Dortmund na stojakach

Dortmund - stojak rowerowy w centrum miasta

Z lotniska w Pyrzowicach można dolecieć w wiele miejsc Europy. W ten weekend odwiedziłem Dortmund (niezbyt ciekawe miasto do zwiedzania – no ale cóż). Ale miasto poleciłbym osobom odpowiedzialnym za stojaki rowerowe przy tarnogórskich dworcu. Jako, że nie każdy będzie miał okazję się tam przelecieć to zrobiłem kilka zdjęć.

Image Hosted by ImageShack.us

Stojaki są albo nierdzewne (pod urzędem miasta chyba tylko) albo stalowe (w pozostałych miejscach). Jest ich dużo i w centrum są co kawałek. Mają tam bardzo fajny model (chyba jakiś miejski standard) – można do niego przypiąć ramę+koło i ładnie oprzeć rower 🙂 Nic tylko się wzorować 🙂 Bo to dobry wzór.

Czy były tam „złe” stojaki? A kilka było… ale to nie znaczy, że mamy brać złych przykładów 🙂

Parking - rowerowy przy Borussii Dortmund

A to jest parking rowerowy pod stadionem Borussii Dortmund – wygląda to tak „nie-niemiecko” ale jest funkcjonalne 😉

Jakby ktoś z MZKP chciał polecieć i zobaczyć to na własne oczy, to służę pomocą przy kupnie tanich biletów Wizzaira. Ten lot kosztował mnie 48zł – można się nawet w dniówce zmieścić (wylot o 6 rano, powrót o 15 lub 19). No i można się dostać na to lotnisko Pyrzowice szeroką gamą linii MZKP 😉

Góry w marcu jeszcze śnieżne są – Rycerzowa

Góry w marcu jeszcze śnieżne są. W kwietniu pewnie też. W któryś z weekendów marcowych wybrałem się w Beskid Żywiecki. Po pracy w pociąg do Rajczy – w Rajczy spotkanie z lokalnym pijaczkiem:

„Chcecie iść na Danielkę teraz, nocą? Umrzecie! Ja wam to mmmmówię… A ja byłem we wszystkich górach… Jedynie w Himalajajajach nie… A tak to wszędzie byłem. I wiem, ze beze mnie byście zginęli.”

Dobrze, ze autobus przyjechał po 10 minutach 😀 Z Ujsoł mamy kawałek na chatkę w Danielce – ze znajomym byliśmy w piątkowy wieczór jedynymi mieszkańcami (nie liczę chatkowego). Chata zimna strasznie (dopiero rozpalaliśmy kominek i piec). Nie żałowałem, że wziąłem ciepły/duży śpiwór.

Rankiem wchodzimy w słońcu na grzebiet Urówek i czerwonym szlakiem na Mladą Horę. Po drodze widoki piękne 🙂 Jednak im bliżej celu tym bardziej się chmurzyło. Goniła nas znajoma idąca z Rycerki i i na Mladej Horze nas wreszcie dogoniła (dwóch fotografujących nigdy nie będzie szybszych od jednej mniej pstrykającej 😉 ).


Z Małej Rycerzowej widać Babią i Pilsko. Niestety Tatr nie. Schodzimy do schroniska i przy obiedzie pojawia się widok na Tatry Zachodnie 🙂

Planowo mamy zarezerwowany nocleg na Przegibku, ale po zobaczeniu plakatu o slajdowisku o Gruzińskich górach zmieniamy plany i zostajemy na Rycerzowej. 🙂 Bez plecaków robimy jeszcze spacer na Wielką Rycerzową, by się przed zachodem nacieszyć widokami na oświetlone Tatry 🙂 Trzy osoby, trzy aparaty 😀

Slajdowisko pozostawiło mi trochę niedosytu – brakowało mi zdjęć z Gruzji krajoznawczej – były głównie zdjęcie i relacja z wyprawy dolinami po jednym z mniej zamieszkałym paśmie górskim – nazwy nie pamiętam. Ale szałowe były zdjęcia mostków na rzekach 😀

Genialni byli ludzie, którzy przyjechali w Beskid na weekend z… Mińska Mazowieckiego. Szacun. 🙂

Następnego dnia pogoda była marna – śnieg padający. Brak widoku na dalej niż 100m. Dojście do Przegibka było troszkę urozmaicone lekkim błądzeniem 😉 Ale lekkim. Potem ominęliśmy Bendoszkę z lenistwa (chyba nawet mojego) i do samochodu. W dolinie Rycerki zauważyli do którego było widać kilkadziesiąt różnych tras zwierząt na śniegu – paśnik celem wędrówek całego lasu 🙂 No i to tyle.

