Kurs Turystyki Wszechstronnej z gliwicką Watrą

Jako, że w zeszłym roku udało mi się na tytułowy Kurs Turystyki Wszechstronnej zapisać (i nie żałować potem 😉 to studentom Politechniki (a także osobom, dla których dojazd do Gliwic problemu nie sprawi) polecam. „Ale co chodzi?” Po prostu co tydzień/dwa są „wykłady” (bardziej pokazy slajdów, pogadanki itp.). A do tego w weekendy wyjazdy w różne dziwne miejsca 🙂

Mi się udało m.in. jeździć na nartach po Pilsku z plecakiem i gitarą, płynąć pontonem po Białce Tatrzańskiej (rafting), galopować na koniu (móóój tyłek), popływać na jachcie. Wyjazdy kosztują tyle ile dojazd na dane miejsce i jedzenie – czyli zazwyczaj niewiele. Sprzęt macie dostępny, noclegi zazwyczaj zapłacone, lub darmowe…

Czyli nie obijać się i ruszać w środę, 4 marca, na spotkanie inauguracyjne na Wydziale Budownictwa, Politechniki Śląskiej. Godzina 18:00, sala nr 118.

Więcej informacji na stronie: akt.gliwice.pl.

trzy literki _spacja_ trzy literki .kropka.

Pamiętnego dnia 17 grudnia roku pańskiego 2008 niejaki Adaś Dzzzz. wszedł do pewnego pokoju bez literek a wyszedł z literkami. Otrzymał on 3 literki, spację, kolejne 3 literki i kropkę. Zdziwił się niezmiernie, że takie oto literki otrzymał. Tym bardziej się zdziwił, że otrzymał razem z literkami także dwie cyferki i przecinek (4,5).

Dwa dni wcześniej ten sam Adaś Dzzzz. przechodząc przez pewien pokój w dawnym żeńskim gimnazjum został zagadnięty przez znanego mniej lub bardziej pana doktora słowami:

Niech Pan nie mówi Panie Adamie, że się Pan będzie bronił…

W tych słowach było czuć wyraźne niedowierzanie, zdziwienie a może nawet skrywaną ironię. Sam zagadnięty czuł się jakoś dziwnie („to już za dwa dni?”). Ale załatwił co miał załatwić, wykonał ostatnie w swoim studenckim życiu kserowanie i oddał się błogiemu czytaniu kser i różnych papierów…

Wraz ze zbliżającą się datą 17 dnia miesiąca jesienno-zimowego nasz bohater czuł się coraz bardziej jak nijaki rycerz. Ma iść tam, ale nie wie z czym i po co… „Przecież mnie przegonią, okrzyczą, itp.”. Nic z tych strasznych rzeczy nie nastąpiło. Adaś nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały. Ale i tak było ciekawie 😉

I w taki oto sposób Adaś został namaszczony piętnem bycia człowiekiem z literkami… i to na dodatek sześcioma. No i tą nieszczęsną kropką. Wiecie jakie to brzemię? Może też takie nosicie? 😉

Płonąca 80-tka Omnitechu

Co można spotkać jadąć autobusem linii 80 KZK GOP z Tarnowskich Gór do Gliwic? Kolejny autobus tej samej linii, ale za to cały w pianie 🙂 Jako, że zrobił się korek to przeszedłem się obok wraku i złapałem stopa po drugiej stronie. Jak wsiadałem to 2 kobiety dosiadły się. I rozmawiając między sobą cieszyły się nawet, że to Volvo się spaliło. W kolejnym autobusie (57) kolejne 2 osoby rozmawiały o tym zdarzeniu i też nie miały cienia żalu. Hihi… cóż za zgodność pasażerów. 🙂

We wpisie są 2 zdjęcia wraku (zobacz album).

Przy okazji: okazało się, że kierowca autobusu miał 0,6 promila alkoholu, a pożar wynikł z powodu niesprawnych hamulców.

AKT Watra w Kanionie Colca

Jakiś czas temu kilka osób z Akademickiego Klubu Turystycznego Watra z Gliwic przeszła przez nie przebyty wcześniej odcinek Kanionu Colca w Peru. Dawniej uznawany za najgłębszy na świecie. A dziś pojawiły się zdjęcia z tej wyprawy. Jako, że im trochę zazdroszczę to linka do galerii umieszczę 🙂 Bo pięknie tam mieli na dole… 🙂

Dodam jeszcze, że ta wyprawa została nominowana do nagrody Miesięcznika National Geographic Traveler. Szczegóły konkursu na odpowiedniej stronie. Strona wyprawy: www.condor2008.pl.

