Jak to z remontem dworca w Katowicach było/jest/będzie

Brawo… Remont dworca w Katowicach rozpocznie się w Mikołajki. Trochę te „brawo” jest ironiczne 😉 Ale po kolei.

Jaki dworzec w Katowicach jest – prawie każdy wie. Do niedawna mało kto wiedział, że betonowy dach hali ma grubość około 6 cm i że jest nielicznym na świecie i w Polsce przykładem architektury brutalistycznej (zobacz moje zdjęcia). Nie jest za piękny, ale jest unikalny za to 🙂 Fajnie byłoby mieć coś unikalnego, a nie burzyć. No ale już trudno…

PKP do modernizacji wybrało firmę Neiver (budowali Galerię Malta w Poznaniu czy Manofakturę w Łodzi). Modernizacja będzie polegać na zburzeniu obecnej hali, zbudowaniu podziemnych kondygnacji (parkingi, dworzec autobusowy) i tunelu drogowego pod halą i placem, odbudowie hali (a przynajmniej kielichów) i budowie centrum handlowego. I to jest część prac. Drugą zajmuje się samo PKP – dotyczy to modernizacji peronów dworcowych. Na razie są w trakcie modernizacji jednego peronu. Mieli zdążyć do początku grudnia – ale coś w to nie wierzę 😉

Ciekawostką nie będzie fakt, że nad peronami (w bliżej nie znanej przyszłości) będzie hala peronowa (takie coś jak we Wrocławiu). Tylko jeszcze nie wiadomo jak będzie wyglądać 🙂

No i wszystko fajnie, tylko, że rozpoczęcie budowy Dworca/Centrum Handlowego miało być 15 sierpnia tego roku. Miesiąc wcześniej pojawiły się plakaty dotyczące zmian komunikacji miejskiej i objazdach. I? I nic się nie ruszyło. Gdzieś w październiku ciepłownicy/wodociągowcy robili parę przekładek swoich instalacji w okolicy dworca i tyle.

Parę tygodni później (koniec października) już mieli zaczynać – tj. ustawili metalowe płotki i wygonili wszystkich najemców z hali dworcowej. Prawie wszystkich – została Apteka, do której się przechodziło za „płotek” – czyli niby na teren budowy 😀 Ale się tam w sumie nic nie dzieje… Bardziej taki chwyt przedwyborczy – „zobaczcie, jednak coś tam robią, bo ogrodzili częściowo halę, wybierzcie mnie”. 😉 Do tego czasu w środku hali nic lub prawie nic nie zrobili…

Dlaczego nie ruszyli? Pomysłów jest kilka: brak finansowania inwestycji, brak całego projektu albo wybory samorządowe. No bo jak można przed wyborami zablokować całe centrum – Szczególnie, że KZK GOP się nie popisał i pasażerowie będą chyba uprawiać wycieczki piesze po okolicach centrum :/ A wtedy by obecny prezydent Katowic mógłby trafić do drugiej tury… A tego by nie chciał 😉

Co teraz? Neiver miał dać znać o rozpoczęciu przebudowy tak aby KZK GOP mógł poinformować pasażerów o zmianach w rozkładach jazdy. I co? I i kicha jak zwykle 😉 Wczoraj (25 kwietnia) poszła plotka na forum „zamykają dworzec 4 grudnia. Po kilku godzinach mamy potwierdzenie w postaci króciutkiego artykułu w Gazecie Wyborczej.

Tylko przedstawiciele KZK GOP podchodzili do sprawy na luzie, bo jak mówili, Neinver o zamknięciu placu obiecał poinformować ich z miesięcznym wyprzedzeniem. I poinformował na początku tego tygodnia (czyli: 22 listopada), że planuje zamknąć plac 2 grudnia. Ostatecznie KZK GOP wytargował jeszcze cztery dni i plac ma zostać zamknięty 6 grudnia.