Więcej zdjęć na Picasie.

Exploseum – bydgoskie muzeum w dawnej fabryce nitrogliceryny

W czasie II Wojny Światowej Niemcy zbudowali w Bydgoszczy wielką fabrykę materiałów wybuchowych DAG Fabrik Bromberg. Obecnie jedną część – strefę produkcji nitrogliceryny – udostępniono do zwiedzania. Jest to oddział Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy – tzw. Exploseum. Reszty się za bardzo nie da, bo to obecnie Zakłady Chemiczne Zachem.

Muzeum zostało otwarte w zeszłym roku – obejmuje kilka(naście) budynków, kilkaset metrów tuneli (część podziemnych, część naziemnych). Samo muzeum nie opisuje tylko samej funkcjonującej tu fabryki, ale też informacje o samej Firmie DAG (założonej przez Alfreda Nobla – Dynamit Nobel AG). Jako, że Nobel wynalazł dynamit to jest też ekspozycja o nim, o innych noblistach. Także trochę informacji o innych rodzajach broni (także jądrowej). Chociaż nie wszystkie ekspozycje jakoś mnie przekonały do zagłębienia się. Hmm…

Muzeum jest wykonane w nowoczesny sposób – to jest oprócz eksponatów, informacji o sposobie produkcji są również wyświetlane filmy na ekranach (głównie historyczne). Całość wygląda ciekawie. Ale jest jedno ale… – zwiedzanie muzeum odbywa się z przewodnikiem. I nie do końca jest możliwość przyjrzenia się wszystkiemu – bo grupa czeka. A zostać nie można bo pomieszczenia są oddalone od siebie o kilkaset metrów, do których przechodzi się głównie tunelami. Uwaga: zimno!

Wstęp do muzeum kosztuje 15 zł/12 zł (na kartę euro26 dają zniżkę chociaż nie końca są przekonani czy powinni 😉 ). Szkoda tylko, że muzeum jest czynne od środy do niedzieli oraz że w ciągu dnia może być tylko 5 tur (to powoduje, ze może być problem z rezerwacją miejsca). (Parę tygodni temu mieli otwarte tylko w weekendy, wiec i tak jest postęp).

Muzeum obejmuje teren jednej nitki produkcji nitrogliceryny – druga jest obecnie w trakcie przystosowywania do samodzielnego zwiedzania (przewodnik opowiada historię zbieracza złomu, który dzien przed wigilią wycinał tam rurę. I zawartość tej rury wybuchła mu w twarz. Przeżył, no ale.)

Poniżej polecam mapkę z miejscem gdzie proponuje się parkowanie samochodów. Stamtąd zwiedzających zabiera busik by po 5 minutach dojechać pod wejście do Exploseum. Pewnie dlatego, że dojazd moze być lekko skomplikowany.


Pokaż Z pętli na przystanek busika do Exploseum na większej mapie

Chcesz zobaczyć wiecej zdjęć? Zajrzyj na moją Picasę. Oraz przeczytaj historię fabryki na Wikipedii.

A to Toruń z jakuzzi na dachu

Krótką chwilę spędziłem w Toruniu, ale zdążyłem zobaczyć co też kryje się na dachach. Pojawienie się dwóch osób wchodzących do jakuzzi znajdującego się na dachu kamienic zainteresowało prawie każdego znajdującego się na wieży ratuszowej. Ale zazdrośnicy – też by pewnie chcieli 😀


Kilkanaście zdjęć do obejrzenia w albumie 🙂

Teatr V.O.S.A w Gliwicach w ramach festiwalu Ulicznicy

Wczoraj , 9 lipca 2011 r. w ramach festiwalu Ulicznicy odbyło się przedstawienie czeskiej grupy/teatru V.O.S.A na gliwickim rynku. Artyści układali konstrukcje z belek (bez połączeń), żonglowali, bawili się ogniem, fajerwerkami. jeździli na rowerach. Była to bardzo dobrze spędzona godzina 🙂