[Plan] Autostopem po Europie

Nie… nie ten wpis nie będzie o skryptach dla Opery 😉 No więc mam plan z dwiema koleżankami w lipcu ruszyć stopem w kierunku Europy. A dokładniej to przejechać przez Niemcy od Francji i wrócić przez Włochy, Austrię, Słowację. Start w Gliwicach. Bierzemy namiot, śpiwory itp (czyli bagaż będzie duży). No i teraz mam parę pytań do szanownych czytelników bloga 🙂 Po kolei:



Wyświetl większą mapę

  • Czy będzie łatwo łapać w trójkę. Nawet jak napiszecie, że nam nie uda się to i tak pojedziemy 😉
  • Gliwice – gdzie łapać najlepiej. Czy zjazd na A4 z Rybnickiej czy gdzieś na DK88? A może gdzieś indziej?
  • Dalej – granicę chcemy przekroczyć w Zgorzelcu. No i aby się do Zgorzelca dostać to może będziemy musieli się przesiadać gdzieś we Wrocławiu (tam kojarzę na Bielanach wjazd na autostradę ze stację benzynową…). A potem? Jakieś dogodne miejsca przesiadkowe?
  • Niemcy… Czyli Drezno, Norymberga. Stuttgart – to plan na trasę. Niby cały czas autostradami – czy jakieś miejsca postoju są często?Jeżeli będziemy musieli rozbić się z namiotem to czy znajdziemy jakieś w miarę miłe miejsce przy parkingu? I czy to może ewentualnie komuś przeszkadzać (chodzi o gospodarzy takich parkingów).
  • Możemy podskoczyć do jakiegoś miasta po drodze na pozwiedzanie – jakbyście mieli wybrać jedno to, które z tej trasy? Trasa jest narysowana czysto teoretycznie – nikt nam nie zabroni skręcić w lewo czy prawo… 😉 Jesteśmy sobie sterem i wiatrem (a może to jakoś inaczej było?).
  • Francja – francuskiego nie znamy. Francuzi podobno też nie znają angielskiego. Czyli się bez problemu się dogadamy 😉
  • Ciekawą stroną, którą znalazłem jest: bienvenue-a-la-ferme.com – lista farm, na których można przenocować (pod namiotem lub nie). Trzeba tylko na mapie narysować kółka gdzie się takie farmy znajdują… Korzystał ktoś we Francji z takich miejsc? Mi to wygląda na taką francuską wersję agroturystyki. Za osobę pod namiotem średnio 1-2 Euro.
  • Kolejny problem – jakbyśmy chcieli zwiedzić jakieś większe miasto to bagaże trzeba gdzieś zostawić. Dworce, informacje turystyczne, supermarkety? Ma ktoś jakieś doświadczenia?
  • No i właśnie – miejsca do zwiedzenia. We Francji tego trochę jest, więc wszystkiego nie damy rady. Paryż na razie (chyba) odpuszczamy (a może nie odpuszczać?). Przy powyższej trasie jest kilka fajnych miejsc (Lyon, Awinion oraz pełno mniejszych miejscowość oraz całe Lazurowe Wybrzeże). Jesteśmy w trakcie zastanawiania się co zwiedzimy. Zastanawiać się będziemy cały czas pewnie 😉 Pewnie będziemy po jakichś małych miejscowościach błądzić.
  • Może ktoś kojarzy jakieś tanie/miłe pola namiotowe w okolicy np. Lyonu? Albo innych miast?
  • Jakie wina są dobre. I czy jak są dobre to czy są tanie? 😉
  • Lazurowe Wybrzeże – czy możemy mieć nadzieję na jakieś spokojne miejsce? Czy tam cała Francja będzie leżeć plackiem? No chyba, że na włoskim wybrzeżu będzie puściej (marzenie ściętej głowy).
  • Włochy – tam to z miejscami do zwiedzania nie będzie problemu… 😉 Chyba, że do tego czasu nam przygrzeje słońce… Genua, Piza, Florencja, Bolonia, Padwa, Wenecja i kupa innych. Wszystkiego się nie uda.
  • Potem powrót przez Austrię, ale czy standardowo (Udine, Graz, Wiedeń) czy mniej standardowo (Trydent, Innsbruck, Salzburg, Wiedeń)? Chociaż zależy czy nam się będzie spieszyć czy nie…
  • A może ktoś coś podobnego zrobił kiedyś? Jakieś sugestie, rady? Co wziąć, czego nie brać… Wszystkie komentarze mile widziane. Stopem jeździliśmy parę razy po Polsce (krótkie trasy – najdłuższa to spod Babiej Góry do Katowic). Ale raz się żyje…

