Nie musi pan nocować na ziemi w akademiku…

Poniedziałek po pracy. Wyprzedzam na schodach projektanta z firmy (lat dużo ma za sobą).

  • Panie Adamie, jak było w górach?
  • /Adaś myśli/
  • Eee… W jakich górach?
  • /pomyślał/
  • Aa… W ten weekend nie byłem w górach.
  • A to gdzie pan był?
  • W akademiku. I karimatę oraz śpiwór miałem w celu zanocowania tam. W ten weekend w górach nie byłem…
  • /Olśniło mnie, że pewnie mnie widział w piątek z plecakiem i przyczepioną karimatą kierującego się na imprezę w akademiku./
  • Ale przecież pan ma gdzie spać, ma pan mieszkanie… Nie musi pan nocować na ziemi w akademiku…

😉

Taka drobnostka. Szkoda, że teraz nocować w akademiku mogę jako nie-student… Ale cóż… życie.

Ostatnie piwo w Spirali

Spirala, Klub Studencki w Gliwicach został zamknięty. Mimo, że jakiegoś super klimatu nie miała to szkoda – pełno fajnych chwil tam spędzonych było… A dlaczego zamknięty? Budynek, w którym sie znajdował nie przeszedł pozytywnie badań przeciwpożarowych. Z tego samego powodu wynieść się musi kilka organizacji studenckich ze swoich pomieszczeń. Ładne pisemka wszyscy dostali od rektora. Oby tylko jak najszybciej wzięli się za remont…

Wczoraj wypite ostatnie piwo w starej Spirali.

Kurs Turystyki Wszechstronnej z gliwicką Watrą

Jako, że w zeszłym roku udało mi się na tytułowy Kurs Turystyki Wszechstronnej zapisać (i nie żałować potem 😉 to studentom Politechniki (a także osobom, dla których dojazd do Gliwic problemu nie sprawi) polecam. „Ale co chodzi?” Po prostu co tydzień/dwa są „wykłady” (bardziej pokazy slajdów, pogadanki itp.). A do tego w weekendy wyjazdy w różne dziwne miejsca 🙂

Mi się udało m.in. jeździć na nartach po Pilsku z plecakiem i gitarą, płynąć pontonem po Białce Tatrzańskiej (rafting), galopować na koniu (móóój tyłek), popływać na jachcie. Wyjazdy kosztują tyle ile dojazd na dane miejsce i jedzenie – czyli zazwyczaj niewiele. Sprzęt macie dostępny, noclegi zazwyczaj zapłacone, lub darmowe…

Czyli nie obijać się i ruszać w środę, 4 marca, na spotkanie inauguracyjne na Wydziale Budownictwa, Politechniki Śląskiej. Godzina 18:00, sala nr 118.

Więcej informacji na stronie: akt.gliwice.pl.

trzy literki _spacja_ trzy literki .kropka.

Pamiętnego dnia 17 grudnia roku pańskiego 2008 niejaki Adaś Dzzzz. wszedł do pewnego pokoju bez literek a wyszedł z literkami. Otrzymał on 3 literki, spację, kolejne 3 literki i kropkę. Zdziwił się niezmiernie, że takie oto literki otrzymał. Tym bardziej się zdziwił, że otrzymał razem z literkami także dwie cyferki i przecinek (4,5).

Dwa dni wcześniej ten sam Adaś Dzzzz. przechodząc przez pewien pokój w dawnym żeńskim gimnazjum został zagadnięty przez znanego mniej lub bardziej pana doktora słowami:

Niech Pan nie mówi Panie Adamie, że się Pan będzie bronił…

W tych słowach było czuć wyraźne niedowierzanie, zdziwienie a może nawet skrywaną ironię. Sam zagadnięty czuł się jakoś dziwnie („to już za dwa dni?”). Ale załatwił co miał załatwić, wykonał ostatnie w swoim studenckim życiu kserowanie i oddał się błogiemu czytaniu kser i różnych papierów…

