Szaleńczo szeroka droga rowerowa w Dąbrowie Chełmińskiej (Ostromecko-Wałdowo Królewskie Dolne)

W okolicy Bydgoszcz, na drodze pomiędzy Ostromeckiem a Wałdowem Królewskim Dolnym zaobserwować można ciekawą trasę rowerową. Jest to droga oznaczona znakami drogi dla rowerów – nie będziecie w stanie stwierdzić, gdzie się miejsca na jazde na rowerze znajduję. Dlaczego?

Rzut oka:

View post on imgur.com

View post on imgur.com

Ktoś jest w stanie zrozumieć o co biega? Droga rowerowa zgodnie z zamiarem Gminy Dąbrowa Chełmińska miała przebiegać po tym poboczu z jednej strony drogi. Tak… Tym zarośniętym 😉 Jako rowerzyści skorzystalibyście z tego pobocza? Ja bym w sumie nie wpadł na to, że jest to droga rowerowa – prędzej bym sie dziwił: „…ale szeroka ścieżka rowerowa…”. A te znaki przejazdów dla rowerzystów przez drogi leśne… Cud, miód i orzeszki 🙂 Piękne, co nie?:)


Wyświetl większą mapę

Polecam przejazd droga rowerową na Google Street View. Jest szaleńczo ciekawa 🙂

Bonus: na tej drodze można też znaleźć takie miejsca:

Uwaga techniczna: nie jechałem jeszcze tą drogą – ale mam taki zamiar. Z informacji uzyskanych na skyscrapercity.com to takie znaki tam nadal istnieją. Może się zdarzyć, że to poprawiono – ale szczerze: wątpię…

Bielawy vs Bartodzieje – dlaczego bydgoski przystanek kolejowy ma złą nazwę…

W Bydgoszczy stacji i przystanków kolejowych jest kilka. Najważniejszym dworcem jest Bydgoszcz Główna. Kolejne dwa ważne to: Leśna i Wschód. Wszystkie w ostatnim roku wyremontowane. Istnieje też m.in. przystanek Bielawy – niedawno w ramach projektu BiT City został on również wyremontowany (znaczy na razie perony, bez otoczenia). Wszystko jest z nim dobrze tylko, że nie jest położony na Bielawach, a na Bartodziejach. A na to wskazuje nazwa.


Wyświetl większą mapę

Bielawy i Bartodzieje to dwie sąsiadujące dzielnice/osiedla Bydgoszczy. W dawnych czasach obszar Bielaw sięgał w pobliże obecnego przystanku kolejowego (możliwe, że nawet znajdował się on w trochę innym miejscu). Po dużej rozbudowie osiedla Bartodzieje w czasach PRL stacja znalazła się na jego skraju (i jest obecnie traktowana jak przystanek Bielawy na Bartodziejach).

Sprawę komplikuje jeszcze istniejacą (obecnie w przebudowie) pętla tramwajowa Bielawy. Znajduje się ona na Bielawach – około kilometra od przystanku kolejowego. Za to od połowy stycznia wraz ze zmianami w komunikacji miejskiej przystanek autobusowy przy stacji kolejowej nazwano Dworzec Bielawy. Czyli mamy teraz pętlę Bielawy oraz Dworzec Bielawy oddalone od siebie o około 1,5 km (zobacz mapę). W sam raz dla turystów na przesiadkę 😉

Przesłałem od UM Bydgoszcz wniosek o rozpatrzenie zmiany nazwy – wysłałem ją we wrześniu – trwały wtedy jeszcze prace budowlane na stacji. Niestety odpowiedź dostałem w grudniu – tuż po zamontowaniu tablic z nazwą „Bydgoszcz Bielawy”. Odpowiedź była negatywna – tj. powoduje to koszty…

Pismo z UM Bydgoszcz

W kolejnej odpowiedzi był już inny argument przeciw – wg regulaminu PKP PLK S.A. nazwy przystanków powinny mieć maksymalnie 17 znaków (ze spacjami). Czyli nie można, bo za długa nazwa. A w jaki sposób nazwano w Warszawie przystanki „Warszawa Ursus Niedźwiadek” czy też „Warszawa Aleje Jerozolimskie”? Te nazwy nie są już za długie?

Na razie zmiany pewnie nie będzie. Ale może się uda w przyszłości.

Bilety rodzinne w Bydgoszczy na komunikację miejską

W Bydgoszczy istnieje bilet rodzinny na komunikację publiczną (autobusy i tramwaje). Bilet ten kosztuje 13,5zł i upoważnia do przejazdu w ciągu jednego dnia „obojga lub jednego rodzica z co najmniej jednym dzieckiem w wieku od 4 do 16 lat.”

Wszystko fajnie… Jest jednak kilka niedogodności.