Przepraszam za lekki chaos… 😉 W zamian za pomoc obiecuję relacje z wyjazdu wraz ze zdjęciami.

Bytom-Gliwice koleją – początek śląskiej kolei aglomeracyjnej?

Od jutra na trasę z Gliwic do Bytomia wracają pociągi pasażerskie. I to w jakim stylu wracają 🙂 Z ofertą: pociąg co godzinę (w szczycie co pół), czasem przejazdu 20 minut i z obniżoną ceną biletów. Bilet jednorazowy kosztować ma 3zł (studencki 1,89). Bilet KZK GOP-u na tej samej trasie kosztuje 3,5 (ulgowy 1,75), a od kwietnia ma jeszcze zdrożeć do 4zł. Niby taniej pociągiem… Do tego szybciej. Bilet miesięczny kosztuje 73zł (o wiele taniej niż na inne trasy kolejowe w województwie). Szczegóły oferty wraz z rozkładem. Ciekawe czy na PKP pomyśleli i rozwiesili plakaty gdzieś w okolicach przystanków 😉 Aby podebrać ludzi z zatłoczonych 850 czy 280…

Ale są też wady (pierwsze, które widać). Bilet miesięczny jest tylko na trasę Bytom-Gliwice. A jeżeli ktoś chce dojechać z innej dzielnicy Bytomia/Gliwice to musi i tak dokupić bilet autobusowy (92 zł). Czyli czego brakuje? Integracji biletowej… Na Śląsku to tak chyba już musi być – bilety autobusowo/tramwajowe 3 przewoźników (KZK GOP, MZK Tychy, PKM Jaworzno) nie są wzajemnie honorowane. Linie się czasami pokrywają. Pamiętacie jak się zachwycałem komunikacją w Warszawie? Chciałbym takiej integracji na Śląsku…

Do tego na biletach jednorazowych KZK GOP-u nie można się przesiadać. Ale to się od 1 kwietnia ma zmienić – zostają wprowadzone nowe ceny biletów: wyższe, a jak inaczej 😉 Do tego bilet jedno- i dwudniowy stają się 24- i 48-godzinnymi. A bilet na 3 miasta (za 4zł) jest ważny też przy przesiadaniu się (ale tylko 60 minut). Szczegóły zmian: wpk.katowice.pl.

Ciekawe jak będzie z tymi pociągami – czy się będą spóźniać, czy będą miały jakieś dobre zapełnienie. Trochę szkoda, że się nie zatrzymują w Zabrzu… Przy okazji – ta linia wygląd na początek tworzenie kolei aglomeracyjnej. Wystarczy z Tarnowskich Gór do Katowic puścić więcej składów, i już mamy ładnie Gliwice/Bytom/TG/Chorzów/Katowice skomunikowane. Do tego od września Tychy Miasto-Katowice… Coraz bardziej przypomina to tę mapkę. Tylko przystanków i pociagów brak 😉 Chociaż zobacz jaki pociąg tam ma jeździć z Tychów – województwo kupiło takich 4. Zwą się FLIRT.

Aha… Na pomysł reaktywacji nie wpadło PKP tylko Śląski Urząd Marszałkowski. PKP samodzielnie takich pomysłów jak niższe ceny nie ma 😉 (chyba, że w Szczecinie?)

