Taki przerywnik…

Dzisiaj chciałem sobie wpisać ocenę z laborek z pewnego przedmiotu. Było z tego przedmiotu kolokwium 5 zadaniowe. 3 zadania zdałem w czerwcu (5, 5, 3). 2 zadania teraz we wrześniu (5, 5). Zaliczenie tych zadań (oraz wszystkich sprawozdań) uprawnia do udziału w egzaminie. Wszystko pięknie. No nie do końca.

Oddałem indeks i cieszę się niezmiernie – chociaż ten egzamin w poniedziałek i tak nic by nie dał (nie umiem na niego ;). Wychodzi sobie pan doktor z indeksami no i oddaje je. I mówi do mnie:

Pan nie ma jeszcze zdanych wszystkich zadań, więc wpisu nie ma.

???

Okazało się, że poprawiłem sobie jedno zadanie 3 na 5 na drugim kolosie. A nie byłem aż taki ambitny – nie chciałem poprawiać. A jedno zadanie pominąłem. Nie mam zielonego pojęcia jak to się stało. Chyba pop prostu zapomniałem co zdałem a co nie. Ale się jeszcze to zda. 🙂

Do Gliwic szybciej rowerem

Tak. Z Tarnowskich Gór na rowerze do Gliwic jest szybciej niż autobusem. Rowerem od mojego domu do uczelni jest równe 25 km. Wczoraj przejechałem to 2 razy (tam i z powrotem) i czas przejazdu trwa 1 godzinę. Autobusem (tym teoretycznie szybszym – 112) jedzie się 50-55 minut, ale trzeba jeszcze 15 minut dojść na przystanek. No i 10 minut z przystanku w Gliwicach.

Jest sobie jeszcze jeden autobus – 80. Szybciej to on może jedzie, ale za to krajobrazowo-objazdową trasą (w cenie nie ma przewodnika). A trwa to godzinę i 10 minut. No i jeszcze czasami się potrafi „utopić” w gliwickim porcie i po prostu nie przyjechać na przystanek.

Ale rower też nie jest całkiem dobrym pomysłem. Co robić jak wieje wiatr na trasie? I to nie w stronę, w którą jedziemy. Albo jak ukryć te plamy na koszulce? A inhalacje na trasie nie są zbyt dobre dla zdrowia… 😉

Na Śląsku nic nie żyje…

Jadę sobie dzisiaj autobusem 112 do Gliwic i jakieś 3 kilometry przed Gliwicami z okien tego pojazdu dojrzałem stado około 30 saren. Znajdowały się jakieś 200 – 300 metrów od drogi i się przemieszczały stadnie ;). Sarbny wcześniej widziałem, nieraz przed nimi hamowałem samochodem. Ale nigdy takiego stada nie widziałem.

A po jakichś 3 minutach jazdy obok autobusu zaczął lecieć ptak. Przez jakieś 10 sekund. Nie był to ani wróbel ani gołąb… tylko cos drapieżnego. Jakiś myszołów lub Sokół.

A wszytko to parę kilometrów od takiego wielkiego miasta na Śląsku. A podobno na Śląsku oprócz górników i hutników nic nie żyje 😉