Bilet rodzinny jest jednodniowy – dlaczego nie 24h? Osobt, które skasują bilet w godzinach popołudniowych mają tylko pół dnia na wykorzystanie go. W Bydgoszczy istnieje już bilet 24h dla jednego pasażero.

Bilet jest obowiązuje dla rodzica. Szkoda, że z takiego biletu nie mogą skorzystać osoby opiekujące się dziećmi – czy to dziadkowie, wujkowie, dorosłe rodzeństwo… Dlaczego miasto uznaje, że z dziećmi chcą podróżować tylko rodzice. Teraz nie skorzystają pewnie z komunikacji, bo będzie to dla nich za drogie (i mniej wygodne niż samochód). Na szczęście miasto zezwala na przejazd dziecka pod opieką rownież opiekuna (tylko czemu nie ma tego w regulaminie?).

Zapytałem miasto o to jak sprawdzają czy ktoś jest rodzicem (lub opiekunem):

„W celu uproszczenia procedury korzystania z biletu, jak te uwzględniając intencję jego wprowadzenia, nie nałożono obowiązku dokumentowania w trakcie podróży statusu rodzica czy opiekuna dziecka.

Istnieje jednak zawsze możliwość weryfikacji w trybie przepisów reklamacyjnych uprawnień, w razie zakwestionowania przez kontrolera prawa do korzystania z biletu rodzinnego.”

Czyli nie sprawdzają – ewentualnie kontroler jak będzie miał zły dzień to mandat może dać (a my się potem odwołać). Bez sensu wprowadzać jakieś ograniczenie, którego nie da się wyezekwować.

Bilet obowiązuje dla dzieci od 4 lat. A co jak ktoś ma niemowlę? Wtedy niemowlę jedzie gratis, ale rodzice już muszą skorzystać z biletu normalnego (np. 24h za 12zł – przy dwójce rodziców już 24zł). W sumie można udawać, że „panie kontrolerze… nasz niemowlak ma 4 lata, a nie rok” i jechać na rodzinnym – patrz brak możliwości sprawdzenia przez kontrolera danych dzieci. Miasto powinno usunąć dolny limit wieku (bo po co on?).

Co należałoby zmienić?

  • Bilet powinien być 24h (lub nawet dodatkowo weekendowy)
  • Bilet powinien obowiązywać dla dzieci i rodziców lub/i opiekunów. Tutaj by trzeba było wprowadzić maksymalną ilość osób. Np. maks. 5 osób – w tym maks. 2 osoby dorosłe (wtedy np. rodziny z 4 dzieci pojadą – z jednym opiekunem/rodzicem).
  • Bilet nie powinien mieć dolnego ograniczenia wieku.

Miasto jedynie zgodziło się na razie z wydłużeniem czasu obowiazywania biletu (ciekawe kiedy tą zmianę wprowadzą).

A ile z tego biletu korzysta osób obecnie? Zgodnie z danymi z UM Bydgoszcz ilość sprzedanych biletów w całym 2015 roku wyniosła – 2095 szt. (przypominam – Bydgoszcz ma jakieś 360 tys. mieszkańców). Dużo czy mało? Może warto ten bilet bardziej uatrakcyjnić dla mieszkańców i turystów?

Co można zyskać? Mniejsze korki np. w wakacje do Myślęcinka, więcej rodzin z dziećmi w centrum miasta, więcej osób korzystających z atrakcji kulturalnych miasta itp.

Jak to skradziono mój rower, a ja nic o tym nie wiedziałem

Wieczorna wycieczka z żoną na rowerach po centrum Bydgoszczy. Cel 1: niedawno odsłonięta fontanna Potop oraz cel 2: pokaz grającej fontanny koło Filharmonii. Cel 1 osiągnięty – fontanna tryska ładnie. Następnie ruszyliśmy w kierunku drugiej. Z naprzeciwka idzie para policjantów. Niestety kontrola – pierwsza myśl „no pewnie za to, że jedziemy po chodniku”. Ale nie tym razem. Uwaga: po chodniku jechaliśmy tylko kawałek by drogi dojechać od fontanny.

„Witamy, rutynowa kontrola legalności posiadanych rowerów.”

Przekazujemy dowody osobiste, podnoszę rowery by mogli spisać nr ramy rowerów. W międzyczasie pojawia się moja szefowa z pracy:

– „Witam Panie Adamie, coś się stało? Może w czymś pomóc?”
– „Wszystko w porządku, sprawdzają czy mamy nie kradzione rowery”

Zamieniliśmy jeszcze zdań z nią. W tym czasie policjanci się komunikują z centralą. „Rower się nazywa Unibike Wiper… W I P E R… Nie… nie ma żadnego innego oznaczenia modelu… „. Szefowa poszła do swojej rodziny oglądającej fontannę, a do nas dochodzi para znajomych. Odbierali zdjęcia z wydruku – ładnie wyszły (moje 😉 ). Dyskutujemy sobie o proteście pod bydgoskim teatrem, o fontannie, pracy itp. Policjanci cały czas komunikują się z centralą. W końcu:

– „Z Pani rowerem wszystko w porządku. Pana rower jest niestety wpisany do bazy rowerów poszukiwanych.”
– „Co?!”
– „Musimy przejechać na komendę celem spisania protokołu. Niestety Pana rower będzie musiał zostać zatrzymamy. Kiedy rower został kupiony? Czy jest paragon, karta gwarancyjna?”
– „Niedobrze… Kupiony chyba w 2009, w sklepie na Śląsku”
– „A to był sklep czy jakiś komis?”
– „Dobry sklep rowerowy, istnieje do dziś, mają swoją stronę internetową.”
– „A karta gwarancyjna, paragon?”
– „Być może jest w domu w Bydgoszczy, może jest na Śląsku, bo się przeprowadzałem… Nie mam przy sobie…”
– „No cóż… to musimy wezwać patrol samochodowy i pojedzie Pan z nami na komendę celem wyjaśnień…”

Żona ruszyła do domu szukać paragonu i karty gwarancyjnej, ja chwilę czekałem z policjantami i znajomymi… I na oczach okolicznych ludzi wsiadałem z rowerem do policyjnego wozu (podobno strasznie to wyglądało 😉 ). I tym samochodem ruszyliśmy w kierunku komendy. Policjant kierujący zagadywał czy podoba mi się w Bydgoszczy jak już tu trochę mieszkam. Ciekawy moment sobie wybrał 😉

Miałem włączony Sport Tracker, więc wiem, że w mieście jechaliśmy sobie około 68 km/h (na dwupasmowej) i do tego przejechaliśmy na późnym pomarańczowym/wczesnym czerwony… No cóż… Na komendzie rower zostawiłem przed budynkiem (na dziedzińcu) – zapomniałem go przypiąć, ale w sumie to nie wiem czy by mnie nie oskarżono o utrudnianie konfiskaty 😉

Siedzę sobie w jakimś pokoju zwierzeń i słucham jak inni policjanci spisują protokół dotyczący „Platformiska” – jakieś problemy z wjazdem samochodami mieli członkowie PO – chyba chodziło o Park w Myślęcinku.

Przyszła kolej na mnie: zaczyna się spisywanie protokołu konfiskaty „narzędzie pochodzącego z przestępstwa lub służącego do popełnienia przestępstwa”. Musiałem podać dokładne informacje gdzie i kiedy ten rower kupiłem (najlepiej jeszcze adres sklepu…). To było kilka lat temu… Okazało się, że rower został oznaczony jako poszukiwany w Mielcu (woj. Podparpackie) w 2009. Podano w zgłoszeniu nr ramy oraz tylko nazwę modelu (bez marki). I żadnych innych informacji nie było (przynajmniej mi nie podano). Już miałem ustalone wezwanie na przesłuchanie na 1 lipca (za 3 dni).

Gdy protokół był już spisany dzwoni żona:

„Mam… Znalazłam kartę i paragon! Kupiłeś go w 2007 roku.”.

Policjant na to:

– „Mam nadzieję, że nie będziemy czekać 2 godziny.”
– „Żona szybko jeździ :P”

No i po paru minutach podjechała. Ja nie mogłem wyjść odebrać dokumentów – „lepiej niech Pan nie wychodzi”… Ładny ze mnie przestępca :/

Wszystko się zgadza – rower kupiony został przeze mnie w 2007 roku (pomyliłem się o dwa lata), sklep rowerowy, Kalety, woj. Śląskie. Czyli dwa lata przed zgłoszeniem jego kradzieży. Sam sobie przecież nie zgłosiłem kradzieży. Czyli jakiś error mają w systemie. Na szczęście policjanci podziękowali za dokumenty, przeprosili za kłopot. I mogłem jechać do domu. Hurra!

Para policjantów trafiła pechowo – wybrali sobie mało podejrzane osoby do rutynowej kontroli. „Sprawdzimy i się rozejdziemy.” A tu klops – jeden nr się nie zgadzał. :/ Wszystko robili pierwszy raz – pierwszy podejrzany rower, wzywali posiłki, spisywali protokół, co chwilę przez krótkofalówkę prosili o podpowiedzi. Trwało to wszystko dzięki temu dłużej niż powinno :/

Mój przypadek przysłużył się do celów szkoleniowych policji (mogłem jeszcze się opierać czy uciekać, to bym więcej rzeczy do przeszkolenia sprawdził 😉 ). Straciłem około godziny czasu i trochę stresu. W ramach plusów miałem przejażdżkę radiowozem. Szkoda, że nie na sygnale 😉

Uwagi na przyszłość:

  • Nie wyrzucać karty gwarancyjnej, paragonu. Na karcie gwarancyjnej wpisać nr ramy.
  • Płacić za rower kartą – jak się zgubi paragon to może wyciąg z konta może służyć jako potwierdzenie zakupu (taka informacja słowna policjantów – nie wiem czy prawdziwa).
  • Zarejestrować rower na policji – tj. oznaczyć go. Informacje o znakowaniu w Bydgoszczy.
  • Co z rowerami składanymi – nie mam pojęcia – w każdym razie nie usuwać nr ramy – bo to „jeszcze gorzej”.