Doktorat honoris causa dla Jerzego Buzka

Jerzy Buzek

Wczoraj, 10 grudnia profesor Jerzy Buzek (były premier RP) otrzymał w Gliwicach doktorat honoris causa Politechniki Śląskiej. Udało mi się być na wręczeniu tego tytułu. Dzięki temu mam zdjęcia 🙂

Uroczystość rozpoczynała się o 11 w Centrum Konferencyjno-Edukacyjnym (na wydziale MT). Wcześniej kręcąc się w okolicy z aparatem otrzymałem mały okrzycz od strażnika akademickiego pilnującego samochodu wiceprezydenta Gliwic. Okrzycz był za to, że zrobiłem zdjęcie temu pojazdowi – i co z tego, że nie wyszło 😉 Potem już ze znajomymi chodziliśmy po CeKu przyglądając się przygotowaniom (catering za 25 000zł). A to witaliśmy się z profesorami, a to zastanawialiśmy się kto to teraz przyjechał…

Widok ogólny sali

Zaproszonych gości było sporo: Komorowski (marszałek sejmu), Kudrycka (Minister Nauki i Szkół Wyższych), Moszyński (marszałek województwa śląskiego), Część przyszła nawet bez zaproszenia – chodzi o byłych ministrów w rządzie Buzka (Steinhoff, Wąsacz, Komołowski), był też były marszałek Sejmu – Płażyński. Mój domysł o braku zaproszeń wynikał z miejsca ich siedzenia… (na niezarezerwowanych miejscach siedzieli). Ale mogę się mylić…

Doktorat honoris causa (jak można wyczytać z Wikipedii) to:

… (z łac. dla zaszczytu) – honorowy tytuł naukowy nadawany przez uczelnie osobom szczególnie zasłużonym dla nauki i kultury. Nie wymaga posiadania formalnego wykształcenia (doktorem honoris causa wielu uczelni jest np. Lech Wałęsa, który ma wykształcenie zasadnicze), ale nadawany jest zazwyczaj osobom o wysokim statusie społecznym i naukowym.

Rektorzy

Najpierw wszedł długi orszak profesorów w czarnym (taka armia prawie jak z Harrego Pottera), potem rektorów w czerwonym. Na końcu Buzek ze swoim promotorem (Ziębikiem). Do tego jeszcze rektor Politechniki Śląskiej w czerwonym białym futerku 😉 Usiedli i rozpoczęły się przemowy, przywitania. Wygłoszono życiorys Buzka – tak gdzieś w połowie zacząłem się zastanawiać co w życiorysie takiego Leppera (haa… ten też dostał kiedyś taki doktorat) umieścili… Bo usłyszeliśmy wiele zdań – sam nie znałem (imponującej) kariery naukowej Buzka. Może się przespaceruje do autora laudacji i życiorysu – może się do Wikipedii do wrzuci 😉

Przemawia Barbara Kudrycka

Aby dostać ten doktorat Buzek musiał przygotować wykład – o czystych technologiach węglowych, zapobieganiu emisji CO2… Rozśmieszało mnie jak potem minister Kudrycka starała się nawiązać do wykładu i „zrobić tak aby oczyścić węgiel aby nie emitował tego czego nie powinien.” Nie jestem w stanie powtórzyć karkołomnych, wielokrotnie złożonych zdań tej pani.

Buzek wykłada

Odczytano też listy z gratulacjami od Prezydenta, Premiera i marszałka senatu (ten to twierdził, że Uniwersytet Śląski dobrze zrobił przyznając właśnie Buzkowi ten tytuł – na sali śmiech 😉 Śmiech wywołały tez słowa samego uhonorowanego nawiązujące do sztuki w której brał udział jako krasnoludek-śpioszek. 😉 Dziękował też marszałkowi Moszyńskiemu za nie zastrzelenie w tej sztuce wilka (a może i nie wilka a królewnę, i nie za zastrzelenie a zjedzenie? Już nie pamiętam;).

Po skończeniu rozpoczęło się osobiste składanie gratulacji Buzkowi oraz jedzenie. Do dziś rana odbijało mi się czymś – nie wiem czym 😉 Buzek to sobie nie pojadł – jak mu skończyli składać życzenia (my byliśmy prawie na końcu) to już wszystko chowali 😉

Jako, że robiłem zdjęcia to przemieszczałem się po całej sali. Mam nadzieję, że cicho. Przy samym wręczaniu doktoratu to fotoreporterzy tak obskoczyli Buzka, że się nie dopchałem… Słaby ze mnie fotoreporter 😉 Szczególnie z aparatem z maksymalnym ISO400 (strasznie zaziarnione zdjęcia). Miałem wybór – ziarno, albo poruszone zdjęcia. Fleszem to sobie mógłbym strzelać z odległości metra – a nie będę chyba biegał przed wszystkimi zebranymi aż tak… Więc jakie zdjęcie wyszły, takie wyszły – można poprzeglądać. Część pojawiła/pojawi się też w Wikimedia Commons.