Wraz ze zbliżającą się datą 17 dnia miesiąca jesienno-zimowego nasz bohater czuł się coraz bardziej jak nijaki rycerz. Ma iść tam, ale nie wie z czym i po co… „Przecież mnie przegonią, okrzyczą, itp.”. Nic z tych strasznych rzeczy nie nastąpiło. Adaś nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały. Ale i tak było ciekawie 😉

I w taki oto sposób Adaś został namaszczony piętnem bycia człowiekiem z literkami… i to na dodatek sześcioma. No i tą nieszczęsną kropką. Wiecie jakie to brzemię? Może też takie nosicie? 😉

Płonąca 80-tka Omnitechu

Co można spotkać jadąć autobusem linii 80 KZK GOP z Tarnowskich Gór do Gliwic? Kolejny autobus tej samej linii, ale za to cały w pianie 🙂 Jako, że zrobił się korek to przeszedłem się obok wraku i złapałem stopa po drugiej stronie. Jak wsiadałem to 2 kobiety dosiadły się. I rozmawiając między sobą cieszyły się nawet, że to Volvo się spaliło. W kolejnym autobusie (57) kolejne 2 osoby rozmawiały o tym zdarzeniu i też nie miały cienia żalu. Hihi… cóż za zgodność pasażerów. 🙂

We wpisie są 2 zdjęcia wraku (zobacz album).

Przy okazji: okazało się, że kierowca autobusu miał 0,6 promila alkoholu, a pożar wynikł z powodu niesprawnych hamulców.

AKT Watra w Kanionie Colca

Jakiś czas temu kilka osób z Akademickiego Klubu Turystycznego Watra z Gliwic przeszła przez nie przebyty wcześniej odcinek Kanionu Colca w Peru. Dawniej uznawany za najgłębszy na świecie. A dziś pojawiły się zdjęcia z tej wyprawy. Jako, że im trochę zazdroszczę to linka do galerii umieszczę 🙂 Bo pięknie tam mieli na dole… 🙂

Dodam jeszcze, że ta wyprawa została nominowana do nagrody Miesięcznika National Geographic Traveler. Szczegóły konkursu na odpowiedniej stronie. Strona wyprawy: www.condor2008.pl.

[Plan] Autostopem po Europie

Nie… nie ten wpis nie będzie o skryptach dla Opery 😉 No więc mam plan z dwiema koleżankami w lipcu ruszyć stopem w kierunku Europy. A dokładniej to przejechać przez Niemcy od Francji i wrócić przez Włochy, Austrię, Słowację. Start w Gliwicach. Bierzemy namiot, śpiwory itp (czyli bagaż będzie duży). No i teraz mam parę pytań do szanownych czytelników bloga 🙂 Po kolei:



Wyświetl większą mapę

  • Czy będzie łatwo łapać w trójkę. Nawet jak napiszecie, że nam nie uda się to i tak pojedziemy 😉
  • Gliwice – gdzie łapać najlepiej. Czy zjazd na A4 z Rybnickiej czy gdzieś na DK88? A może gdzieś indziej?
  • Dalej – granicę chcemy przekroczyć w Zgorzelcu. No i aby się do Zgorzelca dostać to może będziemy musieli się przesiadać gdzieś we Wrocławiu (tam kojarzę na Bielanach wjazd na autostradę ze stację benzynową…). A potem? Jakieś dogodne miejsca przesiadkowe?
  • Niemcy… Czyli Drezno, Norymberga. Stuttgart – to plan na trasę. Niby cały czas autostradami – czy jakieś miejsca postoju są często?Jeżeli będziemy musieli rozbić się z namiotem to czy znajdziemy jakieś w miarę miłe miejsce przy parkingu? I czy to może ewentualnie komuś przeszkadzać (chodzi o gospodarzy takich parkingów).
  • Możemy podskoczyć do jakiegoś miasta po drodze na pozwiedzanie – jakbyście mieli wybrać jedno to, które z tej trasy? Trasa jest narysowana czysto teoretycznie – nikt nam nie zabroni skręcić w lewo czy prawo… 😉 Jesteśmy sobie sterem i wiatrem (a może to jakoś inaczej było?).
  • Francja – francuskiego nie znamy. Francuzi podobno też nie znają angielskiego. Czyli się bez problemu się dogadamy 😉
  • Ciekawą stroną, którą znalazłem jest: bienvenue-a-la-ferme.com – lista farm, na których można przenocować (pod namiotem lub nie). Trzeba tylko na mapie narysować kółka gdzie się takie farmy znajdują… Korzystał ktoś we Francji z takich miejsc? Mi to wygląda na taką francuską wersję agroturystyki. Za osobę pod namiotem średnio 1-2 Euro.
  • Kolejny problem – jakbyśmy chcieli zwiedzić jakieś większe miasto to bagaże trzeba gdzieś zostawić. Dworce, informacje turystyczne, supermarkety? Ma ktoś jakieś doświadczenia?
  • No i właśnie – miejsca do zwiedzenia. We Francji tego trochę jest, więc wszystkiego nie damy rady. Paryż na razie (chyba) odpuszczamy (a może nie odpuszczać?). Przy powyższej trasie jest kilka fajnych miejsc (Lyon, Awinion oraz pełno mniejszych miejscowość oraz całe Lazurowe Wybrzeże). Jesteśmy w trakcie zastanawiania się co zwiedzimy. Zastanawiać się będziemy cały czas pewnie 😉 Pewnie będziemy po jakichś małych miejscowościach błądzić.
  • Może ktoś kojarzy jakieś tanie/miłe pola namiotowe w okolicy np. Lyonu? Albo innych miast?
  • Jakie wina są dobre. I czy jak są dobre to czy są tanie? 😉
  • Lazurowe Wybrzeże – czy możemy mieć nadzieję na jakieś spokojne miejsce? Czy tam cała Francja będzie leżeć plackiem? No chyba, że na włoskim wybrzeżu będzie puściej (marzenie ściętej głowy).
  • Włochy – tam to z miejscami do zwiedzania nie będzie problemu… 😉 Chyba, że do tego czasu nam przygrzeje słońce… Genua, Piza, Florencja, Bolonia, Padwa, Wenecja i kupa innych. Wszystkiego się nie uda.
  • Potem powrót przez Austrię, ale czy standardowo (Udine, Graz, Wiedeń) czy mniej standardowo (Trydent, Innsbruck, Salzburg, Wiedeń)? Chociaż zależy czy nam się będzie spieszyć czy nie…
  • A może ktoś coś podobnego zrobił kiedyś? Jakieś sugestie, rady? Co wziąć, czego nie brać… Wszystkie komentarze mile widziane. Stopem jeździliśmy parę razy po Polsce (krótkie trasy – najdłuższa to spod Babiej Góry do Katowic). Ale raz się żyje…

Przepraszam za lekki chaos… 😉 W zamian za pomoc obiecuję relacje z wyjazdu wraz ze zdjęciami.

Zaproszenie na Fatrówkę

Zwykli czytelnicy tego bloga mogą tego wpisu nie czytać 😉 To dla znajomych wpis jest… Trochę prywaty nie zaszkodzi – mam nadzieję.

Prawie na Wielkim Rozsutcu

Jako, że zbliża się weekend majowy postanowiłem zastanowić się gdzie by wziąć znajomych na majówkę. Tym razem wymyśliłem, że pojedziemy troszkę dalej niż na jakąś chatkę w Beskidach. Informuję o tym na blogu, bo wiem o paru fochach z powodu niepoinformowania niektórych osób. Może mi się uda uzyskać wybaczenie? 😉 Jesteś zainteresowany a nie zaprosiłem – upomnij się jakimś sms-em o „imienne zaproszenie”. Nie ugryzę. A więc do rzeczy.