Ja chyba sobie zrobię ksero paragonu i karty gwarancyjnej – będę przy rowerze woził, by nie mieć zepsutego wyjazdu (co by było gdyby mi ten rower sprawdzili np. w Gdyni…). Trochę straszne, że gdybym nie miał potwierdzenia zakupu (bo kupiłem 7 lat temu, w innym mieście) to rower już mógłby nie być mój.

Dalsze marudzenie na dworzec – stojaki, trawniki i dach

Na stojaki na dworcu autobusowym w Tarnowskich Górach narzekałem mocno. Udało się je częściowo poprawić firmie Deel. Poniżej sposób w jaki to wykonano. Naciągnięto przy okazji rury w taki sposób, że mieści się też szerszy widelec (więc nie muszę nowego roweru kupować ;). Przynajmniej tyle.

Image Hosted by ImageShack.us

Niestety w trakcie ich użytkowania zauważyłem kolejny problem – mimo, że miejsc teoretycznie jest chyba z 50 to realnie jest ich coś koło 25-30. Dlaczego?

Image Hosted by ImageShack.us

Pojedyncze stojaki są poustawiane za blisko siebie – może się zdarzyć tak (i mi się zdarzyło), że nie da się roweru wyciągnąć ze stojaka, bo obok stał inny rower, który blokował kierownicą wyjazd mojego. Co się nagimnastykowałem przy wyciąganiu to moje. Ale w przyszłości jak jakiś inżynier czy urzędnik będzie stawiał to niech bierze przykład z Lidla (niestety na razie tego na Stroszku – w Lasowicach niestety jest źle). Wprowadzono na Stroszku prawidłowe, ładne stojaki. Podobnie przed rzeszowskim Tesco – też ładne i dobre. Takie przykłady zdjęciowe 😉

Kolejne sprawy dotyczące dworca – wszystko pięknie – nie korzystałem z poczekalni, więc się o niej nie wypowiem. Ale o dachu – ostatnio było dużo dni z opadami i niestety dach nie spełnia swoich funkcji – wieje wiatr i deszcz leci po wszystkich pasażerach czekających na peronie. Więc mimo dachu i tak się stoi pod parasolem. Więc po co dach 😉

Co jeszcze – zdarza się, że dwa autobusy odjeżdżają z tego samego peronu o tej samej godzinie (lub podobnej). Przykład: 80 i 112 do Gliwic o 6:30. Obserwowałem jak pasażerowie autobusu drugiego byli straszeni przez kierowcę autobusu wjeżdżającego na peron obok (specjalnie jechał tak by ludzi straszyć – „bo co mi tu będą chodzić po płycie dworca”). A co mieli zrobić jak 112 czy 80 stanęła na płycie i czeka z otwartymi dzwiami?

Czyja wina? Chyba MZKP – odjazdy powinny się odbywać w jakichś sensownych odstępach – Odstęp pół godziny a potem 2 autobusy jeden za drugim to zły odstęp. Ale cóż… Lepiej niech jedzie linia 78 z Lasowic Osiedle na dworzec gdy o tej samej godzinie jedzie już tam linia 179 (5:28 z Lasowic). Albo Dworzec – Świerklaniec – godzina 22:58 – linia 192, godzina 23:00 linia 5. Kolejny kurs o 4 rano. Co z tego, że po 23 na dworzec przyjeżdża kilka (chyba z pięć) autobusów z kilku miast (Zabrze, Bytom, Katowice, Krupski Młyn i chyba jeszcze coś). Nie można się przesiąść np. na Świerklaniec czy też Miasteczko Śląskie.

Teraz zieleń – trawniki w okolicy dworca – ktoś się nimi zajmuję/zajmie? Bo obecnie to są chwastniki. W kilku miejscach nawet chwasty nie chcą za bardzo rosnąć. Poniżej zdjęcia.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Rozumiem, że chwasty się mogą pojawić. Ale ktoś by go musiał wyrwać, co nie? Już trochę od otwarcia minęło… Zdjęcia sprzed paru dni, więc w sumie może coś poprawiono – sprawdzę dziś po południu 😉

Intercity nie weźmie twojego roweru – „Przykro mi bardzo, łącze pozdrowienia”

Załóżmy, że chcesz pojechać pociągiem TLK do Bydgoszczy z Katowic (lub odwrotnie). I chcesz przewieźć rower. Akurat na majówkę (bo ciepło, bo można pojeździć to tu, to tam…).