Poniżej kilkanaście zdjęć – reszta do zobaczenia w albumie w Picasie. Kto nie był niech żałuje 🙂

Syria – prolog

Pierwsze myśli o wyjeździe w stronę Bliskiego Wschodu pojawiły się w mej głowie przy okazji oglądania zdjęć jednego z joggerowiczów – sharnika. Było to wiosną zeszłego roku. Na jesień postanowiłem znajomym pomarudzić o taki wypad – „jedźmy do Syrii/Jordanii”. Potem pojawiła się informacja o lotach LOT-u w tamte rejony. W końcu w styczniu kupiliśmy bilety do Damaszku – w promocji Szalonych Śród. Dwa tygodnie później cena spadła jeszcze o 200 zł.

Ekipa to Kasia i Jacek – znani wcześniej z wypadu na Krym dwa lata wcześniej. Gdzieś już po zakupie biletów pojawiły się informacje o tym, że w tym rejonie zaczyna się robić rewolucyjnie – Tunezja/Egipt/Libia.

Ale Syria jest „najbezpieczniejszym i najstabilniejszym krajem w tym rejonie”. Im bliżej wylotu tym więcej niedobrych informacji zaczynało docierać kanałami medialnymi. Ja zaczynam dzwonić do MSZ, LOT-u, Syryjskiem Ambasady. Kilka godzin po moim telefonie na stronie MSZ pojawiła się informacja dla turystów: omijać Darę i Latakię. Zamęt wprowadza jeszcze brak potwierdzonych informacji o ofiarach – rozrzut pomiędzy 100 a 15 zabitych w ciągu dnia jest duży.

Na kilka dni przed wylotem decyzja: LECIMY. Nie będzie tam tak jak mówią w mediach. Opinie o nas: „Szaleńcy”, „zabiją was tam”, „dobrze, że babcia nie wie”. Wsiadamy w samolot i zaczyna się…

Wpis powstał jako próba motywacji do dokończenia reszty 😉 Ktoś będzie chciał przeczytać?

Styczniowa Andaluzja – Sewilla, Granada, Kordoba – czyli trochę słońca zamiast śniegu

Mając możliwość kupna tanich biletów Ryanairem można się pokusić o poszukanie miejsca z daleka od zimy. I ruszyć tam celem jego poznania. Jeszcze lepiej gdy ma się w danym miejscu znajomego. Tak był w jednym tygodniu stycznia – wylecieliśmy za śmieszną cenę do Sewilli (hiszpański region Andaluzja). Trasa lotów: Kraków → Düsseldorf Weeze → Sewilla → Bergamo → Kraków. Loty jak loty – wsiadasz, opierasz głowę o ścianę samolotu i zasypiasz w trakcie prezentacji strojów kąp^^^ratunkowych. Międzylądowanie w Weeze – „jaaa… wojna jakaś… ile tu bunkrów – gdzie jeeeeest terminal!”.

Kontrola bagażu zarekwirowała mi jedną rzecz. Pasztet. A rozmowa z celnikiem wyglądała mniej więcej tak.

(jakieś szprechania po niemiecku)
– Inglisz?
– OK. Czy mam Pan jakieś płynne rzeczy w bagażu?
– Nie, wszystko w tym woreczku jest (cud, nawet go wyciągnąłem do kontroli).
– Proszę rozpakować.
(z uśmiechem na twarzy celnik ogląda futerał z obiektywem i jakieś inne duperele).
– Co to? (wskazuje na pasztet w plastikowym opakowaniu)
– Ojej… nie wiem jak jest „pasztet” po angielsku…
(czytamy małe literki składu – po polsku niestety)
– To jest takie coś z kurcząt.
– Pastet… Hmm… To jest półpłynne. A jak jest półpłynne to jest płynne.
(uśmiech na twarzy)
– Czy chce Pan wyjść i to zjeść?
(żartujesz koleś? łyżeczką jeść pasztet bez chleba?)
– Nie, może Pan wyrzucić.

Tym sposobem pasztet został na ziemi niemieckiej.