Gdzieś w drodze na Wielki Krywań

Jedziemy na Małą Fatrę (poprzednia relacja z wyjazdu tam). Takie przemiłe góry na Słowacji (mapa położenia). Termin 1-4. maja (z opcją 5. maja). Dojazd – pociągiem – z Katowic 7:11 do Zwardonia. Tam korzystamy z dobrodziejstwa Układu z Schengen i robimy pieszą 500m wycieczkę przez granicę na stację Skalite-Serafinov (aby nie płacić paru złotych za przejazd przez granicę). Potem pociągiem do Żyliny i…

No i są 2 opcje. Wersja lajt i wery lajt.


Ponad chmurami

Wersja lajt (częściowo z plecakami): robimy jeszcze kawałek 2 pociągami i wysiadamy w wiosce Sutovo o 13:27. Stamtąd idziemy około 3-4 godziny na Chatę pod Chlebem. Czyli schronisko. To jest pierwszy dzień. Tam nocujemy, a wieczorem możemy pohasać po łąkach, poszczytować itp. Drugi dzień – dojście do Stefanovej lub Terchowej (czyli wioski w dolinie). Wolałbym Stefanovą. Czas przejścia – około 5h. Ale istnieje możliwość zjechania kolejką (każdy da radę) a potem jakimś busem podjazd. Do wyboru 🙂 Noclegu poszukamy na miejscu – znajdziemy 🙂 Spałem tam kiedyś za 10zł – teraz się pewnie tak nie uda, ale nie powinniśmy przekroczyć 20-25zł za noc. W schronisku podobnie. Dzień 3 – Rozsutec Wielki – taka fajna skalista górka. Dzień 4 – powrót (coś po drodze pewnie też będzie 🙂 ) Może ładne miasto na przykład? 😉

Wersja wery lajt: Do Żyliny tak samo, ale stamtąd musimy się dostać autobusem do Terchowej czy Stefanovej. I potem mamy 2 dni na wejście tu i tam… Powrót podobnie jak w poprzednio opisane wersji.

Zaletami wersji lajt jest:

  • brak wchodzenia i schodzenia kilkakrotnego – jak już wejdziemy 1. dnia to drugiego nie musimy wchodzić.
  • jeden dzień dłużej w górach – (pierwszego dnia w wersji wery lajt nigdzie nie wejdziemy)
  • możliwość noclegu w przepięknych okolicznościach przyrody.

Wady:

  • trzeba nosić plecak ze śpiworem

No tak... plecaki. Ale tu płasko przecież jest...

Dacie radę? Proszę o info czy chcecie wery czy nie wery. Jak mi ktoś nie wierzy z czasami (haaa… pewnie wszyscy jak znam życie 😉 ) to zachęcam do przyjrzenia się mapkom z czasami przejść. Chociaż pewnie pomysł wersji lajt się większości nie spodoba… A szkoda. Chociaż warto mieć nadzieję.

Jest jeszcze pomysł zagospodarowania 5. maja (poniedziałek). Czyli w niedzielę przejście górami kawałek do schroniska pod Suchym (7h lub 5h z wjazdem kolejką). Następnego dnia 2h do przepięknego zamku Strecno i następnie od razu do pociągu.

Przewidywane koszty to 50zł na przejazdy (razem tam i powrót). Noclegi – 3 noclegi – około 20zł za jeden – czyli około 60zł. Jedzenie – brak jedzenia. Picie – prohibicja… Jak zwykle 😉 Chodzimy po górach od 7 do 20 (hihi). Zainteresowany – napisz, którą wersję wybierasz 🙂

Pilsko i Hala Miziowa narciarsko

W zeszły weekend pojawiłem się w okolicy Pilska pojeździć na nartach – 3 i 4 dzień w życiu. Ale po kolei… Wyjazd wraz z ludźmi Watrowymi – przepraszam, ale dalej nie pamiętam imion 😉