Z Bydgoszczy do Katowic kursują bezpośrednio trzy pociągi TLK: Rawa, Doker i Pogoria w żadnym z nich nie ma wagonu 2 klasy przystosowanego do przewozu rowerów. Przykro mi bardzo.

Łącze pozdrowienia, Adam Więckowski

Obsługę infolinii PKP Intercity S.A.
zapewnia TK Telekom Sp. z o.o.

Super, co nie? Jeszcze niedawno można było rower przewieźć w ostatnim wagonie (w przejściu). Teraz jest zakaz – jak ten zakaz wygląda w rzeczywistości to nie wiem – ale są miejscówki, więc system informatyczny może nie pozwolić na przewóz rowerów. A najśmieszniejsze jest to, że w pociągu Doker znajdował się przedział rowerowy – ale biletu na niego nie kupisz 😉

W czerwcu będą zmiany w zasadach przewozu rowerów, będzie można przewieźć rower (max 4 sztuki) w ostatnim przedsionku ostatniego wagonu w składzie pociągu, w każdym pociągu „PKP Intercity”, który w składzie nie ma wagonu rowerowego.

Teraz przewóz roweru wyłącznie w wagonie 2 klasy przystosowanym do przewozu rowerów.

Zgadza się pociąg TLK „Doker” ma w składzie wagon rowerowy tj.
wagon 2 kl nr 18, ale bez usługi na przewóz roweru.

Informacje, które panu podałem są ze służbowego dodatku 2B
dot. zestawień pociągów Spółki „PKP Intercity”.

Zmiany zostały wprowadzone parę miesięcy temu. Od czerwca kolejne zmiany. To takie utrudnianie życia przez PKP Intercity.

Informacja ważna przy planowaniu wycieczek po Polsce… A majówka tuż tuż. Pytania można zadawać na adres: infokraj (a) intercity.pl

„Chyba musi pan rower zmienić” – ponownie dworcowe stojaki MZKP i firmy Deel

Dalszy ciąg sprawy stojaków na tarnogórskim dworcu. Dodzwoniłem się ponownie do Pana z firmy Deel z Bielska Białej. Trochę mnie zasmucił kilkoma sprawami.

Twierdzi, że stojaki są źle zamontowane, ale ich nie obrócą, bo nie ma kto za to zapłacić.
Stojaki są podobno zamontowane wg projektu (czyli, że błędny projekt). Ale projektanci twierdzą, że projekt dobry tylko wykonawca zawalił. No i komu wierzyć? He? Generalnie to inwestor (czyli MZKP) powinien wymusić na wykonawcy prawidłowe ustawienie stojaków – a wykonawca niech dochodzi z projektantem kto zawinił.

Rower mieści się pomiędzy stojakami - brakuje tylko blaszki by można było go bezpiecznie przypiąć. Ale blaszka powinna być odpowiednim miejscu.

Trzecie zasmucającego słowa przedstawiciela firmy Deel: „dla mnie najważniejszy jest projekt – więc nawet jeżeli mam wątpliwości to i tak robię wg projektu”. Szczerze? Bardzo mi się to nie podoba. Bo wtedy powiela się błędy projektowe. Działanie wtedy powinno polegać na znalezieniu rozwiązania przed montażem (tak by było dobrze – niekoniecznie wg projektu).

Ktoś mi podrzucił filmik z youtuba – naprawdę to tak wygląda jak w Alternatywach 4. 😀

Proponowany sposób (błędny) poprawy stojaków

Kolejną informacją, którą mnie Pan zasmucił informacją był sposób w jaki zamierzają stojaki poprawić. Jest plan przyspawania blaszek pomiędzy rurami. Tylko nie tak jak powinno być to zrobione – blaszkę planują umieścić niestety pomiędzy stojakami. Czyli tak jak na rysunku.


Dworzec w Tarnowskich górach - złe stojaki

To nie do końca będzie dobre – widelec mojego roweru (stary góral) nie mieści się w stojaku. Miałem plan, że będę stawiał rower „pomiędzy stojakami” (pierwsze zdjęcie ze wpisu). W rozmowie z osobą z firmy Deel zasugerowałem, że mi się rower nie zmieści przy takim umieszczeniu blaszki jak planuje wykonawca – dostałem cudowną odpowiedź:

„No to chyba musi Pan rower zmienić”

Dworzec w Tarnowskich Górach - złe stojaki

No to poszedłem za radą Pana (a nuż ma rację, w końcu stojaki „zgodnie z projektem” zamontował) i zmieniłem rower. Tym razem na Unibike Viper – rower crossowy, z amortyzatorami – ma z 3 lata, więc nie jest to całkiem nówka, ale powinien pasować. Podjechałem i… Nic. Nadal się nie mieści. Widocznie muszę poprosić o radę jaki rower kupić. Mam nadzieję, że na stronie MZKP czy też dworca będzie instrukcja „rowery obsługiwane przez stojak przy dworcu„.

