Rower miejski w Bydgoszczy – różne narzędzie do wykorzystania

Bydgoski Rower Aglomeracyjny działa ponownie od marca. Bardzo przydaje się w codziennym przemieszczaniu się po Bydgoszczy. Przedstawię kilka narzędzi, które mogą się przydać użytkownikom tego roweru oraz osobom zainteresowanym jego rozwojem.

Strona oraz aplikacja mobilna BRA

BRA ma swoją strone i panel logowania pod adresem – www.bra.org.pl. Można tam zobaczyć mapę rozmieszczenia stacji wraz ilością przypiętych rowerów. Logowanie odbywa się tam przez stronę www.bra.org.pl/zaloguj-sie.html – można tam zmienić swój PIN (tak, można go zmienić). Można też przejrzeć informację dotyczące wypożyczanych rowerów, zobaczyć kody do linki itp. Niestety na stronie jest dużo komunikatów tłumaczonych Google Translatorem (np. „Bieżące wakacyjny – zewnętrzny kod blokady – Nie masz bieżących wynajem„.

Czytaj dalej Rower miejski w Bydgoszczy – różne narzędzie do wykorzystania

Bydgoszcz w Europejskiej Rywalizacji Rowerowej

Bydgoszcz dołączyła do konkursu pod nazwą Europejska Rywalizacja Rowerowa (European Cycling Challenge), który będzie odbywał się przez cały maj 2016. Bierze w nim udział kilkadziesiat miast z całej Europy m.in. Bolonia, Dublin, Rzym czy też polskie miasta: Warszawa, Gdańsk czy Wrocław. Poniżej opis ze strony konkursu:

ECC2016 jest rywalizacją między zespołami miast złożonymi z rowerzystów, która się odbywa w dniach 1-31 maja 2016 r.
Jest to wyzwanie między europejskimi miastami: miasto, którego zespół “wyjeździ” największą liczbę kilometrów wygrywa!

Rywalizacja jest otwarta dla każdego mieszkańca uczestniczących miast oraz osób dojeżdżających do niego do pracy/szkoły/na uczelnię lub w innym celu. Liczą się podróże, w których rower może zastąpić inny środek transportu (np. samochód, motorower) w trakcie dojazdów np. do/z pracy, szkoły, kina, sklepu itd. (aby uzyskać więcej informacji przejdź do Zasady). Przejazdy rowerem w celach sportowych nie liczą się w rywalizacji.

Udział jest darmowy i wiele miast (w tym Warszawa, Gdańsk, Gdynia, Łódź i Wrocław) losuje nagrody wśród uczestników. Aby wziąć udział w ECC2016, dołącz do zespołu swojego miasta na stronie, zainstaluj aplikację Cycling365 w swoim smartfonie i rejestruj podróże rowerowe.

Konkurs jest fajną promocją jazdy na rowerze w miastach. Można dodatkowo utworzyć drużyny – dla szkół czy firm – to może być też fajna sprawa rywalizacja wśród mniejszych grup osób 🙂 Ciekawe czy Urząd Miasta zdecyduje się ufundować nagrody dla najlepszych drużyn czy rowerzystów z naszego miasta.

Strona konkursu: cyclingchallenge.eu/pl

Aplikacja na Androida dostępna w sklepie Play – dostępne też są aplikacje w AppStore oraz Windows Phone Store.

Szaleńczo szeroka droga rowerowa w Dąbrowie Chełmińskiej (Ostromecko-Wałdowo Królewskie Dolne)

W okolicy Bydgoszcz, na drodze pomiędzy Ostromeckiem a Wałdowem Królewskim Dolnym zaobserwować można ciekawą trasę rowerową. Jest to droga oznaczona znakami drogi dla rowerów – nie będziecie w stanie stwierdzić, gdzie się miejsca na jazde na rowerze znajduję. Dlaczego?

Rzut oka:

View post on imgur.com

View post on imgur.com

Ktoś jest w stanie zrozumieć o co biega? Droga rowerowa zgodnie z zamiarem Gminy Dąbrowa Chełmińska miała przebiegać po tym poboczu z jednej strony drogi. Tak… Tym zarośniętym 😉 Jako rowerzyści skorzystalibyście z tego pobocza? Ja bym w sumie nie wpadł na to, że jest to droga rowerowa – prędzej bym sie dziwił: „…ale szeroka ścieżka rowerowa…”. A te znaki przejazdów dla rowerzystów przez drogi leśne… Cud, miód i orzeszki 🙂 Piękne, co nie?:)


Wyświetl większą mapę

Polecam przejazd droga rowerową na Google Street View. Jest szaleńczo ciekawa 🙂

Bonus: na tej drodze można też znaleźć takie miejsca:

Uwaga techniczna: nie jechałem jeszcze tą drogą – ale mam taki zamiar. Z informacji uzyskanych na skyscrapercity.com to takie znaki tam nadal istnieją. Może się zdarzyć, że to poprawiono – ale szczerze: wątpię…