Sobota – pobudka o 4:30 – trzeba jakoś zdążyć na 7 do Gliwic. W czasie zajadania bułki dotarło do mnie, że w sobotę autobusy jeżdżą inaczej… Ciemno za oknem a mi w umyśle pojaśniało. Szybko uruchamiam wyszukiwarkę połączeń KZK GO! (tą opisywaną parę dni temu) i sprawdzam czy mam jakieś połączenie z przesiadką, bo 80 ani 112 nie ma o takiej wczesnej godzinie. Mam, ale będę 15 po siódmej. Poczekają – chyba tak… W Gliwicach wsiadamy do samochodów i kierunek Korbielów. Po drodze brak śniegu – w górach będzie? Mamy nadzieję. W Żywcu samochód z 3 rowerami i parą nart na dachu – genialny sposób ułożenia o nazwie „nieład dachowy”.

Wysiadka w Korbielowie. Chwila czekania na resztę samochodów następnie podział na 2 grupy – łażących i zjeżdżających. Łażący biorą narty i zaczynają się wspinać w poszukiwaniu śniegu. Ja znalazłem się w grupie zjazdowców. Wsiadamy w kolejką na Halę Szczawiny. Ja narty w jednej ręce, w drugiej plecak z przytroczoną gitarą. Jechałem bez zamkniętego krzesełka, narty prawie mi wyleciały z ręki. W połowie drogi pojawił się śnieg – czyli coś tam jest. Dałem radę… Wyciąg – 8zł. Następnie orczyk – 4zł. Chwila wahania – jak ja wjadę z plecakiem orczykiem, i to jeszcze tak ostro w górę. Jak na razie na oślich łączkach się bawiłem nartami. Stwierdzam, że jazda samotna jest zła – orczyk wylatuje spod tyłka, powracające orczyki szturchają w ramię, narty same skręcają poza wyjeżdżoną trasę…


Na Hali Miziowej przepięknie 🙂 Ruszamy w 5 z plecakami zielonym szlakiem w stronę bazy na Hali Górowej. Cały czas w dół, pomiędzy drzewami. 3 narciarzy daje radę cały czas jechać. Snowboardziści tylko gdy jest ostrzejsza górka. Moim sposobem na hamowanie było: wjazd w las, gleba, wstać, obrócić się, zjechać kawałek, w las… itd. 🙂 Na bazie zostawiliśmy plecaki, i ruszyliśmy z powrotem na Miziową piechotą. Tam trochę zjazdów się odbyło. Ja pożegnałem na górze z resztą słowami „nie czekajcie na mnie na dole, kiedyś dojadę”. I dałem radę, powolutku trasą fisowską 5 (samobójca ze mnie prawie). Najbardziej podobała mi się trasa 6 na Szczawiny, którą odkryłem później. Mimo, że w pewnym momencie spod śniegu wystawały kamienie. Taka trasa w sam raz na moje umiejętności 🙂 A raczej ich brak.

Potem spróbowałem jeszcze innych kolejek – czyli wjechałem na Kopiec. Tam sobie zrobiłem dłuższą przerwę na pokontemplowanie widoków. I żałowałem strasznie, że aparat pozostał na bazie 🙁 O 16:30 zamykają wyciągi (co to za porządki!) a żeby było mało jeszcze zamykają bary. Wielu narciarzy się nadziało na zamknięte drzwi baru pod schroniskiem. Głód był coraz większy to postanowiłem wejść do tej restauracji schroniskowej…. „Poproszę Hot-Doga” – „Przepraszam, ale do 17 sprzedajemy to na dole, w takim barze…”. Schodzę na dół, klamka – zamknięte. Za drzwiami dziewczyna z mopem, a na zegarze 16:52. Głód zniknął.