Pytałem się jakie rowery były testowane – „składak i jakiś góral”. No cóż.

Dworzec w Tarnowskich górach - użytkownik przypiął rower tak do stojaka, że można go łatwo wysunąć i ukraść

A teraz ciekawostka – około godziny 18 na dworcu znajdował się też jeszcze jeden rower. Nie mój. Ktoś przypiął ten rower do naszego aluminiowego, święcącego się stojaka. I… jakbym chciał to bym ten rower już byłby mój (czy jakiegokolwiek przechodnia). Dlaczego? Proszę spojrzeć na zdjęcie – rowerzysta przypiął ramę do stojaka. Tylko nie zauważył, że wystarczy ten rower ze stojaka wysunąć – zapinka niczego nie przypinała.

Swoją drogą osoba ta postawiła ten rower też „pomiędzy stojakami”. Prawdopodobnie dlatego, że ma widelec za szeroki (tak jak ja). To już 3 rower który się nie mieści. Jakieś niewymiarowe mamy te rowery 😉

Uwaga: Jak są jacyś wykopowcy to polecam poprzedni wpis do wykopania 🙂 Nie wiem jaki jest teraz wykop efekt, ale takie problemy to warto propagować w świecie – a nuż ktoś przed zamontowanie sprawdzi stojaki.

Tarnogórskie stojaki rowerowe – takie ładniusie, świecące

No to pierwszy wpis od dłuższego czasu – na pierwszy rzut stojaki rowerowe na budowanym dworcu autobusowym w Tarnowskich Górach. Coś z nimi nie tak? Przecież takie fajne, nierdzewne i ładniutnie – aż się świeca. No dużo nie tak.

Rower na dworcu

Ale od początku – jakieś kilka tygodni temu w 3 miejscach dworca (jeszcze nie oddanego do użytku zamontowano około stojaków rowerowych. Super! Ktoś pomyślał o rowerzystach. Myślę sobie, że wreszcie nie będę musiał przypinać roweru do znaków, drzew itp. No to pewnego dnia podjechałem pod stojak i myślę: „ej… ale jak się ten rower przypina”. Wstawiłem go i próbuję sięgnąć, by zapiąć chociaż koło (mimo, że przypinanie koła to złoooo…). Musiałem się na stojaku prawie położyć – „nieee… chyba nie powinno to polegać na leżeniu na stojaku (to w końcu stojak nie leżak). Następnie stanąłem z drugiej strony (czyli na trawniku) i wstawiam rower i… voilà. Rower da się przypiąć.

No to wysyłam mejla do MZKP (związek komunikacyjny, inwestor dworca), mejl do Deel-a (firma budująca dworzec), że chyba zaszła pomyłka i stojaki postawiono odwrotnie. MZKP schowało głowę w trawnik i nie odpisało. Za to Deel:

„Witam, osobiście tez się nad tym zastanawiałem.
Pomysłów miałem dużo , ale wszystkie kiepskie.
Mamy w firmie jednego cyklistę-amatora, poprosimy go o przeanalizowanie problemu.”


Rower na dworcu

No super. Czyli pomyślą – poczułem się jakoś lepiej. W między czasie dowiedziałem się, że stojaki wykonała firma: Inoplex na podstawie projektu nadesłanego przez firmę Deel.

Minęły dwa tygodnie – na dworcu nic się nie działo, nikt nie pisał. No dobra – to najpierw dzwonię do wykonawcy:

„No tak… projektanci zawsze udziwniają z tymi stojakimi, potem z tym największy problem, bo nie pasuje coś itp. Zastanawiamy sie co z tym zrobić, ale stojaki umieściliśmy zgodnie z projektem, więc tak muszą stać.”

No dobra – wiedzą, że coś jest nie tak… Dzwonimy do Pani koordynator budowy dworca w Tarnowskich Górach z ramienia MZKP.

„Pan chyba nie myśli sobie, że my teraz te stojaki będziemy obracać, przesuwać. Jest zrobione zgodnie z projektem i tak ma być. (…) Testowaliśmy te stojaki i da się przypiąć koło. Jeździłam po świecie i widziałam jak stojaki tam wyglądają. A wiem pan czym my się zajmujemy? Przewozem osób a nie budowaniem…”

Rower na dworcu

Nie wiem jak testowano te stojaki, ale by teraz przypiąć koło trzeba się albo położyć albo obejść stojak z drugiej strony – wygoda europejska. Generalnie Pani nie słuchała argumentów i się oburzała to, że mi się stojaki nie podobają. No cóż… A muszą? Powinny być po pierwsze wygodne. – Na zdjęcia pokazany jest sposób przypięcia roweru od „drugiej strony” – wtedy się da.