Bilety na rower w PKP Intercity przez Internet

Rower w pociągu PKP Intercity? Da się 🙂 A od 4 lutego 2016 można taki bilet kupić przez internet! Jest to chyba jedna z lepszych informacji dla rowerzystów przemieszczających się rowerami od początku roku. Można sobie w miarę sensownie zaplanować wyjazd rowerowy z dojazdem pociągiem. Niestety z miejscem w pociągach na rowery nie jest może bardzo dobrze, ale dla chcącego nic trudnego. Chociaż będzie teraz walka: „kto pierwszy ten lepszy przez internet”. Ważne, że nie trzeba do kasy się ruszać 🙂

Chyba, że mamy do zakupu bilet z przesiadką… Tego system E-IC jeszcze nie ogarnął niestety…

View post on imgur.com

A w ramach ciekawostki: we wrześniu 2015 r. ze znajomymi wracałem z Gdyni z wyjazdu promem do Szwecji. 4 osoby z dwoma rowerami wracały Pendolino do Katowic. A ja wraz z jedną znajomą z 4-rema rowerami do Bydgoszczy – wykorzystaliśmy do tego celu Przewozy Regionalne. Ale zgodnie regulaminem ilość rowerów, które można przewieźć w pociagu przez jedną osobę to… jeden rower. A my mieliśmy po dwa.

Co wtedy należy zrobić? Należy rower zamienić w bagaż. Tj. zdekompletować 😉 My odkręciliśmy przednie koła, przekręciliśmy kierownicę i wszystko owinęliśmy folią spożywczą. Przeszło 🙂 Chociaż po fakcie stwierdziliśmy, że dałoby radę przejechać bez owijania rowerów (a byłoby wygodniej przy przesiadce, którą mieliśmy w Laskowicach Pomorskich).

Bilet na rower kosztuje, na większy bagaż również. 🙂 W IC to 9zł (rower), w Przewozach Regionalnych widzę, że 7 zł (bagaż i rower – we wrześniu chyba było jeszcze jakoś taniej… ale nie pamiętam). W Arrivie ostatnio 5,5 płaciłem.

Jak to skradziono mój rower, a ja nic o tym nie wiedziałem

Wieczorna wycieczka z żoną na rowerach po centrum Bydgoszczy. Cel 1: niedawno odsłonięta fontanna Potop oraz cel 2: pokaz grającej fontanny koło Filharmonii. Cel 1 osiągnięty – fontanna tryska ładnie. Następnie ruszyliśmy w kierunku drugiej. Z naprzeciwka idzie para policjantów. Niestety kontrola – pierwsza myśl „no pewnie za to, że jedziemy po chodniku”. Ale nie tym razem. Uwaga: po chodniku jechaliśmy tylko kawałek by drogi dojechać od fontanny.

„Witamy, rutynowa kontrola legalności posiadanych rowerów.”

Przekazujemy dowody osobiste, podnoszę rowery by mogli spisać nr ramy rowerów. W międzyczasie pojawia się moja szefowa z pracy:

– „Witam Panie Adamie, coś się stało? Może w czymś pomóc?”
– „Wszystko w porządku, sprawdzają czy mamy nie kradzione rowery”

Zamieniliśmy jeszcze zdań z nią. W tym czasie policjanci się komunikują z centralą. „Rower się nazywa Unibike Wiper… W I P E R… Nie… nie ma żadnego innego oznaczenia modelu… „. Szefowa poszła do swojej rodziny oglądającej fontannę, a do nas dochodzi para znajomych. Odbierali zdjęcia z wydruku – ładnie wyszły (moje 😉 ). Dyskutujemy sobie o proteście pod bydgoskim teatrem, o fontannie, pracy itp. Policjanci cały czas komunikują się z centralą. W końcu:

– „Z Pani rowerem wszystko w porządku. Pana rower jest niestety wpisany do bazy rowerów poszukiwanych.”
– „Co?!”
– „Musimy przejechać na komendę celem spisania protokołu. Niestety Pana rower będzie musiał zostać zatrzymamy. Kiedy rower został kupiony? Czy jest paragon, karta gwarancyjna?”
– „Niedobrze… Kupiony chyba w 2009, w sklepie na Śląsku”
– „A to był sklep czy jakiś komis?”
– „Dobry sklep rowerowy, istnieje do dziś, mają swoją stronę internetową.”
– „A karta gwarancyjna, paragon?”
– „Być może jest w domu w Bydgoszczy, może jest na Śląsku, bo się przeprowadzałem… Nie mam przy sobie…”
– „No cóż… to musimy wezwać patrol samochodowy i pojedzie Pan z nami na komendę celem wyjaśnień…”

Żona ruszyła do domu szukać paragonu i karty gwarancyjnej, ja chwilę czekałem z policjantami i znajomymi… I na oczach okolicznych ludzi wsiadałem z rowerem do policyjnego wozu (podobno strasznie to wyglądało 😉 ). I tym samochodem ruszyliśmy w kierunku komendy. Policjant kierujący zagadywał czy podoba mi się w Bydgoszczy jak już tu trochę mieszkam. Ciekawy moment sobie wybrał 😉

Miałem włączony Sport Tracker, więc wiem, że w mieście jechaliśmy sobie około 68 km/h (na dwupasmowej) i do tego przejechaliśmy na późnym pomarańczowym/wczesnym czerwony… No cóż… Na komendzie rower zostawiłem przed budynkiem (na dziedzińcu) – zapomniałem go przypiąć, ale w sumie to nie wiem czy by mnie nie oskarżono o utrudnianie konfiskaty 😉

Siedzę sobie w jakimś pokoju zwierzeń i słucham jak inni policjanci spisują protokół dotyczący „Platformiska” – jakieś problemy z wjazdem samochodami mieli członkowie PO – chyba chodziło o Park w Myślęcinku.