W piątek rano (tydzień przez zamknięciem) gdy piszę ten wpis – nie ma jeszcze informacji o rozkładach (trasy mniej więcej są znane od lipca – brakuje godzin odjazdów i częstotliwości). No zobaczymy, czy termin na mikołajki jest terminem ostatecznym czy tak tylko sobie ktoś go rzucił w przestrzeń 😀

Co jeszcze? A może ktoś chce linka do kamerki z widokiem dworzec? A może do strony: dworzec-katowice.pl/ (uwaga wizualizacje tam nie są do końca ostateczne tam 😉 ) oraz do wątku Skyscrapercity.

Hura! Nie śmierdzę po imprezie.

Wczoraj przetestowałem czy zakaz palenie w klubach działa. W sumie to przetestowałem w jednym, niedawno otwartym w miejscowości na Wu w okolicy Rybnika… I… jest dobrze. nie śmierdzę, nie było wewnątrz widać kogoś kto by palił. Nie widać było też aby ktoś próbował (a mu nie pozwolono). W sumie dziś będzie sprawdzane w Gliwicach – oby nie było gorzej 🙂

Jeszcze nikt nie dostał ode mnie okrzycza za palenie na przystanku, ale podejrzewam, że się to zmieni, bo nie za bardzo miałem okazję przebywać na przystankach w ostatnich dniach.

To taki krótki wpisik 😀 A co… 🙂

Poszukiwania nagich Szwedek w Sztokholmie – przedłużony weekend w Szwecji

Nie wiem już o co chodziło z nagimi Szwedkami 😉 W każdym razie pojechaliśmy odwiedzić znajomych w Szwecji na początku października. Liniami Wizzair z lotniska w Katowicach. Dzień przed odlotem byliśmy na imprezie w Jazz Clubie w Tarnowskich Górach – heh… byłem pierwszy raz o chyba podstawówki na jakiejś imprezie w TG 😀 Niezły ze mnie mieszkaniec. Ale to nieważne.

W okolicy południa w sobotę ruszamy do Pyrzowic, Ja, Andzia i Monika – w Świerklańcu, w parku krótki spacer w oczekiwaniu na busa (taa… i tak biegliśmy na busa mimo, że było czasu, że hoho). Potem na lotnisku obserwujemy psa, który przeglądał się w drzwiach do kontroli bezpieczeństwa. I tak odciągnął uwagę strażników (tzn. śmiech nie schodził pasażerom i strażnikom z twarzy), że kontrola przebiegła tak jakby jej nie było. Strażnicy mało ambitnie próbowali go wyprowadzić z terminalu („No chodź piesku/pieseczku za mną, pójdziemy na zewnątrz, tam ci się spodoba”).

W samolocie jak zwykle sen. Na lotnisku Szkokholm Skavsta poszukujemy busa do Sztokholmu (drogo… automaty nie przyjmują banknotów, wiec bilety kupić trzeba w okienku na drugim końcu terminalu – tam przechodziliśmy chyba wcześniej). Kierowca nie sprzedaje). W Sztokholmie (a dokładnie w Danderyd, stacja metra Mörby centrum) mamy umówionego kolesia (przez CouchSurfing), który udostępni nam miejsce do spania. Po około godzinie/półtorej jesteśmy na Cityterminalen. Czyli głównym dworcu autobusowym, dworzec kolejowy zaraz obok (także stacje metra wszystkich linii również w okolicy).

Jest godzina – po 20. Najpóźniej o 22 mamy być na stacji metra na przedmieściach miasta. Mamy numer telefonu do kolesia, więc to marudzę: zróbmy nocny spacer. No to przeszliśmy przez część centrum (nie przeszliśmy przez żaden most jednak) i gdy już był czas na szukanie metra zaczęliśmy dzwonić i pisać esemesy. Nie dało rady aby go poinformować, że się lekko spóźnimy… 😀 No i wyszło na to, że czekał na nas na stacji metra około 30-40 minut… Dobrze, że chociaż czekał 🙂