Dobra… Piszemy do projektanta, czyli do firmy Wasko Projekt z pytaniem co o tym myślą. Od pani projektant dostałem informację:

„prawdopodobnie stojak został niepoprawnie zamontowany.”

oraz linka do producenta tego stojaka – firmy Stilum (stojak Insisto). Stojak ten projektant umieścił w projekcie. Następnie firma Deel (po wygraniu przetargu) zamieniła projekt na swój i zleciła wykonanie firmie Inoplex. Co w związku z tym? A to, że stojakowi brakuje jednego elementu dzięki, któremu można by przypiąć rower! Ha! Co to za element? Zaznaczony jest na rysunku technicznym. Dzięki tej blaszce jesteśmy w stanie przypiąć rower z dowolnej strony stojaka – nawet ramę. Chociaż najwygodniej, by było gdyby te stojaki jednak odwrócono. Pomyłka jest przy projektowaniu stojaka – więc powinno się obciążyć projektanta.

Zobaczymy co dalej z tego wyjdzie. No i projektancie! Jak już projektujesz stojaki to projektuj takie, by nie było potem kłopotów z przypięciem rowerów. Najlepiej wyciągnij z piwnicy rower i spróbuj go przypiąć do tego stojaka.

Informacje dodatkowe:
Jakie stojaki sa prawidłowe – Zielone Mazowsze.

Żeby nie było – cytaty z rozmów są z pamięci – oddają napewno sens – nie były nagrywane, więc mogą się różnić.

TLK z miejscówkami, rowerami i burd…. bałaganem ;)

Podróżując pociągami po Polsce można trafić na ciekawe momenty 🙂 Ostatni taki widziałem w pociągu TLK Norwid rel. Kraków-Gdynia 10 czerwca 2012 r. Pociąg ten dawniej był Expressem (albo IC?), ale z powodu remontu torów (pomiędzy Warszawą a Gdańskiem) zmieniono go na TLK (czyli mniej płaci się za bilet). W zamian wprowadzono w takich kilku „zdegradowanych” pociągach miejscówki (kosztujące 5 zł, więc nie ma tragedii). Wszystko fajnie jeżeli uda się na taki bilet kupić bilet – już dwa razy mi się nie udało (brak miejsc w pociągu).

Ale w takim wypadku nie należy się martwić – prosimy w kasie o „potwierdzenie braku miejscówek” i wsiadamy do pociągu. I tam prosimy konduktora o miejscówkę bez wskazania miejsca. (posiadając informację od kasjerki, że miejscówek nie było płacimy tylko 5 zł – bez takiej informacji dodatkowo 10 zl za wystawienie w pociągu). I albo siadamy, albo i nie.

Problem zaczyna się, gdy do takiego pociągu TLK wsiada za dużo ludzi bez miejscówek. A wsiadają bo np. do Warszawy można nim dojechać np. 2h szybciej niż jadącym 15 minut wcześniej zwykłym TLK. Wtedy pociąg jest bardzo wypakowany. Ale nie… Intercity (czyli operator TLK) nie dostawi chociaż jednego wagonu. No bo po co… (albo nie ma takich przystosowanych do 160 km/h więcej).

Większy problem pojawił się gdy do pociągu chcą wsiąść rowerzyści – i tak było w niedzielę. Do wagonu bezprzedziałowego chciało wsiąść około 10 osób z rowerami (i sakwami). Bilety mieli kupione ponad tydzień temu wraz z biletami na rowery. A co PKP Intercity? A nic. Wagon bezprzedziałowy nie miał miejsca dla rowerów (poza tym przedsionki były zajęte przez ludzi bez miejscówek.

Rowerzyści trochę dyskutowali z konduktorem a potem udało im się wpakować do tego wagonu (konduktor przegonił trochę pasażerów z przedsionków). Zmieścili się tylko dzięki temu, że rowery poukładali jeden na drugim. Tak jak na zdjęciu. W każdym razie pojechali.

Inna sprawa: pociąg Warszawa-Gdynia 1 maja. Kasjerka każdemu kupującemu w Bydgoszczy mówi:

Tak, to jest TLK, ale taki inny, z miejscówkami. Na ten pociąg już od tygodnia nie było miejscówek. Kolejny jest za ok. godzinę. Już zwykły. Sprzedać Panu/Pani na ten drugi bilet?

