Góry w marcu jeszcze śnieżne są – Rycerzowa

Góry w marcu jeszcze śnieżne są. W kwietniu pewnie też. W któryś z weekendów marcowych wybrałem się w Beskid Żywiecki. Po pracy w pociąg do Rajczy – w Rajczy spotkanie z lokalnym pijaczkiem:

„Chcecie iść na Danielkę teraz, nocą? Umrzecie! Ja wam to mmmmówię… A ja byłem we wszystkich górach… Jedynie w Himalajajajach nie… A tak to wszędzie byłem. I wiem, ze beze mnie byście zginęli.”

Dobrze, ze autobus przyjechał po 10 minutach 😀 Z Ujsoł mamy kawałek na chatkę w Danielce – ze znajomym byliśmy w piątkowy wieczór jedynymi mieszkańcami (nie liczę chatkowego). Chata zimna strasznie (dopiero rozpalaliśmy kominek i piec). Nie żałowałem, że wziąłem ciepły/duży śpiwór.

Rankiem wchodzimy w słońcu na grzebiet Urówek i czerwonym szlakiem na Mladą Horę. Po drodze widoki piękne 🙂 Jednak im bliżej celu tym bardziej się chmurzyło. Goniła nas znajoma idąca z Rycerki i i na Mladej Horze nas wreszcie dogoniła (dwóch fotografujących nigdy nie będzie szybszych od jednej mniej pstrykającej 😉 ).


Z Małej Rycerzowej widać Babią i Pilsko. Niestety Tatr nie. Schodzimy do schroniska i przy obiedzie pojawia się widok na Tatry Zachodnie 🙂

Planowo mamy zarezerwowany nocleg na Przegibku, ale po zobaczeniu plakatu o slajdowisku o Gruzińskich górach zmieniamy plany i zostajemy na Rycerzowej. 🙂 Bez plecaków robimy jeszcze spacer na Wielką Rycerzową, by się przed zachodem nacieszyć widokami na oświetlone Tatry 🙂 Trzy osoby, trzy aparaty 😀

Slajdowisko pozostawiło mi trochę niedosytu – brakowało mi zdjęć z Gruzji krajoznawczej – były głównie zdjęcie i relacja z wyprawy dolinami po jednym z mniej zamieszkałym paśmie górskim – nazwy nie pamiętam. Ale szałowe były zdjęcia mostków na rzekach 😀

Genialni byli ludzie, którzy przyjechali w Beskid na weekend z… Mińska Mazowieckiego. Szacun. 🙂

Następnego dnia pogoda była marna – śnieg padający. Brak widoku na dalej niż 100m. Dojście do Przegibka było troszkę urozmaicone lekkim błądzeniem 😉 Ale lekkim. Potem ominęliśmy Bendoszkę z lenistwa (chyba nawet mojego) i do samochodu. W dolinie Rycerki zauważyli do którego było widać kilkadziesiąt różnych tras zwierząt na śniegu – paśnik celem wędrówek całego lasu 🙂 No i to tyle.

Więcej zdjęć na Picasie.

Kontomierz – czyli informacja o osobistych finansach dla leniwego

Parę razy szukałem programu, w którym mógłbym sobie wpisywać ile, na co, kiedy i czemu tak dużo wydałem. Były to głównie programy do zainstalowania na komputerze, czasami arkusze kalkulacyjne. Ale z powodu potrzeby wpisywania zbyt wielu danych (tj. transakcje bym musiał samodzielnie wklepywać) programy takie nie przekonały mnie.

No i jakoś kilka miesięcy temu zauważyłem reklamy czy też opisy serwisu – Kontomierz. Cóż to jest? Jest to serwis dzięki, któremu w wygodny sposób możemy kontrolować swoje wydatki i przychody.

Czemu wygodny? Główną zaletą jest automatyczny import danych z kont, które sobie dodamy – tj. aplikacja java pobieraja dane z kont na nasz komputer, a potem wysyła (bez hasła, z usuniętymi numerami/nazwiskami itp.) na serwer Kontomierza. Można również samodzielnie operacje dodawać lub importować pliki CSV.

Dane są w przyjazdy sposób prezentowane: wyświetla nam się cała suma aktywów, ile wydaliśmy w miesiącu (lub innym okresie). Jeżeli poświęcimy chwilę na skategoryzowanie swoich operacji to będziemy wiedzieć ile wydaliśmy na rozrywkę, zakupy, paliwo, bilety itp. Lepiej pokazuje zadłużenie na kartach kredytowych niż patrzenie tylko na wyciąg.