Narty zostawiamy w darmowej przechowalni w schronisku i idziemy pieszo na bazę. Po przyjściu – mijamy się z grupą chodzących: „Zróbcie nam jedzenie, napalcie w piecu, my idziemy na Pilsko”. Wrócili koło 11… Zazdroszczę im nocnego wchodzenia na nartach skiturowych na Pilsko. Ale tylko trochę na bazie też było fajnie 🙂

Sekcja zjazdowa szuka drewna, tnie belki, rąbię, pali w piecu, gotuje pulpę… Zbyt długo chodząca reszta nie przychodziła to się część pulpy zjadło – chyba im jednak zostawiliśmy odpowiednią ilość. Dzielnie broniliśmy jej przed pewnym psem, którego chyba kiełbasa wewnątrz przyciągała. Co do samej bazy – jest to chata z kuchnią, jednym pomieszczeniem do spania oraz dużym poddaszem też do spania. Zimno strasznie, prądu brak, ale poza tym przyjemnie 🙂 Bazę pamiętam z przejścia z Węgierskiej Górki na Babią kilka lat temu. Wieczorem trochę mniej lub więcej fałszującego śpiewu i około 1 sen jak śledzie 🙂

Rano, o siódmej (czemu tak wcześnie??) pobudka, porządek, pulpa, porządek, porządek. Trasa na Miziową na skiturach – tam ja wsiadam na zjazdówki. Reszta robi kółko gdzieś po Pilsku czy Kopcu. Pogoda w niedzielę zrobiła się gorsza, mniej przejrzyste niebo, śnieg mokry. I do tego kilka razy większe kolejki do wyciągów. Ja wziąłem aparat licząc na to, że go nie rozwalę przy jakimś upadku. Zjazd jedna trasą, potem na orczykiem na Pilsko (miejscami pionowo w górę?). Trochę siedzenia na górze, trochę zjeżdzania – przyjemnie 🙂 Zaczyna mi się jazda na nartach coraz bardziej podobać.

Około 13 wyruszamy na dół – trasą 6. Tam odbyła się moja najciekawsza jazda – upadek z fikołkiem pomiędzy dwoma drzewami ale przed pieńkiem 🙂 Żyję jeszcze. Następnie zaczął się kończyć śnieg i trzeba było narty zdjąć. Ja i tak zdjąłem je za wcześnie 🙂 Ale nieważne. Chwilę po pojawieniu się na parkingu zaczął padać deszcz – mieliśmy dokładnie wymierzoną godzinę powrotu. Na koniec jeszcze przejazd przez Sopotnię, zajrzenie do wodospadu z którego kamyk utknął kiedyś w mojej stopie i wreszcie kierunek Gliwice.

Zainteresowany ktoś jest zdjęciami? Album jest dostępny. Można także przyjrzeć się mojemu opisowi poprzedniego wyjazdu w okolice Pilska.

Zobacz ten wpis na blogu adas@dziugger

Doktorat honoris causa dla Jerzego Buzka

Jerzy Buzek

Wczoraj, 10 grudnia profesor Jerzy Buzek (były premier RP) otrzymał w Gliwicach doktorat honoris causa Politechniki Śląskiej. Udało mi się być na wręczeniu tego tytułu. Dzięki temu mam zdjęcia 🙂

Uroczystość rozpoczynała się o 11 w Centrum Konferencyjno-Edukacyjnym (na wydziale MT). Wcześniej kręcąc się w okolicy z aparatem otrzymałem mały okrzycz od strażnika akademickiego pilnującego samochodu wiceprezydenta Gliwic. Okrzycz był za to, że zrobiłem zdjęcie temu pojazdowi – i co z tego, że nie wyszło 😉 Potem już ze znajomymi chodziliśmy po CeKu przyglądając się przygotowaniom (catering za 25 000zł). A to witaliśmy się z profesorami, a to zastanawialiśmy się kto to teraz przyjechał…

