Jak to skradziono mój rower, a ja nic o tym nie wiedziałem

Wieczorna wycieczka z żoną na rowerach po centrum Bydgoszczy. Cel 1: niedawno odsłonięta fontanna Potop oraz cel 2: pokaz grającej fontanny koło Filharmonii. Cel 1 osiągnięty – fontanna tryska ładnie. Następnie ruszyliśmy w kierunku drugiej. Z naprzeciwka idzie para policjantów. Niestety kontrola – pierwsza myśl „no pewnie za to, że jedziemy po chodniku”. Ale nie tym razem. Uwaga: po chodniku jechaliśmy tylko kawałek by drogi dojechać od fontanny.

„Witamy, rutynowa kontrola legalności posiadanych rowerów.”

Przekazujemy dowody osobiste, podnoszę rowery by mogli spisać nr ramy rowerów. W międzyczasie pojawia się moja szefowa z pracy:

– „Witam Panie Adamie, coś się stało? Może w czymś pomóc?”
– „Wszystko w porządku, sprawdzają czy mamy nie kradzione rowery”

Zamieniliśmy jeszcze zdań z nią. W tym czasie policjanci się komunikują z centralą. „Rower się nazywa Unibike Wiper… W I P E R… Nie… nie ma żadnego innego oznaczenia modelu… „. Szefowa poszła do swojej rodziny oglądającej fontannę, a do nas dochodzi para znajomych. Odbierali zdjęcia z wydruku – ładnie wyszły (moje 😉 ). Dyskutujemy sobie o proteście pod bydgoskim teatrem, o fontannie, pracy itp. Policjanci cały czas komunikują się z centralą. W końcu:

– „Z Pani rowerem wszystko w porządku. Pana rower jest niestety wpisany do bazy rowerów poszukiwanych.”
– „Co?!”
– „Musimy przejechać na komendę celem spisania protokołu. Niestety Pana rower będzie musiał zostać zatrzymamy. Kiedy rower został kupiony? Czy jest paragon, karta gwarancyjna?”
– „Niedobrze… Kupiony chyba w 2009, w sklepie na Śląsku”
– „A to był sklep czy jakiś komis?”
– „Dobry sklep rowerowy, istnieje do dziś, mają swoją stronę internetową.”
– „A karta gwarancyjna, paragon?”
– „Być może jest w domu w Bydgoszczy, może jest na Śląsku, bo się przeprowadzałem… Nie mam przy sobie…”
– „No cóż… to musimy wezwać patrol samochodowy i pojedzie Pan z nami na komendę celem wyjaśnień…”

Żona ruszyła do domu szukać paragonu i karty gwarancyjnej, ja chwilę czekałem z policjantami i znajomymi… I na oczach okolicznych ludzi wsiadałem z rowerem do policyjnego wozu (podobno strasznie to wyglądało 😉 ). I tym samochodem ruszyliśmy w kierunku komendy. Policjant kierujący zagadywał czy podoba mi się w Bydgoszczy jak już tu trochę mieszkam. Ciekawy moment sobie wybrał 😉

Miałem włączony Sport Tracker, więc wiem, że w mieście jechaliśmy sobie około 68 km/h (na dwupasmowej) i do tego przejechaliśmy na późnym pomarańczowym/wczesnym czerwony… No cóż… Na komendzie rower zostawiłem przed budynkiem (na dziedzińcu) – zapomniałem go przypiąć, ale w sumie to nie wiem czy by mnie nie oskarżono o utrudnianie konfiskaty 😉

Siedzę sobie w jakimś pokoju zwierzeń i słucham jak inni policjanci spisują protokół dotyczący „Platformiska” – jakieś problemy z wjazdem samochodami mieli członkowie PO – chyba chodziło o Park w Myślęcinku.

Przyszła kolej na mnie: zaczyna się spisywanie protokołu konfiskaty „narzędzie pochodzącego z przestępstwa lub służącego do popełnienia przestępstwa”. Musiałem podać dokładne informacje gdzie i kiedy ten rower kupiłem (najlepiej jeszcze adres sklepu…). To było kilka lat temu… Okazało się, że rower został oznaczony jako poszukiwany w Mielcu (woj. Podparpackie) w 2009. Podano w zgłoszeniu nr ramy oraz tylko nazwę modelu (bez marki). I żadnych innych informacji nie było (przynajmniej mi nie podano). Już miałem ustalone wezwanie na przesłuchanie na 1 lipca (za 3 dni).

Gdy protokół był już spisany dzwoni żona:

„Mam… Znalazłam kartę i paragon! Kupiłeś go w 2007 roku.”.

Policjant na to:

– „Mam nadzieję, że nie będziemy czekać 2 godziny.”
– „Żona szybko jeździ :P”

No i po paru minutach podjechała. Ja nie mogłem wyjść odebrać dokumentów – „lepiej niech Pan nie wychodzi”… Ładny ze mnie przestępca :/

Wszystko się zgadza – rower kupiony został przeze mnie w 2007 roku (pomyliłem się o dwa lata), sklep rowerowy, Kalety, woj. Śląskie. Czyli dwa lata przed zgłoszeniem jego kradzieży. Sam sobie przecież nie zgłosiłem kradzieży. Czyli jakiś error mają w systemie. Na szczęście policjanci podziękowali za dokumenty, przeprosili za kłopot. I mogłem jechać do domu. Hurra!

Para policjantów trafiła pechowo – wybrali sobie mało podejrzane osoby do rutynowej kontroli. „Sprawdzimy i się rozejdziemy.” A tu klops – jeden nr się nie zgadzał. :/ Wszystko robili pierwszy raz – pierwszy podejrzany rower, wzywali posiłki, spisywali protokół, co chwilę przez krótkofalówkę prosili o podpowiedzi. Trwało to wszystko dzięki temu dłużej niż powinno :/

Mój przypadek przysłużył się do celów szkoleniowych policji (mogłem jeszcze się opierać czy uciekać, to bym więcej rzeczy do przeszkolenia sprawdził 😉 ). Straciłem około godziny czasu i trochę stresu. W ramach plusów miałem przejażdżkę radiowozem. Szkoda, że nie na sygnale 😉

Uwagi na przyszłość:

  • Nie wyrzucać karty gwarancyjnej, paragonu. Na karcie gwarancyjnej wpisać nr ramy.
  • Płacić za rower kartą – jak się zgubi paragon to może wyciąg z konta może służyć jako potwierdzenie zakupu (taka informacja słowna policjantów – nie wiem czy prawdziwa).
  • Zarejestrować rower na policji – tj. oznaczyć go. Informacje o znakowaniu w Bydgoszczy.
  • Co z rowerami składanymi – nie mam pojęcia – w każdym razie nie usuwać nr ramy – bo to „jeszcze gorzej”.

Ja chyba sobie zrobię ksero paragonu i karty gwarancyjnej – będę przy rowerze woził, by nie mieć zepsutego wyjazdu (co by było gdyby mi ten rower sprawdzili np. w Gdyni…). Trochę straszne, że gdybym nie miał potwierdzenia zakupu (bo kupiłem 7 lat temu, w innym mieście) to rower już mógłby nie być mój.