Radioactive – Czechy, Słowacja

Jako, że Polska nie posiada elektrowni jądrowych aby się nim przyjrzeć trzeba zrobić wycieczkę. Na przykład do naszych południowych sąsiadów – Czech i Słowacji. Parę tygodni temu udało mi się na takiej być 🙂

Jądrowa Elektrownia w Bohunicach

Zorganizowana została przez Koło Naukowe Techniki Cieplnej przy Politechnice Śląskiej. Jakimś szczęśliwych trafem się na nią załapałem. Trwała 4 dni, zwiedzone zostały 3 elektrownie – Temelin, Bohunice i Mochowce. A także 3 duże miasta: Czeskie Budziejowice, Bratysława i Nitra. Wszystko co nie jest tajne w tym wpisie opisałem 🙂 Zapraszam do czytania i obejrzenia zdjęć 🙂

Telč, Czeskie Budziejowice oraz Temelin

Wyjazd we wtorek. W autobusie prawie 30 studentów i 20 miejsc wolnych, a sam wielki autobus zatarasował drogę w okolicy mojego wydziału (IŚiE). Cofanie na tej drodze to niezapomniane przeżycia 🙂 Pierwsze postoje na stacjach benzynowych – stacje jak stacje – paliwo sprzedają.

Rynek w Telcu

Trzeci albo czwarty postój tez na stacji, ale tym razem w mieście Telč. Spodobała mi się wieża z kościoła w oddali to namówiłem 2 osoby na podejście w tamtą stronę (chwilę potem prawie wszyscy ruszyli za nami). Po drodze dowiedzieliśmy się, że centrum miasta jest wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco. Wchodzimy na Rynek i łaaaa… Przepięknie 🙂 Wziąłem się za robienie zdjęć, obeszliśmy Rynek w szerz i wzdłuż. Podeszliśmy też pod zamknięty zamek. Tą przępiękność rynku widać na załączonym zdjęciu. Czasu na postój nie było za wiele – tylko 30 minut.

Ruszamy dalej – do Czeskich Budziejowic na nocleg. Aby przejechać z jednej części miasta do drugiej nasz autobus musiał zrobić jakieś 5-10 km. Wszystko przez za niski most w centrum. Czyli najpierw błądziliśmy 🙂 Po zameldowaniu się w hotelu ruszyliśmy w poszukiwaniu centrum. Aparat i statyw w ręku (dzięki Gosiu za statyw 🙂 Pobłądziliśmy szukając mapy w okolicy dworca kolejowego, ale udało się nam dojść w końcu. I znowu przepięknie 🙂 Statyw na środku drogi, co chwilę musiałem przepuszczać jakieś pojazdy mechaniczne… A to zabawy z fontanną, panoramki, eksperymenty z duchami czy rozmnażaniem. Modeli miałem nad wyraz cierpliwych 😉

Cudowne rozmnożenie w Czeskich Budziejowicach

Rano wyjazd z Czeskich Budziejowic do oddalonej kilkadziesiąt kilometrów pierwszej elektrowni jądrowej – do Temelina. Najpierw w centrum informacyjnym film w 3D, potem poinformowano nas, że telefony, aparaty, noże, pistolety i siekiery mamy zostawić w autobusie. Zmuszono nas też do rachunku sumienia – miała być kontrola trzeźwości przy wejściu. Jakby wyszło pozytywnie z jedna osobą to cała grupa nie wchodzi. Trafiło na mnie… 0,0 🙂 Kilka dni wcześniej wycieczka z Łodzi miała mniej szczęścia – wcześniej zwiedzali browar w Czeskich Budziejowicach… no a tam opary były… Pozdrowienia dla Łodzian 😉

Rdzeń reaktora - w skali oczywiście ;)