Przyszła kolej na mnie: zaczyna się spisywanie protokołu konfiskaty „narzędzie pochodzącego z przestępstwa lub służącego do popełnienia przestępstwa”. Musiałem podać dokładne informacje gdzie i kiedy ten rower kupiłem (najlepiej jeszcze adres sklepu…). To było kilka lat temu… Okazało się, że rower został oznaczony jako poszukiwany w Mielcu (woj. Podparpackie) w 2009. Podano w zgłoszeniu nr ramy oraz tylko nazwę modelu (bez marki). I żadnych innych informacji nie było (przynajmniej mi nie podano). Już miałem ustalone wezwanie na przesłuchanie na 1 lipca (za 3 dni).

Gdy protokół był już spisany dzwoni żona:

„Mam… Znalazłam kartę i paragon! Kupiłeś go w 2007 roku.”.

Policjant na to:

– „Mam nadzieję, że nie będziemy czekać 2 godziny.”
– „Żona szybko jeździ :P”

No i po paru minutach podjechała. Ja nie mogłem wyjść odebrać dokumentów – „lepiej niech Pan nie wychodzi”… Ładny ze mnie przestępca :/

Wszystko się zgadza – rower kupiony został przeze mnie w 2007 roku (pomyliłem się o dwa lata), sklep rowerowy, Kalety, woj. Śląskie. Czyli dwa lata przed zgłoszeniem jego kradzieży. Sam sobie przecież nie zgłosiłem kradzieży. Czyli jakiś error mają w systemie. Na szczęście policjanci podziękowali za dokumenty, przeprosili za kłopot. I mogłem jechać do domu. Hurra!

Para policjantów trafiła pechowo – wybrali sobie mało podejrzane osoby do rutynowej kontroli. „Sprawdzimy i się rozejdziemy.” A tu klops – jeden nr się nie zgadzał. :/ Wszystko robili pierwszy raz – pierwszy podejrzany rower, wzywali posiłki, spisywali protokół, co chwilę przez krótkofalówkę prosili o podpowiedzi. Trwało to wszystko dzięki temu dłużej niż powinno :/

Mój przypadek przysłużył się do celów szkoleniowych policji (mogłem jeszcze się opierać czy uciekać, to bym więcej rzeczy do przeszkolenia sprawdził 😉 ). Straciłem około godziny czasu i trochę stresu. W ramach plusów miałem przejażdżkę radiowozem. Szkoda, że nie na sygnale 😉

Uwagi na przyszłość:

  • Nie wyrzucać karty gwarancyjnej, paragonu. Na karcie gwarancyjnej wpisać nr ramy.
  • Płacić za rower kartą – jak się zgubi paragon to może wyciąg z konta może służyć jako potwierdzenie zakupu (taka informacja słowna policjantów – nie wiem czy prawdziwa).
  • Zarejestrować rower na policji – tj. oznaczyć go. Informacje o znakowaniu w Bydgoszczy.
  • Co z rowerami składanymi – nie mam pojęcia – w każdym razie nie usuwać nr ramy – bo to „jeszcze gorzej”.

Ja chyba sobie zrobię ksero paragonu i karty gwarancyjnej – będę przy rowerze woził, by nie mieć zepsutego wyjazdu (co by było gdyby mi ten rower sprawdzili np. w Gdyni…). Trochę straszne, że gdybym nie miał potwierdzenia zakupu (bo kupiłem 7 lat temu, w innym mieście) to rower już mógłby nie być mój.

Dalsze marudzenie na dworzec – stojaki, trawniki i dach

Na stojaki na dworcu autobusowym w Tarnowskich Górach narzekałem mocno. Udało się je częściowo poprawić firmie Deel. Poniżej sposób w jaki to wykonano. Naciągnięto przy okazji rury w taki sposób, że mieści się też szerszy widelec (więc nie muszę nowego roweru kupować ;). Przynajmniej tyle.

Image Hosted by ImageShack.us

Niestety w trakcie ich użytkowania zauważyłem kolejny problem – mimo, że miejsc teoretycznie jest chyba z 50 to realnie jest ich coś koło 25-30. Dlaczego?