Kim był nas dachodawca? Cichomówiącym Brazylijczykiem. Przygotowaliśmy w jego kuchni (wspólnej z innymi osobami) kolację z kabanosów, sera żółtego i jeszcze jakichś rzeczy przywiezionych z PL. Pokosztował, ale nie wyjadał kabanosów jak to czynili kiedyś znajomi z Holandii/Indonezji) 😀 Obiecał nam, że następnego dnia nas oprowadzi po mieście. I zapytał o której chcemy wstać… Gdy usłyszał, że o 8… „To wiecie co… ja wam dam znać później i dojadę do was”. W końcu nie dojechał 😀

No to ruszamy na stację metra. Metrem (czadową mają nazwę metra: Tunelbana – w Silesii jest podobnie „lukej synku, tu bana bez tunel jedzie”) przejeżdżamy m.in. wiaduktem nad jakąś wodą – nocą tego nie było widać. Wysiadamy na T-Centrallen i idziemy na w stronę ratusza. Po drodze mijamy w miarę interesujący, nowoczesny budynek złożony z metalowych prętów.

W okolicy ratusza jest oczywiście koń, którego trzeba ujeździć oraz nagi Szwed i Szwedka 😀 Pogoda się zrobiła fajna – słonecznie, lekkie chmurki na niebie, więc dobrze jest. Jako, że nie mieliśmy wybitnie dużo czasu (około 17-18 mieliśmy autobus) to zrezygnowaliśmy ze zwiedzania wnętrz/muzeów. Ceny też nas do tego bardziej przekonały 😉

Z ratusza przenosimy się mostem wzdłuż głównej drogi i linii kolejowej na wyspę Riddarholmen. Tam m. in. kościół Riddarholmen w Sztokholmie oraz posąg założycie miasta. Kościół zamknięty. Plac w remoncie (rury ciepłownicze). Dodam jeszcze, że większość rzeczy, które odwiedziliśmy można bez problemu obejść na pieszo. Można jednak skorzystać z metra, autobusów czy tramwajów. Ale nie ma takiej potrzeby w sumie. Najsensowniejsze by było wypożyczenie rowerów 🙂


Stamtąd już kawałek na wyspę i na początek Katedra. Wrażenia wielkiego nie robi – ale jest. W każdym razie jest nieźle schowana w uliczkach – zazwyczaj katedry się widzi jako wolno-stojące na jakimś placu (tak aby było widać jakie wielkie. Z racji braku miejsca na wyspie dookoła poustawiano kamienice (tak podejrzewam). Pobłąkaliśmy się po wysepce – a to kolejny kościół, a to pomnik świętego Jerzego walczącego ze smokiem, a to kwiatki w słoiku przed sklepem, a to ławka, („I myślisz może, że ci jakieś zdjęcie wyjdzie? Że na jakimś zdjęciu wyjdę jakoś sensownie? Niedoczekanie.”).

Chodząc w tych uliczkach usłyszeliśmy głos. Dźwięk. To orkiestra. Zdecydowanym krokiem ruszyliśmy w stronę świa…. znaczy głosu. Głos wydawała orkiestra, bynajmniej nie górnicza… Wojskowa. Szwedzka. Okazało się, że to zmiana warty. No to szybka zmiana obiektywu w biegu i latam pomiędzy orkiestrą a kompania reprezentacyjną. Im dalej idziemy tym coraz więcej ludzi.

Dopiero wtedy zajarzyłem – przecież doszliśmy pod Pałac Królewski. Zmiana warty trwała i trwała – pod koniec już było nudnawo (trochę żołnierze pobiegali w dziwny sposób). Jako, że jesteśmy w Szwecji – równouprawnienie – w kompanii reprezentacyjnej było też parę kobiet. Podobno też w innych miesiącach zmiana warty odbywa się także na koniach.

Sam Pałac Królewski… Hm… jeden z mniej ciekawych zewnętrznie, ważniejszych budynków w Sztokholmie – takie wrażenie klocka zrobił.

