – niechby jeszcze linię kolejową zbudowali/wyremontowali. Niby mają plany omijania Tarnowskich Gór tą linią, ale trudno… nie będę marudził z tego powodu. Przynajmniej na razie.

Dojechałem, rower przywiązałem (ostatnie miejsce na rower mi się trafiło). Nie byłem jedynym rowerzystą na lotnisku (pogadałem wcześniej chwilkę z 2 osobami z Częstochowy przed płotem lotniska). W czasie zapinania roweru podsłuchałem (niechcący) rozmowę jakiegoś mężczyzny przez telefon. Dowiedziałem się, że jego samolot poleci dopiero o za 6 godzin. A rozmowa utkwiła mi w pamięci, bo to był typowy przykład rozmowy z wstawianiem przecinków na „K” co drugie słowo. To brzmiało tak jakby wymówienie „K” było tak samo ważne jak oddech. Dawno takiej rozmowy nie słyszałem. Ehh…

Terminal B w Pyrzowicach

Wszedłem do na terminalu A – tego starszego – jego już parę razy odwiedzałem. Jak był mały tak małym pozostał 😉 Ludzi tłum, co rusz jakieś różowe/Wizzowe stewardessy przebiegały…

Terminal B w Pyrzowicach

Przeszedłem się kawałek – kilka osób po drodze siedziało z minami zafrasowanymi – pewnie ten sam samolot opóźniony o te 6 godzin. Wszedłem do Terminalu B a tam… pusto… Nic się nie dzieje. Na plus można zaliczyć przyjemny chłód i miły wygląd terminalu (na zdjeciach widać). Na razie jest nieczynny – odpraw tam nie ma – mają być od 30 lipca.

Terminal jest 2 piętrowy – parter to miejsca odpraw. 1 piętro – sklepiki z gazetami, jakieś restauracje czy bary. Ludzi nawet dużo w nich. Na to piętro prowadzą ruchome schody. 2 piętro – już bez ruchomych schodów, prawie pod samym dachem poczekalnia – na krzesełkach śpi jedna osoba a 2 się wpatrują w przestrzeń. A może nie w przestrzeń, a w korytarz do tarasu widokowego.

Samolot WizzAir dokądśtam ;)

A taras widokowy to jest strasznie długi (najdłuższy w Polsce?), z widokiem na cały pas lotniska, z krzesełkami, z jakimś barkiem i sklepikiem. Każdy kto chce pożegnać rodzinę znajdzie własne miejsce przy szybach. A w Krakowie to ludzie stoją na stołach i się tratują aby coś zobaczyć 😉 Przy wejściu na taras stały bramki do poboru opłat, ale były wyłączone (na szczęście 😉

Parking przed lotniskiem

Co potem? No nic więcej tam nie ma (znaczy nigdzie więcej mnie nie wpuścili). Nowy terminal prezentuje się dobrze – nie wiem czy nie będzie jednak za mały na przyszłość, ale powiedzmy, że ktoś to wyliczył… I załóżmy, że prawidłowo… 😉 Także parking już pęka w szwach – przydałoby się go powiększyć (albo zbudować tą linię kolejową w końcu).

Zdjęcia z lotniska na adamdziura.9g.pl/zdjecia/pyrzowice/

Skarbówka i odliczenie VAT-u za internet opłacany z innego konta

A było tak… Jest rok 2006. Mamy w domu dostep do internetu (czad, co nie?) Ja mam konto (z dostępem przez internet). Rodzice też mają konto (jeszcze wtedy bez takiego dostępu). Ja mam tańsze przelewy. Nie będziemy płacić drożej – opłaty lecą z mojego konta (internet jest na ojca).

VAT za internet można sobie odpisać w PIT-ach co też uczyniliśmy. Wszystko fajnie. Do czasu…

Tydzień temu przyszedł list ze skarbówki – trza się zgłosić bo coś jest źle. Trza (trzeba) mieć wszystkie rachunki itp… Przygotowane.

Dziś dowiedzieliśmy się, że nie możemy odpisać VAT-u za internet bo rachunki płacone były nie z tego konta. Normalnie spadłem z krzesła… Niby jakiś papiór pokazano, że nie można… Ktoś miał takie problemy? Chyba nie powinno mieć znaczenia kto płaci ale to na kogo jest rachunek… Dobrze rozumuję?

p.s. Postaramy się o jakieś zaświadczenie (rachunek Vatowski?) z firmy internetowej o tym, że dana opłata była opłacona… Im tam przecież zwisa kto płaci. Zobaczymy czy coś to da….

Edycja: No i klops… Nic z tego nie będzie sądząc po dyskusji na grupie dyskusyjnej pl.soc.prawo.podatki. Wyszło na to, że urząd skarbowy ma rację… 🙁 No i zarzucę dwoma cytatami:

Odlicza się poniesione wydatki. Wydatki poniosłeś Ty, a nie tata, więc nie powinniście odliczać.

A ile za to wziełes za tą robotę? Poważnie pytam! Tata wydał Ci polecenie, Ty wykonałeś. Nalezy Ci sie zatem wynagrodzenie. Powinieneś od tego wynagrodzenia zapłacic podatek dochodowy. A tata – otrzymał darmowe świadczenie, więc powinien też je opodatkować.

Nieźle… Co nie? Więc jak ktoś płaci nie sobie to tego nie odliczy… Chyba, że go nie sprawdzą.