TLK z miejscówkami, rowerami i burd…. bałaganem ;)

Podróżując pociągami po Polsce można trafić na ciekawe momenty 🙂 Ostatni taki widziałem w pociągu TLK Norwid rel. Kraków-Gdynia 10 czerwca 2012 r. Pociąg ten dawniej był Expressem (albo IC?), ale z powodu remontu torów (pomiędzy Warszawą a Gdańskiem) zmieniono go na TLK (czyli mniej płaci się za bilet). W zamian wprowadzono w takich kilku „zdegradowanych” pociągach miejscówki (kosztujące 5 zł, więc nie ma tragedii). Wszystko fajnie jeżeli uda się na taki bilet kupić bilet – już dwa razy mi się nie udało (brak miejsc w pociągu).

Ale w takim wypadku nie należy się martwić – prosimy w kasie o „potwierdzenie braku miejscówek” i wsiadamy do pociągu. I tam prosimy konduktora o miejscówkę bez wskazania miejsca. (posiadając informację od kasjerki, że miejscówek nie było płacimy tylko 5 zł – bez takiej informacji dodatkowo 10 zl za wystawienie w pociągu). I albo siadamy, albo i nie.

Problem zaczyna się, gdy do takiego pociągu TLK wsiada za dużo ludzi bez miejscówek. A wsiadają bo np. do Warszawy można nim dojechać np. 2h szybciej niż jadącym 15 minut wcześniej zwykłym TLK. Wtedy pociąg jest bardzo wypakowany. Ale nie… Intercity (czyli operator TLK) nie dostawi chociaż jednego wagonu. No bo po co… (albo nie ma takich przystosowanych do 160 km/h więcej).

Większy problem pojawił się gdy do pociągu chcą wsiąść rowerzyści – i tak było w niedzielę. Do wagonu bezprzedziałowego chciało wsiąść około 10 osób z rowerami (i sakwami). Bilety mieli kupione ponad tydzień temu wraz z biletami na rowery. A co PKP Intercity? A nic. Wagon bezprzedziałowy nie miał miejsca dla rowerów (poza tym przedsionki były zajęte przez ludzi bez miejscówek.

Rowerzyści trochę dyskutowali z konduktorem a potem udało im się wpakować do tego wagonu (konduktor przegonił trochę pasażerów z przedsionków). Zmieścili się tylko dzięki temu, że rowery poukładali jeden na drugim. Tak jak na zdjęciu. W każdym razie pojechali.

Inna sprawa: pociąg Warszawa-Gdynia 1 maja. Kasjerka każdemu kupującemu w Bydgoszczy mówi:

Tak, to jest TLK, ale taki inny, z miejscówkami. Na ten pociąg już od tygodnia nie było miejscówek. Kolejny jest za ok. godzinę. Już zwykły. Sprzedać Panu/Pani na ten drugi bilet?

Pokornie kupiłem bilet na ten następny, ale poszedłem jednak na peron na ten z rezerwacjami. Nie byłem jedyny – kilkanaście innych osób również miało podobny plan. No i pytamy konduktora:

Możemy jechać, nawet na stojąco?
– No jasne – jeden wagon jest prawie cały pusty.
No ale kasjerka mówiła, że nie ma wolnych miejsc.
– No bo tego wagonu nie uwzględniono w systemie.
No to fajnie. A miejscówki pan sprzeda?
– No tak. Tylko 5 zl miejscówka + 10 zl za wypisanie.
Ale kasjerka nie chciala nam sprzedać…
– No ale powinni Państwo poprosić o potwierdzenie braku miejsc.
Ale nie wiedzieliśmy…

W każdym razie wsiedliśmy – cześć czekała przy konduktorze a cześć (w tym ja) poszła szukać pustego wagonu. Był jeden prawie cały pusty. W innych ludzie stali na korytarzu (bez sensu…) Usiedliśmy. 15 minut przed Gdańskiem przyszedł konduktor bilety sprawdzać… i na pytanie o miejscówki machnął ręką.

Panie… w tym pociągu jest taki burdel, że niech pan schowa te pieniądze… Może jakoś się uda…

Udało się.