Image Hosted by ImageShack.us

Pojedyncze stojaki są poustawiane za blisko siebie – może się zdarzyć tak (i mi się zdarzyło), że nie da się roweru wyciągnąć ze stojaka, bo obok stał inny rower, który blokował kierownicą wyjazd mojego. Co się nagimnastykowałem przy wyciąganiu to moje. Ale w przyszłości jak jakiś inżynier czy urzędnik będzie stawiał to niech bierze przykład z Lidla (niestety na razie tego na Stroszku – w Lasowicach niestety jest źle). Wprowadzono na Stroszku prawidłowe, ładne stojaki. Podobnie przed rzeszowskim Tesco – też ładne i dobre. Takie przykłady zdjęciowe 😉

Kolejne sprawy dotyczące dworca – wszystko pięknie – nie korzystałem z poczekalni, więc się o niej nie wypowiem. Ale o dachu – ostatnio było dużo dni z opadami i niestety dach nie spełnia swoich funkcji – wieje wiatr i deszcz leci po wszystkich pasażerach czekających na peronie. Więc mimo dachu i tak się stoi pod parasolem. Więc po co dach 😉

Co jeszcze – zdarza się, że dwa autobusy odjeżdżają z tego samego peronu o tej samej godzinie (lub podobnej). Przykład: 80 i 112 do Gliwic o 6:30. Obserwowałem jak pasażerowie autobusu drugiego byli straszeni przez kierowcę autobusu wjeżdżającego na peron obok (specjalnie jechał tak by ludzi straszyć – „bo co mi tu będą chodzić po płycie dworca”). A co mieli zrobić jak 112 czy 80 stanęła na płycie i czeka z otwartymi dzwiami?

Czyja wina? Chyba MZKP – odjazdy powinny się odbywać w jakichś sensownych odstępach – Odstęp pół godziny a potem 2 autobusy jeden za drugim to zły odstęp. Ale cóż… Lepiej niech jedzie linia 78 z Lasowic Osiedle na dworzec gdy o tej samej godzinie jedzie już tam linia 179 (5:28 z Lasowic). Albo Dworzec – Świerklaniec – godzina 22:58 – linia 192, godzina 23:00 linia 5. Kolejny kurs o 4 rano. Co z tego, że po 23 na dworzec przyjeżdża kilka (chyba z pięć) autobusów z kilku miast (Zabrze, Bytom, Katowice, Krupski Młyn i chyba jeszcze coś). Nie można się przesiąść np. na Świerklaniec czy też Miasteczko Śląskie.

Teraz zieleń – trawniki w okolicy dworca – ktoś się nimi zajmuję/zajmie? Bo obecnie to są chwastniki. W kilku miejscach nawet chwasty nie chcą za bardzo rosnąć. Poniżej zdjęcia.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Rozumiem, że chwasty się mogą pojawić. Ale ktoś by go musiał wyrwać, co nie? Już trochę od otwarcia minęło… Zdjęcia sprzed paru dni, więc w sumie może coś poprawiono – sprawdzę dziś po południu 😉

Intercity nie weźmie twojego roweru – „Przykro mi bardzo, łącze pozdrowienia”

Załóżmy, że chcesz pojechać pociągiem TLK do Bydgoszczy z Katowic (lub odwrotnie). I chcesz przewieźć rower. Akurat na majówkę (bo ciepło, bo można pojeździć to tu, to tam…).

Z Bydgoszczy do Katowic kursują bezpośrednio trzy pociągi TLK: Rawa, Doker i Pogoria w żadnym z nich nie ma wagonu 2 klasy przystosowanego do przewozu rowerów. Przykro mi bardzo.

Łącze pozdrowienia, Adam Więckowski

Obsługę infolinii PKP Intercity S.A.
zapewnia TK Telekom Sp. z o.o.

Super, co nie? Jeszcze niedawno można było rower przewieźć w ostatnim wagonie (w przejściu). Teraz jest zakaz – jak ten zakaz wygląda w rzeczywistości to nie wiem – ale są miejscówki, więc system informatyczny może nie pozwolić na przewóz rowerów. A najśmieszniejsze jest to, że w pociągu Doker znajdował się przedział rowerowy – ale biletu na niego nie kupisz 😉

W czerwcu będą zmiany w zasadach przewozu rowerów, będzie można przewieźć rower (max 4 sztuki) w ostatnim przedsionku ostatniego wagonu w składzie pociągu, w każdym pociągu „PKP Intercity”, który w składzie nie ma wagonu rowerowego.

Teraz przewóz roweru wyłącznie w wagonie 2 klasy przystosowanym do przewozu rowerów.

Zgadza się pociąg TLK „Doker” ma w składzie wagon rowerowy tj.
wagon 2 kl nr 18, ale bez usługi na przewóz roweru.

Informacje, które panu podałem są ze służbowego dodatku 2B
dot. zestawień pociągów Spółki „PKP Intercity”.

Zmiany zostały wprowadzone parę miesięcy temu. Od czerwca kolejne zmiany. To takie utrudnianie życia przez PKP Intercity.

Informacja ważna przy planowaniu wycieczek po Polsce… A majówka tuż tuż. Pytania można zadawać na adres: infokraj (a) intercity.pl

„Chyba musi pan rower zmienić” – ponownie dworcowe stojaki MZKP i firmy Deel

Dalszy ciąg sprawy stojaków na tarnogórskim dworcu. Dodzwoniłem się ponownie do Pana z firmy Deel z Bielska Białej. Trochę mnie zasmucił kilkoma sprawami.