Przy wejściu sprawdzono nas jeszcze wykrywaczem metalu oraz mierzono czy przez przypadek jakiegoś paliwa jądrowego nie wnosimy. Podzieleni na 8 osobowe grupy byliśmy + przewodniczka + tłumacz + ochroniarz. I taką grupą przedzieraliśmy się przez kolejne chronione „śluzy/drzwi”. Przeszliśmy do maszynowni jednego z dwóch bloków. Maszynownia jak w zwykłej węglówce: turbina, generator, rury itp. Do tego pozwolono nam jeszcze zajrzeć pod płachtę a tam… Zapasowe części turbiny… Heh… przeszliśmy jeszcze dookoła budynku reaktora i na zewnątrz. Do sterowni nas nie wpuszczono 🙁 Jedynie świadomość, że tu nie ma milionów ton węgla – tylko te 40t uranu na rok… Elektrownia jądrowa w Temelinie to 2 bloki PWR typu VVER 1000 i miejsca przygotowane na 2 kolejne. Moc elektrowni to prawie 2 GW. Czyli takie 2 elektrownie Łaziska.

Ja po wyjściu z elektrowni połaziłem sobie jeszcze z aparatem przed wejściem – podobno nie mogłem… A co tam 😉 Była też wystawa, schematy, jakieś gry interaktywne, ciekawe urządzenie przedstawiające zjawiska fizyczne.

Bratysława i Bohunice

Most w Bratysławie

Przejazd na Słowację do Bratysławy – parkujemy pod Hotelem Plaza naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego. Głosy z autokaru:

  • Aż takich wygód nie trzeba było… Nie jesteśmy aż tak wymagający.
  • A to każdy dostanie jeden z tych mercedesów co przed wejściem stoją?

Zamek w Bratysławie

Okazało się, że to nie ten hotel – musimy 300 metrów się przejść. No i ponownie wieczorem na miasto – Pałac Prezydencki, Zamek, most nad Dunajem. Do tego znowu przepięknie stare miasto. Tak do pierwszej czy drugiej chodziliśmy aby wreszcie siąść w jakiejś restauracji. Okazało się że może tam woda kosztować jakieś 300 koron słowackich.

Rano wyjazd do Bohumicach – różnica w porównaniu z czeskim Temelinem wielka. Jeżeli nie techniczna (bo reaktory podobne) to samego wyglądu. Słowackie budynki w gorszym stanie, mniej kontroli bezpieczeństwa (chodziliśmy całą grupą bez ochroniarza – tylko przewodnik). No i najważniejsze – jakieś 20 minut przebywaliśmy w sterowni. Łaziliśmy jak muchy pomiędzy wszystkimi guzikami, pokrętłami itp. Nic nie zepsuliśmy. Albo o tym nie wiemy…

Tutaj też połaziliśmy po jednej maszynowni. W Bohunicach maja 4 bloki energetyczne (każdy 440 MW) – z czego jeden wyłączyli rok temu, a drugi wyłączają w 2008. A powody są polityczne – mimo, że reaktory bez większych problemów mogłyby działać jeszcze jakieś 5-10 lat. Eh ta polityka. W Bohunicach rozdano nam też uran. Taki w pastylkach jak w reaktorze. Już się cieszyliśmy, ale uświadomili nas, że to plastikowa atrapa. 🙁 Dodam jeszcze, że paliwo jądrowe (tlenek uranu) nie jest szkodliwe, więc mieliśmy chęć posiadania czegoś RADIOACTIVE chociaż troszkę. Tak aby kogoś np. postraszyć 😉

Nitra i Mochovce

Rynek w Nitrze

Przejazd autobusem do Nitry – znowu kilkadziesiąt km. Widok z okna na górkę Zobor. Ponownie wieczorne zwiedzanie – centrum totalnie puste o 21. Czyżby powodem to, że był wtedy czwartek? Rynek jakiś taki skośny, kawałek dalej zamek – szkoda, że zamknięty.

Tak wygląda elektrownia z lotu ptaka

Po wyspaniu się ruszyliśmy autobusem do elektrowni w Mochowcach (2 bloki 440 MW) – tutaj też film, jakieś plansze, gość w ubranku ochronnym itp. W tej elektrowni jest Centrum Szkoleń dla operatorów. Wejść nie mogliśmy tam, bo akurat się ktoś szkolił 😉 Popatrzyliśmy tylko przez szybę na replikę sterowni – identycznej jak w Bohunicach. Potem weszliśmy na chwilkę na maszynownię gdzie znowu turbina, generator… Takie same jak w Bohumicach – podobny projekt. Na zewnątrz chłodnie kominowe. Wrażenie robi długość maszynowni – 750 m. Przeznaczona na 4 bloki – na razie są 2. Trzeci i czwarty w kilkudziesięciu procentach ukończone – brakło im kilka lat temu funduszy na skończenie. Przymierzają się na dokończenie budowy za parę lat.