Ruszamy dalej – obok kościoła fińskiego (łoo… nie wiedziałem, że takie coś istnieje), wzdłuż nabrzeża. Poszukiwania kawy i jedzenia. Po posiłku dalszy spacer – tym razem na wyspę Skeppsholmen – tam stoi przycumowany żaglowiec, znajduje się muzeum sztuki nowoczesnej i jest przystań jachtowa. Znaleźliśmy pomost z widokiem, na którym się rozłożyliśmy. Widok na kolejna wyspę (tzn. z Muzeum żaglowca Vasa i Muzeum Narodowe). Na pomoście leżała para i razem kontemplowała widok na lunapark. Musieliśmy się źle zachowywać (tj. mostki, wybicia z biodra 😉 ), że po jakimś czasie zniknęli… :/ Pomost posłużył za stół obiadowy.

Zmęczenie nas dopadało, więc na pomoście trochę czasu nam zetrwało. No i ruszamy w stronę Cityterminalen. W parku chwytam ucho zająca/królika. Nie miał kapelusza i nie biegł do dziury. Więc Alicją nie został.

Autobusem ruszamy do Linköping. W czasie jazdy autobus nie był wyprzedzany przez jakąś wielką liczbę samochodów. Jeżeli na autostradzie jest ograniczenie prędkości to wszyscy tam tak jadą… Zero szaleńców.

Z dworca odbierają nas znajomi. I przewożą do jednej z dalszych dzielnic miasta. Tam w ich mieszkaniu gadamy, jemy, pijemy, opowiadają nam co jest w mieszkaniu z IKEI, a co z Polski. Dowiadujemy się różnych rzeczy – dlaczego np. w suficie nie ma kabelków do lamp „bo jaki Szwed by się interesował jakie kabelki ma podłączyć – wystarczy kabel z wtyczką – podłączy sobie do kontaktu, a lampę sobie zawiesi gdzie chce”. Proste? 😉

Rano następnego dnia Mariusz pedałował na uczelnię, Anna też na 2h, więc dostaliśmy czas wolny, który spędziliśmy na… placu zabaw. 😀 Bo place zabaw fajne są… Jak dzieci, co nie? Place zabaw były w skansenie – miały tam być muzea, ale jakoś wszystkie pozamykane na głucho. Już chyba po sezonie.

Później przeszliśmy do kolejnego skansenu (już z Anną) – tym razem nie wieś, a miejscowość szwedzka. Ciekawostka – w skansenie żyją sobie ludzie, jest prawdziwa poczta, prawdziwy fotograf. To wszystko w budynkach starych (często ze starym wyposażeniem).

Powrót na obiad i ruszamy już Mariuszem (który przedzierał się rowerem przez korki !rowerowe! o godzinie 15 z Uniwersytetu). Autobusem na stację do Linszopin (tak się nazwę miasta czyta), potem kolejny nad kanał Gota do miejscowości Berg. Znajduje się tam na krótkim odcinku kilka śluz. Nie trafiliśmy na śluzowanie (po sezonie). Ale ilość śluz na tak krótkim odcinku robi wrażenie.

Później chwila w oczekiwaniu na autobus spędzona na cmentarzu pod klasztorem/kościołem Vreta Abbey. No i powrót – w centrum miejscowości krótki spacerek wieczorny (wstąpienie do biblioteki – niezłe fotele tam mają – można się nieźle wyłożyć i czytać).

Wieczorem z Mariuszem miałem, krótkie wieczorne oprowadzanie po uczelni – fajnie tam mają 🙂 Dojechaliśmy tam na rowerach – po 20-21 rowerów jeszcze była tam masa. A także wiele osób w samych budynkach uczelni. A przy ścianach uczelni… możliwość napompowania kół roweru 😀 Ilość rowerów stojących na uczelni jest wieeeelka. Wzdłuż całej alei łączącej wydziały stoi ich kilka(naście) tysięcy. A to październik – dla części osób już za zimno.