Twierdzi, że stojaki są źle zamontowane, ale ich nie obrócą, bo nie ma kto za to zapłacić.
Stojaki są podobno zamontowane wg projektu (czyli, że błędny projekt). Ale projektanci twierdzą, że projekt dobry tylko wykonawca zawalił. No i komu wierzyć? He? Generalnie to inwestor (czyli MZKP) powinien wymusić na wykonawcy prawidłowe ustawienie stojaków – a wykonawca niech dochodzi z projektantem kto zawinił.

Rower mieści się pomiędzy stojakami - brakuje tylko blaszki by można było go bezpiecznie przypiąć. Ale blaszka powinna być odpowiednim miejscu.

Trzecie zasmucającego słowa przedstawiciela firmy Deel: „dla mnie najważniejszy jest projekt – więc nawet jeżeli mam wątpliwości to i tak robię wg projektu”. Szczerze? Bardzo mi się to nie podoba. Bo wtedy powiela się błędy projektowe. Działanie wtedy powinno polegać na znalezieniu rozwiązania przed montażem (tak by było dobrze – niekoniecznie wg projektu).

Ktoś mi podrzucił filmik z youtuba – naprawdę to tak wygląda jak w Alternatywach 4. 😀

Proponowany sposób (błędny) poprawy stojaków

Kolejną informacją, którą mnie Pan zasmucił informacją był sposób w jaki zamierzają stojaki poprawić. Jest plan przyspawania blaszek pomiędzy rurami. Tylko nie tak jak powinno być to zrobione – blaszkę planują umieścić niestety pomiędzy stojakami. Czyli tak jak na rysunku.


Dworzec w Tarnowskich górach - złe stojaki

To nie do końca będzie dobre – widelec mojego roweru (stary góral) nie mieści się w stojaku. Miałem plan, że będę stawiał rower „pomiędzy stojakami” (pierwsze zdjęcie ze wpisu). W rozmowie z osobą z firmy Deel zasugerowałem, że mi się rower nie zmieści przy takim umieszczeniu blaszki jak planuje wykonawca – dostałem cudowną odpowiedź:

„No to chyba musi Pan rower zmienić”

Dworzec w Tarnowskich Górach - złe stojaki

No to poszedłem za radą Pana (a nuż ma rację, w końcu stojaki „zgodnie z projektem” zamontował) i zmieniłem rower. Tym razem na Unibike Viper – rower crossowy, z amortyzatorami – ma z 3 lata, więc nie jest to całkiem nówka, ale powinien pasować. Podjechałem i… Nic. Nadal się nie mieści. Widocznie muszę poprosić o radę jaki rower kupić. Mam nadzieję, że na stronie MZKP czy też dworca będzie instrukcja „rowery obsługiwane przez stojak przy dworcu„.

Pytałem się jakie rowery były testowane – „składak i jakiś góral”. No cóż.

Dworzec w Tarnowskich górach - użytkownik przypiął rower tak do stojaka, że można go łatwo wysunąć i ukraść

A teraz ciekawostka – około godziny 18 na dworcu znajdował się też jeszcze jeden rower. Nie mój. Ktoś przypiął ten rower do naszego aluminiowego, święcącego się stojaka. I… jakbym chciał to bym ten rower już byłby mój (czy jakiegokolwiek przechodnia). Dlaczego? Proszę spojrzeć na zdjęcie – rowerzysta przypiął ramę do stojaka. Tylko nie zauważył, że wystarczy ten rower ze stojaka wysunąć – zapinka niczego nie przypinała.

Swoją drogą osoba ta postawiła ten rower też „pomiędzy stojakami”. Prawdopodobnie dlatego, że ma widelec za szeroki (tak jak ja). To już 3 rower który się nie mieści. Jakieś niewymiarowe mamy te rowery 😉

Uwaga: Jak są jacyś wykopowcy to polecam poprzedni wpis do wykopania 🙂 Nie wiem jaki jest teraz wykop efekt, ale takie problemy to warto propagować w świecie – a nuż ktoś przed zamontowanie sprawdzi stojaki.

Tarnogórskie stojaki rowerowe – takie ładniusie, świecące

No to pierwszy wpis od dłuższego czasu – na pierwszy rzut stojaki rowerowe na budowanym dworcu autobusowym w Tarnowskich Górach. Coś z nimi nie tak? Przecież takie fajne, nierdzewne i ładniutnie – aż się świeca. No dużo nie tak.

Rower na dworcu

Ale od początku – jakieś kilka tygodni temu w 3 miejscach dworca (jeszcze nie oddanego do użytku zamontowano około stojaków rowerowych. Super! Ktoś pomyślał o rowerzystach. Myślę sobie, że wreszcie nie będę musiał przypinać roweru do znaków, drzew itp. No to pewnego dnia podjechałem pod stojak i myślę: „ej… ale jak się ten rower przypina”. Wstawiłem go i próbuję sięgnąć, by zapiąć chociaż koło (mimo, że przypinanie koła to złoooo…). Musiałem się na stojaku prawie położyć – „nieee… chyba nie powinno to polegać na leżeniu na stojaku (to w końcu stojak nie leżak). Następnie stanąłem z drugiej strony (czyli na trawniku) i wstawiam rower i… voilà. Rower da się przypiąć.