Widok ogólny sali

Zaproszonych gości było sporo: Komorowski (marszałek sejmu), Kudrycka (Minister Nauki i Szkół Wyższych), Moszyński (marszałek województwa śląskiego), Część przyszła nawet bez zaproszenia – chodzi o byłych ministrów w rządzie Buzka (Steinhoff, Wąsacz, Komołowski), był też były marszałek Sejmu – Płażyński. Mój domysł o braku zaproszeń wynikał z miejsca ich siedzenia… (na niezarezerwowanych miejscach siedzieli). Ale mogę się mylić…

Doktorat honoris causa (jak można wyczytać z Wikipedii) to:

… (z łac. dla zaszczytu) – honorowy tytuł naukowy nadawany przez uczelnie osobom szczególnie zasłużonym dla nauki i kultury. Nie wymaga posiadania formalnego wykształcenia (doktorem honoris causa wielu uczelni jest np. Lech Wałęsa, który ma wykształcenie zasadnicze), ale nadawany jest zazwyczaj osobom o wysokim statusie społecznym i naukowym.

Rektorzy

Najpierw wszedł długi orszak profesorów w czarnym (taka armia prawie jak z Harrego Pottera), potem rektorów w czerwonym. Na końcu Buzek ze swoim promotorem (Ziębikiem). Do tego jeszcze rektor Politechniki Śląskiej w czerwonym białym futerku 😉 Usiedli i rozpoczęły się przemowy, przywitania. Wygłoszono życiorys Buzka – tak gdzieś w połowie zacząłem się zastanawiać co w życiorysie takiego Leppera (haa… ten też dostał kiedyś taki doktorat) umieścili… Bo usłyszeliśmy wiele zdań – sam nie znałem (imponującej) kariery naukowej Buzka. Może się przespaceruje do autora laudacji i życiorysu – może się do Wikipedii do wrzuci 😉

Przemawia Barbara Kudrycka

Aby dostać ten doktorat Buzek musiał przygotować wykład – o czystych technologiach węglowych, zapobieganiu emisji CO2… Rozśmieszało mnie jak potem minister Kudrycka starała się nawiązać do wykładu i „zrobić tak aby oczyścić węgiel aby nie emitował tego czego nie powinien.” Nie jestem w stanie powtórzyć karkołomnych, wielokrotnie złożonych zdań tej pani.

Buzek wykłada

Odczytano też listy z gratulacjami od Prezydenta, Premiera i marszałka senatu (ten to twierdził, że Uniwersytet Śląski dobrze zrobił przyznając właśnie Buzkowi ten tytuł – na sali śmiech 😉 Śmiech wywołały tez słowa samego uhonorowanego nawiązujące do sztuki w której brał udział jako krasnoludek-śpioszek. 😉 Dziękował też marszałkowi Moszyńskiemu za nie zastrzelenie w tej sztuce wilka (a może i nie wilka a królewnę, i nie za zastrzelenie a zjedzenie? Już nie pamiętam;).

Po skończeniu rozpoczęło się osobiste składanie gratulacji Buzkowi oraz jedzenie. Do dziś rana odbijało mi się czymś – nie wiem czym 😉 Buzek to sobie nie pojadł – jak mu skończyli składać życzenia (my byliśmy prawie na końcu) to już wszystko chowali 😉

Jako, że robiłem zdjęcia to przemieszczałem się po całej sali. Mam nadzieję, że cicho. Przy samym wręczaniu doktoratu to fotoreporterzy tak obskoczyli Buzka, że się nie dopchałem… Słaby ze mnie fotoreporter 😉 Szczególnie z aparatem z maksymalnym ISO400 (strasznie zaziarnione zdjęcia). Miałem wybór – ziarno, albo poruszone zdjęcia. Fleszem to sobie mógłbym strzelać z odległości metra – a nie będę chyba biegał przed wszystkimi zebranymi aż tak… Więc jakie zdjęcie wyszły, takie wyszły – można poprzeglądać. Część pojawiła/pojawi się też w Wikimedia Commons.