Pokornie kupiłem bilet na ten następny, ale poszedłem jednak na peron na ten z rezerwacjami. Nie byłem jedyny – kilkanaście innych osób również miało podobny plan. No i pytamy konduktora:

Możemy jechać, nawet na stojąco?
– No jasne – jeden wagon jest prawie cały pusty.
No ale kasjerka mówiła, że nie ma wolnych miejsc.
– No bo tego wagonu nie uwzględniono w systemie.
No to fajnie. A miejscówki pan sprzeda?
– No tak. Tylko 5 zl miejscówka + 10 zl za wypisanie.
Ale kasjerka nie chciala nam sprzedać…
– No ale powinni Państwo poprosić o potwierdzenie braku miejsc.
Ale nie wiedzieliśmy…

W każdym razie wsiedliśmy – cześć czekała przy konduktorze a cześć (w tym ja) poszła szukać pustego wagonu. Był jeden prawie cały pusty. W innych ludzie stali na korytarzu (bez sensu…) Usiedliśmy. 15 minut przed Gdańskiem przyszedł konduktor bilety sprawdzać… i na pytanie o miejscówki machnął ręką.

Panie… w tym pociągu jest taki burdel, że niech pan schowa te pieniądze… Może jakoś się uda…

Udało się.

Miasto ogrodów – szklarnia w autobusie

W ostatni weekend odbył się Off Festival w Katowicach. Miejsce było miłe, bo to Park Doliny Trzech Stawów. Ale wpis nie będzie o muzyce – będzie i komunikacji. A co!

Festiwalowicze aby się tam dostać mieli do wyboru głównie 2 linie autobusowe KZK GOP: 900 (z Placu Wolności) oraz 910 z Rynku. Linia 900 dowoziła ludzi na przystanek pod głównym wejście na teren festiwalu (dobrze), ale jeździła co 30 minut (źle, ale przynajmniej nie co godzinę jak zazwyczaj w weekendy – miniplus za to).

Linia 910 jeździła co 10 minut (plus), ale za to wysadzała osoby przy CH Trzy Stawy (minus). Następnie trzeba było przejść około 1 km do „pierwszej bramy” festiwalu. Potem jeszcze około 700m. Przyjazne, co nie? A można by było skrócić tę trasę do przejścia (zrobiono tak po 22 – aby wywieźć osoby z terenu festiwalu). Przy centrum handlowym wiele osób pytało kierowców dlaczego nie jadą dalej: „no dopiero po 22 możemy”. A takie skrócenie przejścia właśnie przydałoby się osobom taszczącym bagaże na pole namiotowe.

Druga sprawa – na festiwal przyjechały osoby z różnych krajów i rejonów Polski. Dlaczego miasto/miasta nie pomyślały o darmowych przejazdach (albo chociaż jakimś bilecie na czas festiwalu) komunikacją miejską na podstawie opaski festiwalowej? 
Po co? Po to aby zachęcić ich do zobaczenia czegoś w mieście: parku, knajpy, Nikiszowca, Spodka itp. W trakcie open’era w Gdyni było tak:

– Od przeszło pół roku można kupić na stronie internetowej organizatora Alter Art specjalny karnet SKM, który już za 16 zł będzie upoważniał do poruszania się każdym pociągiem SKM we wszystkie dni trwania tego muzycznego święta pomiędzy Tczewem a Wejherowem. Karnet będzie też do nabycia na terenie festiwalu w specjalnym punkcie SKM – wyjaśnia Marcin Głuszek.

Przy wymianie należy okazać trzy- lub czterodniową opaskę Heineken Open’er Festival 2011. W czwartek i piątek karnet SKM w wersji wydrukowanej, wraz z przedstawionym do wglądu dowodem tożsamości osoby wymienionej na nim z imienia i nazwiska, upoważnia do jednokrotnego przejazdu pociągiem SKM tylko w kierunku Gdynia Główna.

Fajne? Bardzo. I zachęcające do zwiedzenia trójmiasta. Nie wiem jak to wyglądało w praktyce, ale chyba sensownie. Ile kosztuje bilet 24h w KZK GOP? 14zł. Nie mógł on obejmować całego okresu festiwalowego? Coś by KZK GOP/miasto straciło?

K(pomijam już brak biletów w piątek na linii 910 – w co najmniej 2 kursach – kierowców chyba zaskoczyła liczba osób chcących jechać na koncerty i jeszcze do tego bilety kupujących).

Kolejna sprawa: godzina 16:20-30, wsiadam do autobusy linii 910 na Konopnickiej. W środku średni tłok i strrrrrasznie gorąco. Opieram nogę o ścine autobusu (przy oknie) i co? Parzy. Ogrzewanie włączone. Hura.

Na jednym siedzeniu siedzi starszy Pan w garniturze i trzyma prawą rękę na sercu. Wysiada na osiedlu Paderewskiego z widoczną ulgą. Kilka młodych osób jadących na festiwal wysiadło na przy pomniku przy A4. („wiem, że to jeszcze jeden przystanek, ale już nie daję rady„). Reszta zgryźliwie komentowała: „tak… miasto ogrodów, a w autobusach to szklarnie mają….”.

No i poszło w świat. Brawa. Kurtyna.