Sewilla – miasto katedry z minaretem

W Sewilli byliśmy około 18-19 – szybkim krokiem na przystanek autobusowy (co 30 minut) i do centrum (za 2,40 euro). Dookoła już ciemno, ale dostrzegamy wzdłuż drogi drzewa pomarańczowe z… pomarańczami oczywiście. Tego nie zobaczysz na polskiej ulicy – a co dopiero w styczniu. Z okolic dworca Santa Justa odbiera nas Dominik – noclegodawca. Mieszka w zimnym mieszkaniu bez kaloryferów z jednym Polakiem oraz Francuzem. W okolicy dworca zakupujemy w najtańszym supermarkecie DIA „stejki” na kolację.

Czytaj dalej Styczniowa Andaluzja – Sewilla, Granada, Kordoba – czyli trochę słońca zamiast śniegu

Stadion Śląski w budowie

We wtorek ładnie zrobiłem kółeczko z pętelką dookoła Stadionu Ślaskiego. Modernizowanego.

I tak sobie myślę czy dobrze robią, że go modernizują w taki sposób. Bo nadal z najdalszych miejsce osoby na murawie będą punkcikami. W sumie sam projekt warty ponad 300 milionów złotych to budowa zadaszenia widowni a nie modernizacja. A to trochę zmienia…


Także obręcz dla dachu wydaje mi się przerostem formy nad treścią… Takie to wysokie a płaszczyzna dachu będzie wychodzić dolnej obręczy (tak, wiem… na czymś trzeba ten dach utrzymać). Górna obręcz jest dla lin podtrzymujących dach. No chyba, że tak było w najtańszy sposób widownie zadaszyć. A może tylko marudzę 😀

W każdym razie budowa robi to wrażenie… Także te stojące w okolicy stadionu dźwigi.

Polecam album z kilkudziesięcioma zdjęciami z okolic stadionu.

Sztolnia Czarnego Pstrąga – dziura z wodą pod ziemią

Pod Tarnowskimi Górami dawni górnicy, wydobywając ołów i srebro, zbudowali wiele tuneli. A także wiele sztolni odwadniających (co by tuneli woda nie zalewała). Jedna z takich sztolni jest udostępniona do zwiedzania – to Sztolnia Czarnego Pstrąga. Ostatni raz byłem w niej gdzieś z 10 lat temu. W niedzielę udało mi się tam zejść ponownie – działa. Sztolnię – czyli tunel z wodą kilkadziesiąt metrów pod ziemią – zwiedza się na łodziach. Przewodnik odpycha się od ścian i tym sposobem płyniemy. W sumie, nie licząc przewodnika, to w ciszy. Fajnie tam jest, ale mam kilka „ale” – może jacyś ludzie ze Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej to odczytają:

  • Przewodnik ma wyuczony opis. I mówi trochę jak z płyty – w sumie fajniejsze, by było jakby to opowiadał bardziej swoimi słowami. Tak to wyszło trochę jak za dawnych lat – jestem nauczyciel, słuchajcie mnie, bo mam rację. No i przydałoby się troszkę ten tekst uwspółcześnić – wiele słów/zdań brzmiało tak lekko starodawnie.
  • Jak zadawałem drobne pytania w trakcie jego wywodu to się gubił lekko. Już na koniec, jak odpowiadał na pytania to był taki prawdziwszy. I wtedy wreszcie miał swój prawdziwy, lekko śląski akcent – a nie taki wymuszony-nakazany-polski.
  • Szkoda, ze z powodu roztopów wody było za dużo i pływało się do połowy trasy i z powrotem.
  • Ogólny wygląd otoczenia Szybu Sylwester (przy „Ewie” nie byłem tym razem) był tragiczny – nie dało się dojść do szybu czystą nogą. Błoto straszne – może jakiś kamienny kawałek chodnika by się przydał? Kartki wiszące wewnątrz szybu (stary papier A4 z wydrukowanymi informacjami w koszulkach też nie sprawia dobrego wrażenia).


Ale miejsce polecam – warto wyskoczyć tam na godzinkę i poczuć się chwilę „malutkim”. I podziwiać dawniejszych „inżynierów”, którzy takie coś potrafili zbudować (odpowiedni spadek wody, kierunek itp.) bez jakiegoś nowoczesnego sprzętu. Fajnie, że przewodnik zgodził się na przepłynięcie także tylko z dwoma osobami. Plus dla niego 🙂 Minus, że opłata przewodnicka jest dzielona na 2 osoby (a nie na przykład na 10 😉 ale trudno…).

Więcej informacji o Sztolni znajdziecie na stronie kopalniasrebra.pl.