Ciekawostką może być ilość osób sterujących elektrownią. Jest ich 3 na blok. Jeden zajmuje się częścią reaktorową, drugi częścią od wytwornic pary do turbiny a trzeci generatorem i prądem. Malutko, co nie? 🙂

Gość w ubranku z najnowszej kolekcji

Po Bohunicach powrót do Gliwic. Korki. Najpierw, gdy Słowakom skończyła się autostrada do Żyliny, potem gdy trzeba było przejechać przez budowę tej autostrady (cudne estakady będą mieć…). Przejazd przez granicę SK-CZ bez kontroli. Kolejne korki przed i po Jablonkowie. To samo przed Cieszynem. Przejazd przez granicę CZ-PL bez kontroli – czyżbyśmy już w Schengen już byli? 🙂 Po granicy godzina stania na stacji w oczekiwaniu na przyjazd kobiety kierowcy z kasą na paliwo. Z nudów oglądaliśmy debatę Kaczka vs Kaczka.

Przyjazd do Gliwic pod KOMAG po 22, a tam kłótnia 3 osób po drugiej stronie ulicy. Przyjeżdża radiowóz – jeden na maskę samochodu, w kajdanki i pałą go. Drugi niby tak od niechcenie ucieka, policjant tak od niechcenia go goni. I go łapie, zapina kajdanki i prowadzi przez grupę studentów właśnie z jądrówek wracających. Tego na masce jeszcze parę razy pałą. Kawałek dalej – ochroniarz prowadzi kolejnego zakajdankowanego. Hmm… O co chodzi? W Gliwicach grał Piast i tyle powinno wystarczyć za tłumaczenie.

Zdjęcia z elektrowni tam gdzie zwykle: adamdziura.9g.pl/zdjecia

Baza namiotowa na Przysłopie Potóckim

Od ponad tygodnia w Beskidach stoi sobie nowa baza namiotowa. Stoi sobie na przełęczy Przysłop Potócki pomiędzy Bendoszką Wielką a Praszywką Wielką na szlaku z Soli (tam zatrzymują się pociągi 😉 na przełęcz Przegibek. To jest Beskid Żywiecki (dla większego rozjaśniena położenia). Baza jak to baza – nie ma za wielu wygód ale jest. Utworzona przez Uczelniany oddział PTTK przy Politechnice Śląskiej w Gliwiacach. Nocleg w namiotach bazowych – cena to 5 zł. Za nocleg we własnym namiocie płaci 3.

Jak ktoś ma zdjecia z bazy to bym z chęcią się temu przyjrzał (na razie się tam nie pojawię – może w sierpniu). A sam wpis jest w ramach reklamy bazy… 😉

Więcej informacji: strona informacyjna bazy. Jest tam też spis kiedy kto jest bazowym. Wykorzystali kalendarz Google 🙂 Baza stoi do końca sierpnia (podobnie jak inne bazy namiotowe w Beskidach).

Głupoty klimakonwektorowe

Jakiś czas temu (dokładnie 22 marca) zareklamowałem troszkę Wikipedię 3 swoim koleżankom w Gliwicach. Uczyły się (czy też szukały informacji) o klimakonwektorach. W Wikipedii nie było wtedy takiego hasła, więc zaproponowałem, że mi podyktują a ja to umieszczę. I wszyscy szczęśliwi będą, a ktoś może w przyszłości to hasło rozbuduje.

No i dyktowały. Ja pisałem. Wyszedł z tego zwykły zalążek artykułu. Sam dalej nie rozumiałem co to jest ten klimakonwektor, ale nieważne 😉 Ważne, że już było w Wikipedii.

Artykuł sobie dodałem do obserwowanych i czekałem czy ktoś to rozwinie. No i sie znalazł taki ktoś 😉 Jedna wikipedystka poprawiła i dopisała więcej informacji, ale jako opis zmian wstawiła następujący tekst:

ale ktoś głupoty napisał :-/ (poprawilam)

Czad, nie? 😉 Czyli umieściliśmy w Wikipedii głupoty… dobrze, że sie nie zalogowałem – nie będzie na mnie… Cicho… nie mówcie o tym nikomu… Chociaż teraz już jest i tak poprawione.