Serwis automatycznie ukrywa operacje wewnętrzne (z wlasnego konta na inne własne) (tj. z oszczędnościowego na zwykłe i na odwrót), także odsetki można ukrywać (przydatne to było przy lokatach jednodniowych 😉 ). Można zdefiniować budżet i myśleć „dlaczego tak szybko go wykorzystuję”. Do tego można obserwować akcje, fundusze inwestycyjne, jakieś resztki waluty w szufladzie (ile warta na PLN jest obecnie).

Na czym serwis zarabia jeżeli to daje za darmo? Na razie mają dofinansowanie z jakiegoś programu unijnego oraz zarabiają na reklamach i tym, że polecają zmianę konta/kredytu itp. I coś przebąkują o nowych funkcjonalnościach, które by były płatne.

A co z bezpieczeństwem?

No to tutaj każdy musi już sobie sam odpowiedzieć. W sumie serwis ma dane o moich finansach, które mu sam dałem. Rozumiem, że to nie dla każdego może być do przełknięcia. W moim wypadku zalety tego rozwiązania przewyższyły wady (tj. „co oni z tym mogą zrobić”). Doszedłem (może do błędnego) wniosku, że nic nie mogą zrobić co mi może zaszkodzić. Do tego troszkę osób, których wpisy blogowe cenię, albo używa kontomierza albo nie widzi w tym wielkiego zagrożenia. No i tyle 🙂 Jakby serwis moje hasła do sobie przesyłał to podejrzewam, że już by ktoś z tego aferę zrobił… A nie zrobił. No i banki nie zablokowały dostępu aplikacji.

W celu pogłębiania informacji polecam ten wpis: Nowy Kontomierz – wielki debiut.

Exploseum – bydgoskie muzeum w dawnej fabryce nitrogliceryny

W czasie II Wojny Światowej Niemcy zbudowali w Bydgoszczy wielką fabrykę materiałów wybuchowych DAG Fabrik Bromberg. Obecnie jedną część – strefę produkcji nitrogliceryny – udostępniono do zwiedzania. Jest to oddział Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy – tzw. Exploseum. Reszty się za bardzo nie da, bo to obecnie Zakłady Chemiczne Zachem.

Muzeum zostało otwarte w zeszłym roku – obejmuje kilka(naście) budynków, kilkaset metrów tuneli (część podziemnych, część naziemnych). Samo muzeum nie opisuje tylko samej funkcjonującej tu fabryki, ale też informacje o samej Firmie DAG (założonej przez Alfreda Nobla – Dynamit Nobel AG). Jako, że Nobel wynalazł dynamit to jest też ekspozycja o nim, o innych noblistach. Także trochę informacji o innych rodzajach broni (także jądrowej). Chociaż nie wszystkie ekspozycje jakoś mnie przekonały do zagłębienia się. Hmm…

Muzeum jest wykonane w nowoczesny sposób – to jest oprócz eksponatów, informacji o sposobie produkcji są również wyświetlane filmy na ekranach (głównie historyczne). Całość wygląda ciekawie. Ale jest jedno ale… – zwiedzanie muzeum odbywa się z przewodnikiem. I nie do końca jest możliwość przyjrzenia się wszystkiemu – bo grupa czeka. A zostać nie można bo pomieszczenia są oddalone od siebie o kilkaset metrów, do których przechodzi się głównie tunelami. Uwaga: zimno!

Wstęp do muzeum kosztuje 15 zł/12 zł (na kartę euro26 dają zniżkę chociaż nie końca są przekonani czy powinni 😉 ). Szkoda tylko, że muzeum jest czynne od środy do niedzieli oraz że w ciągu dnia może być tylko 5 tur (to powoduje, ze może być problem z rezerwacją miejsca). (Parę tygodni temu mieli otwarte tylko w weekendy, wiec i tak jest postęp).

Muzeum obejmuje teren jednej nitki produkcji nitrogliceryny – druga jest obecnie w trakcie przystosowywania do samodzielnego zwiedzania (przewodnik opowiada historię zbieracza złomu, który dzien przed wigilią wycinał tam rurę. I zawartość tej rury wybuchła mu w twarz. Przeżył, no ale.)

Poniżej polecam mapkę z miejscem gdzie proponuje się parkowanie samochodów. Stamtąd zwiedzających zabiera busik by po 5 minutach dojechać pod wejście do Exploseum. Pewnie dlatego, że dojazd moze być lekko skomplikowany.


Pokaż Z pętli na przystanek busika do Exploseum na większej mapie

Chcesz zobaczyć wiecej zdjęć? Zajrzyj na moją Picasę. Oraz przeczytaj historię fabryki na Wikipedii.