No to wysyłam mejla do MZKP (związek komunikacyjny, inwestor dworca), mejl do Deel-a (firma budująca dworzec), że chyba zaszła pomyłka i stojaki postawiono odwrotnie. MZKP schowało głowę w trawnik i nie odpisało. Za to Deel:

„Witam, osobiście tez się nad tym zastanawiałem.
Pomysłów miałem dużo , ale wszystkie kiepskie.
Mamy w firmie jednego cyklistę-amatora, poprosimy go o przeanalizowanie problemu.”


Rower na dworcu

No super. Czyli pomyślą – poczułem się jakoś lepiej. W między czasie dowiedziałem się, że stojaki wykonała firma: Inoplex na podstawie projektu nadesłanego przez firmę Deel.

Minęły dwa tygodnie – na dworcu nic się nie działo, nikt nie pisał. No dobra – to najpierw dzwonię do wykonawcy:

„No tak… projektanci zawsze udziwniają z tymi stojakimi, potem z tym największy problem, bo nie pasuje coś itp. Zastanawiamy sie co z tym zrobić, ale stojaki umieściliśmy zgodnie z projektem, więc tak muszą stać.”

No dobra – wiedzą, że coś jest nie tak… Dzwonimy do Pani koordynator budowy dworca w Tarnowskich Górach z ramienia MZKP.

„Pan chyba nie myśli sobie, że my teraz te stojaki będziemy obracać, przesuwać. Jest zrobione zgodnie z projektem i tak ma być. (…) Testowaliśmy te stojaki i da się przypiąć koło. Jeździłam po świecie i widziałam jak stojaki tam wyglądają. A wiem pan czym my się zajmujemy? Przewozem osób a nie budowaniem…”

Rower na dworcu

Nie wiem jak testowano te stojaki, ale by teraz przypiąć koło trzeba się albo położyć albo obejść stojak z drugiej strony – wygoda europejska. Generalnie Pani nie słuchała argumentów i się oburzała to, że mi się stojaki nie podobają. No cóż… A muszą? Powinny być po pierwsze wygodne. – Na zdjęcia pokazany jest sposób przypięcia roweru od „drugiej strony” – wtedy się da.

Dobra… Piszemy do projektanta, czyli do firmy Wasko Projekt z pytaniem co o tym myślą. Od pani projektant dostałem informację:

„prawdopodobnie stojak został niepoprawnie zamontowany.”

oraz linka do producenta tego stojaka – firmy Stilum (stojak Insisto). Stojak ten projektant umieścił w projekcie. Następnie firma Deel (po wygraniu przetargu) zamieniła projekt na swój i zleciła wykonanie firmie Inoplex. Co w związku z tym? A to, że stojakowi brakuje jednego elementu dzięki, któremu można by przypiąć rower! Ha! Co to za element? Zaznaczony jest na rysunku technicznym. Dzięki tej blaszce jesteśmy w stanie przypiąć rower z dowolnej strony stojaka – nawet ramę. Chociaż najwygodniej, by było gdyby te stojaki jednak odwrócono. Pomyłka jest przy projektowaniu stojaka – więc powinno się obciążyć projektanta.

Zobaczymy co dalej z tego wyjdzie. No i projektancie! Jak już projektujesz stojaki to projektuj takie, by nie było potem kłopotów z przypięciem rowerów. Najlepiej wyciągnij z piwnicy rower i spróbuj go przypiąć do tego stojaka.

Informacje dodatkowe:
Jakie stojaki sa prawidłowe – Zielone Mazowsze.

Żeby nie było – cytaty z rozmów są z pamięci – oddają napewno sens – nie były nagrywane, więc mogą się różnić.

Poszukiwania nagich Szwedek w Sztokholmie – przedłużony weekend w Szwecji

Nie wiem już o co chodziło z nagimi Szwedkami 😉 W każdym razie pojechaliśmy odwiedzić znajomych w Szwecji na początku października. Liniami Wizzair z lotniska w Katowicach. Dzień przed odlotem byliśmy na imprezie w Jazz Clubie w Tarnowskich Górach – heh… byłem pierwszy raz o chyba podstawówki na jakiejś imprezie w TG 😀 Niezły ze mnie mieszkaniec. Ale to nieważne.

W okolicy południa w sobotę ruszamy do Pyrzowic, Ja, Andzia i Monika – w Świerklańcu, w parku krótki spacer w oczekiwaniu na busa (taa… i tak biegliśmy na busa mimo, że było czasu, że hoho). Potem na lotnisku obserwujemy psa, który przeglądał się w drzwiach do kontroli bezpieczeństwa. I tak odciągnął uwagę strażników (tzn. śmiech nie schodził pasażerom i strażnikom z twarzy), że kontrola przebiegła tak jakby jej nie było. Strażnicy mało ambitnie próbowali go wyprowadzić z terminalu („No chodź piesku/pieseczku za mną, pójdziemy na zewnątrz, tam ci się spodoba”).