Kolejny dzień – już ostatni. Katedra w Linkoping (zachwyca), ratusz (tak sobie), Zamek (nic a nic 😉 ). Potem kolejny plac zabaw z rurą przenoszącą głos kilkanaście metrów dalej. I osiołek też był. Potem zjeść po batonie nad rzeką/kanałem i do busa. W busie na lotnisko spotkaliśmy Polkę, która leciała do Polski, aby… pochodzić po Tatrach. 😀 W oczekiwaniu na Wizza wydajemy ostatnie korony… zostało ich 15. Za 12 można było kupić jakiś pojemnik z lukrecją (obrzydlistwo) lub jakieś nieznane cukierki. Tak… to był strzał w dziesiątkę. Kolejne obrzydlistwo – nikt nie chce tego, więc dostają to osoby, które nie wiedzą jak to smakuje. Nie znalazł się nikt kto by dwa cukierki zjadł. No i tyle 🙂

Galeria zdjęć z tego wypadu do Szwecji znajdziecie w albumie na PicasaWeb.

Lisia Babia Góra we wrześniu

Gdzie jest pięknie? W górach. Szczególnie jak się trafi na dobrą pogodę i towarzystwo. We pewien wrześniowy weekend wybraliśmy się na Babią Górę – najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego (i najwyższy szczyt w Polsce jeżeli pominiemy Tatry).

Dojazd z przygodami – 1. samochód postanowi przetestować skrót, którym mieliśmy jechać wieczorem na chatkę w Lachowicach.

Zdziwienie wywołał w nas objazd. Po zasięgnięciu języka u jednego tubylca („Tam skrót do Zawoi… O tam… Kaj ten samochód pojechoł. Pojedziecie tam kawałek wonsko. a potym bez wode i bedziecie na tyj drodze.”). To „bez wode” okazało się przejazdem przez rzekę/potok wpław. 😀 Samochód przeżył – bo płytko i płytami wyłożony potok. Ale za chwilę utknął w korku na tej polnej drodze… w korku. 😀

W Zawoi oczekujemy przyjazdu drugiego pojazdu pod kościołem. Przejechali… i musieli się cofać prawie z Krowiarek 😀 No W każdym razie znaleźliśmy się i ruszyliśmy z okolic Dyrekcji BgPN. Najlpierw leniwie zielonym szlakiem na Markowe Szczawiny. Jest tam niedawno zbudowane od nowa schronisko. Wyglądało pozytywnie tylko klozet za 1-2zł :/ No i otoczenie trochę mało zagospodarowane zielenią (ubita ziemia).

Następnie Percią Akademicką – szlak jest miły i przyjemny. W jednym cz dwóch miejscach są łańcuchy (nie do końca potrzebne) no i klamry („poczekajcie na dole aż wejdę i wam zdjęcia z góry będę robił”). Częściowo schodki, powalone głazy. Nie jest to jakiś straszny szlak.

Troszkę denerwuje czekanie na idących w przeciwnym kierunku (przyjęło się, że szlak jest jednokierunkowy, ale nie ma chyba takiego oznaczenia… więc nie ma co narzekać).

Co było na Diablaku (czyli szczycie głównym Babiej Góry)? Ha 🙂 Kamienie, widoki, ludzie i … lis. Lis skrytożerca. Podchodził do ludzi i poszukiwał kanapek z pasztetem (te są jego ulubione). Adze próbował zakosić – nie dała! Zuch dziewczyna!

Jednak część (nieodpowiedzialnych) osób rzucała mu jakieś rzeczy do jedzenia. On jak gdyby nic przechadzał się pomiędzy fotografami szukającymi w miarę dobrego kadru.