W samolocie jak zwykle sen. Na lotnisku Szkokholm Skavsta poszukujemy busa do Sztokholmu (drogo… automaty nie przyjmują banknotów, wiec bilety kupić trzeba w okienku na drugim końcu terminalu – tam przechodziliśmy chyba wcześniej). Kierowca nie sprzedaje). W Sztokholmie (a dokładnie w Danderyd, stacja metra Mörby centrum) mamy umówionego kolesia (przez CouchSurfing), który udostępni nam miejsce do spania. Po około godzinie/półtorej jesteśmy na Cityterminalen. Czyli głównym dworcu autobusowym, dworzec kolejowy zaraz obok (także stacje metra wszystkich linii również w okolicy).

Jest godzina – po 20. Najpóźniej o 22 mamy być na stacji metra na przedmieściach miasta. Mamy numer telefonu do kolesia, więc to marudzę: zróbmy nocny spacer. No to przeszliśmy przez część centrum (nie przeszliśmy przez żaden most jednak) i gdy już był czas na szukanie metra zaczęliśmy dzwonić i pisać esemesy. Nie dało rady aby go poinformować, że się lekko spóźnimy… 😀 No i wyszło na to, że czekał na nas na stacji metra około 30-40 minut… Dobrze, że chociaż czekał 🙂

Kim był nas dachodawca? Cichomówiącym Brazylijczykiem. Przygotowaliśmy w jego kuchni (wspólnej z innymi osobami) kolację z kabanosów, sera żółtego i jeszcze jakichś rzeczy przywiezionych z PL. Pokosztował, ale nie wyjadał kabanosów jak to czynili kiedyś znajomi z Holandii/Indonezji) 😀 Obiecał nam, że następnego dnia nas oprowadzi po mieście. I zapytał o której chcemy wstać… Gdy usłyszał, że o 8… „To wiecie co… ja wam dam znać później i dojadę do was”. W końcu nie dojechał 😀

No to ruszamy na stację metra. Metrem (czadową mają nazwę metra: Tunelbana – w Silesii jest podobnie „lukej synku, tu bana bez tunel jedzie”) przejeżdżamy m.in. wiaduktem nad jakąś wodą – nocą tego nie było widać. Wysiadamy na T-Centrallen i idziemy na w stronę ratusza. Po drodze mijamy w miarę interesujący, nowoczesny budynek złożony z metalowych prętów.

W okolicy ratusza jest oczywiście koń, którego trzeba ujeździć oraz nagi Szwed i Szwedka 😀 Pogoda się zrobiła fajna – słonecznie, lekkie chmurki na niebie, więc dobrze jest. Jako, że nie mieliśmy wybitnie dużo czasu (około 17-18 mieliśmy autobus) to zrezygnowaliśmy ze zwiedzania wnętrz/muzeów. Ceny też nas do tego bardziej przekonały 😉

Z ratusza przenosimy się mostem wzdłuż głównej drogi i linii kolejowej na wyspę Riddarholmen. Tam m. in. kościół Riddarholmen w Sztokholmie oraz posąg założycie miasta. Kościół zamknięty. Plac w remoncie (rury ciepłownicze). Dodam jeszcze, że większość rzeczy, które odwiedziliśmy można bez problemu obejść na pieszo. Można jednak skorzystać z metra, autobusów czy tramwajów. Ale nie ma takiej potrzeby w sumie. Najsensowniejsze by było wypożyczenie rowerów 🙂


Stamtąd już kawałek na wyspę i na początek Katedra. Wrażenia wielkiego nie robi – ale jest. W każdym razie jest nieźle schowana w uliczkach – zazwyczaj katedry się widzi jako wolno-stojące na jakimś placu (tak aby było widać jakie wielkie. Z racji braku miejsca na wyspie dookoła poustawiano kamienice (tak podejrzewam). Pobłąkaliśmy się po wysepce – a to kolejny kościół, a to pomnik świętego Jerzego walczącego ze smokiem, a to kwiatki w słoiku przed sklepem, a to ławka, („I myślisz może, że ci jakieś zdjęcie wyjdzie? Że na jakimś zdjęciu wyjdę jakoś sensownie? Niedoczekanie.”).

Chodząc w tych uliczkach usłyszeliśmy głos. Dźwięk. To orkiestra. Zdecydowanym krokiem ruszyliśmy w stronę świa…. znaczy głosu. Głos wydawała orkiestra, bynajmniej nie górnicza… Wojskowa. Szwedzka. Okazało się, że to zmiana warty. No to szybka zmiana obiektywu w biegu i latam pomiędzy orkiestrą a kompania reprezentacyjną. Im dalej idziemy tym coraz więcej ludzi.

Dopiero wtedy zajarzyłem – przecież doszliśmy pod Pałac Królewski. Zmiana warty trwała i trwała – pod koniec już było nudnawo (trochę żołnierze pobiegali w dziwny sposób). Jako, że jesteśmy w Szwecji – równouprawnienie – w kompanii reprezentacyjnej było też parę kobiet. Podobno też w innych miesiącach zmiana warty odbywa się także na koniach.

Sam Pałac Królewski… Hm… jeden z mniej ciekawych zewnętrznie, ważniejszych budynków w Sztokholmie – takie wrażenie klocka zrobił.

Ruszamy dalej – obok kościoła fińskiego (łoo… nie wiedziałem, że takie coś istnieje), wzdłuż nabrzeża. Poszukiwania kawy i jedzenia. Po posiłku dalszy spacer – tym razem na wyspę Skeppsholmen – tam stoi przycumowany żaglowiec, znajduje się muzeum sztuki nowoczesnej i jest przystań jachtowa. Znaleźliśmy pomost z widokiem, na którym się rozłożyliśmy. Widok na kolejna wyspę (tzn. z Muzeum żaglowca Vasa i Muzeum Narodowe). Na pomoście leżała para i razem kontemplowała widok na lunapark. Musieliśmy się źle zachowywać (tj. mostki, wybicia z biodra 😉 ), że po jakimś czasie zniknęli… :/ Pomost posłużył za stół obiadowy.

Zmęczenie nas dopadało, więc na pomoście trochę czasu nam zetrwało. No i ruszamy w stronę Cityterminalen. W parku chwytam ucho zająca/królika. Nie miał kapelusza i nie biegł do dziury. Więc Alicją nie został.

Autobusem ruszamy do Linköping. W czasie jazdy autobus nie był wyprzedzany przez jakąś wielką liczbę samochodów. Jeżeli na autostradzie jest ograniczenie prędkości to wszyscy tam tak jadą… Zero szaleńców.

Z dworca odbierają nas znajomi. I przewożą do jednej z dalszych dzielnic miasta. Tam w ich mieszkaniu gadamy, jemy, pijemy, opowiadają nam co jest w mieszkaniu z IKEI, a co z Polski. Dowiadujemy się różnych rzeczy – dlaczego np. w suficie nie ma kabelków do lamp „bo jaki Szwed by się interesował jakie kabelki ma podłączyć – wystarczy kabel z wtyczką – podłączy sobie do kontaktu, a lampę sobie zawiesi gdzie chce”. Proste? 😉

Rano następnego dnia Mariusz pedałował na uczelnię, Anna też na 2h, więc dostaliśmy czas wolny, który spędziliśmy na… placu zabaw. 😀 Bo place zabaw fajne są… Jak dzieci, co nie? Place zabaw były w skansenie – miały tam być muzea, ale jakoś wszystkie pozamykane na głucho. Już chyba po sezonie.

Później przeszliśmy do kolejnego skansenu (już z Anną) – tym razem nie wieś, a miejscowość szwedzka. Ciekawostka – w skansenie żyją sobie ludzie, jest prawdziwa poczta, prawdziwy fotograf. To wszystko w budynkach starych (często ze starym wyposażeniem).

Powrót na obiad i ruszamy już Mariuszem (który przedzierał się rowerem przez korki !rowerowe! o godzinie 15 z Uniwersytetu). Autobusem na stację do Linszopin (tak się nazwę miasta czyta), potem kolejny nad kanał Gota do miejscowości Berg. Znajduje się tam na krótkim odcinku kilka śluz. Nie trafiliśmy na śluzowanie (po sezonie). Ale ilość śluz na tak krótkim odcinku robi wrażenie.

Później chwila w oczekiwaniu na autobus spędzona na cmentarzu pod klasztorem/kościołem Vreta Abbey. No i powrót – w centrum miejscowości krótki spacerek wieczorny (wstąpienie do biblioteki – niezłe fotele tam mają – można się nieźle wyłożyć i czytać).

Wieczorem z Mariuszem miałem, krótkie wieczorne oprowadzanie po uczelni – fajnie tam mają 🙂 Dojechaliśmy tam na rowerach – po 20-21 rowerów jeszcze była tam masa. A także wiele osób w samych budynkach uczelni. A przy ścianach uczelni… możliwość napompowania kół roweru 😀 Ilość rowerów stojących na uczelni jest wieeeelka. Wzdłuż całej alei łączącej wydziały stoi ich kilka(naście) tysięcy. A to październik – dla części osób już za zimno.

Kolejny dzień – już ostatni. Katedra w Linkoping (zachwyca), ratusz (tak sobie), Zamek (nic a nic 😉 ). Potem kolejny plac zabaw z rurą przenoszącą głos kilkanaście metrów dalej. I osiołek też był. Potem zjeść po batonie nad rzeką/kanałem i do busa. W busie na lotnisko spotkaliśmy Polkę, która leciała do Polski, aby… pochodzić po Tatrach. 😀 W oczekiwaniu na Wizza wydajemy ostatnie korony… zostało ich 15. Za 12 można było kupić jakiś pojemnik z lukrecją (obrzydlistwo) lub jakieś nieznane cukierki. Tak… to był strzał w dziesiątkę. Kolejne obrzydlistwo – nikt nie chce tego, więc dostają to osoby, które nie wiedzą jak to smakuje. Nie znalazł się nikt kto by dwa cukierki zjadł. No i tyle 🙂

Galeria zdjęć z tego wypadu do Szwecji znajdziecie w albumie na PicasaWeb.