Widoku ze szczytu bardzo oszałamiającego ze szczytu nie było, ale nie ma co narzekać. Można się i tak cieszyć! Lekki zarys Tatr, Wielkiego Chocza czy Małej Fatry. I nie wiało! Cud 🙂

Schodzimy – plan był aby przejść przez Małą Babią, ale stwierdziliśmy, że czasowo nie damy rady (aby nie złazić po zmroku). Weszliśmy tylko na Małą (czyli Cyl) i czerwonym na Markowe Szczawiny. Po drodze – jak zwykle w takich wyższych górkach spotykało się, któryś już raz wyprzedzanych turystów. Z Markowych zeszliśmy troszkę inaczej – tj.czarnym szlakiem i potem niebieskim do parkingu. Też ładnie.

Oczywiście musieli się przyzwyczaić do obstrzału fotograficznego – po pewnym czasie już nie przeszkadzali sobie – byli naturalni. Gorsze, że zaczęli mi liczyć czas od zrobienia ostatniego zdjęcia („ej… już 15 minut aparatu nie wyciągnąłeś co się z tobą stało” – a to niedobre ludziki 😉 )

Powrót miał polegać na tym, że jedziemy skrótem do Lachowic i tam nocujemy w Chatce na Adamach. Problem pojawił się zaraz po zjeździe z główniejszej drogi. Przejechaliśmy obok patrolu policji (już ciemno, a w Zawoi trwał festyn – policjanci oczekiwali ‚trunkowych’ kierowców). Za tym patrolem zauważyliśmy, że nie mamy ogona (tj. drugi pojazd gdzieś sie zagubił). No to na pobocze. Czekamy. („Może kontrolę drogową trafili”).

Po paru minutach próbujemy dzwonić – nie ma zasięgu. Okazało się, że jest awaria. Samochód ma zerwany pasek odpowiedzialny za wspomaganie kierownicy i jeszcze chyba oświetlenie (nie znam się – w każdym razie jakiś error). Jechać jechał, ale po 3 km za zjechali w poszukiwaniu warsztatu. Samochód zostawiony i na dwa razy (bo 6 osób nas było) docieramy drugim pojazdem do Lachowic. Na chatce pulpa, jakieś wino, piwo, gry i sen 🙂

Rano kierowca pobiegł naprawiać pojazd, a reszta po długim lenistwie (i pomocy przy sprzątaniu chatki) rusza na Jałowiec. Tam odprawiamy różne dziwne pozy do zdjęć z widokiem na Pilsko… Potem w chatce rozmawiamy z dziewczyną, która sama idzie (aby tylko nie pomylił) od Rabki albo Jordanowa. I też była chwile wcześniej na Jałowcu:

– No myśmy też byli. Trochę się zachowaliśmy może głośno.
– A tak… Chyba was widziałam – skakaliście, biegaliście, rzucaliście się na siebie itp.
– No tak, to my…

Więcej zdjęć w albumie na PicasaWeb. Zachęcam 🙂 Szczególnie, że teraz już prawie zima idzie…

Przez tych Panów Silesia straciła kilkaset milionów…

  • Piotr Uszok, Prezydent Miasta Katowice – Przewodniczący Zarządu
  • Marek Kopel, Prezydent Miasta Chorzów
  • Zbigniew Podraza, Prezydent Miasta Dąbrowa Górnicza
  • Zygmunt Frankiewicz, Prezydent Miasta Gliwice
  • Kazimierz Górski, Prezydent Miasta Sosnowiec
  • Eugeniusz Moś, Prezydent Miasta Świętochłowice
  • Andrzej Dziuba, Prezydent Miasta Tychy
    • Zarząd Górnoślaskiego Związku Metropolitarnego (czyli tworu, który w sumie nic nie zrobił!)

Brawo!! Mieszkańcy są z Was dumni… Przeczytaj: Metropolia Silesia straciła 600 mln złotych dofinansowania na spalarnię śmieci.

Ps. Najlepsze, że prawie identyczna lista osób zasiada w Zarządzie KZK GOP-u. Ciekawe czy też dofinansowanie do Śląkiej Karty Usłuch Publicznych też się gdzieś straci… :/ Dumni jesteśmy. Hurra!!

A niech się ktoś odważy jeszcze na tych Panów zagłosować…