Rowerem na dworzec codziennie? Czemu nie!

Od maja dojeżdżam rowerem codziennie rano 1-2 km (wow! co za odległość, co nie? 😉 ). A potem po pracy z powrotem. Rower zostawiam przyczepiony linką do płotku w okolicy dworca autobusowego w Tarnowskich Górach. Obok stoi zazwyczaj kilka innych rowerów (maksymalnie stało około 7-8). Motywację mi dał wpis na blogu Szymczaka.

Potem wchodzę do autobusu i jadę do pracy. Kierowca już mnie chyba kojarzy, bo jak jestem minutę po czasie odjazdu to jeszcze na mnie poczeka 😀 (stawiam go tak, że kierowca widzi czy już jestem czy nie – 100m odległości). Przez pewien czas brałem siodełko do plecaka „a nuż ktoś by chciał rower ukraść, to taki bez siodełko mniej go skusi”. Od chyba miesiąca siodełko olewam 😉

Pamiętam w maju rozmowę z jednym kolesiem przy tym płotku:

– A nie boisz się złodziei? Że ci rower ukradną?
– W sumie to rower ma z 10 lat. Jakby zniknął to nie będzie wielkiej szkody. No i dopiero 3 dzień tak jeżdżę.
– Ale rower to rower.
– No tak, ale biorę siodełko ze sobą – może to troszkę opóźni jego zniknięcie.
– No ja w sumie tez się zastanawiałem nad przyjeżdżaniem rowerem, bo nie chce mi się chodzić na autobus tych 10-15 minut.

Następnego dnia jak dojechałem, to koleś przyczepiał swojego górala. W sumie to nawet się cieszyłem – bo wtedy to jego miał najsensowniejszy wygląd 😀 Mój był drugi w subiektywnej kolejności „taki chciałbym mieć”. 😉 Od jakiegoś czasu nie ma tego pierwszego roweru – mam nadzieję, że nie zniknął w sposób zaboru mienia…

Co jeszcze z tego tematu? 🙂 A to, że rower w piatek urwał mi się błotnik (złamał się ten element metalowy trzymający – oby jutro nie padało – muszę do sklepu skoczyć). Nawet jak leje to rower zabieram – bo nie chce mi się iść (mam taką pomarańczową osłonkę na plecak, więc mnie nie oblewa z tyłu nic). No i opanowałem jazdę na rowerze z parasolem. Rower zdążył również kilka razy nocować na dworcu – zawsze następnego dnia był. Jeszcze do Lidla czy kościoła jeżdżę też na nim mimo, że to parę kroków. Zobaczymy ile wytrzymam – zależy od pogody.

Jak znajomym osobom mówiłem o tym, że rower mój stoi na dworcu to za każdym (może z nielicznymi wyjątkami) padało pytanie: „A nie boisz się, że ci go ukradną?”. Odpowiadam: „jak ukradną to trudno, ale moim głównym rowerem jest crossowy, a jego na dworcu nie zostawiam. A ten to 10-cio letni góral – kto by go chciał – 5 zł na złomie by dostał ;)”. W sumie to jakiejś wielkiej odległości nie mam… no ale zawsze jakiś odcinek jest 🙂

Teraz będzie walka: MZKP chce modernizować dworzec autobusowy – w sumie bardzo dobrze. Ale w koncepcji nie przewidzieli miejsca na zostawienie rowerów. Trzeba ich o to pomęczyć. Pomoże ktoś? 🙂

16 myśli do „Rowerem na dworzec codziennie? Czemu nie!”

  1. Warto poruszyć lokalną społeczność do podpisywania petycji o miejsce dla rowerów. Do tego zaangazować się w jakąś rowerową masę krytyczną 🙂

  2. W Łodzi działa prężna grupa nacisku GPO, i wielu sympatyków roweru, nie jedno udało się im załatwić. Grunt to zmobilizować kilka osób i dać o sobie znać w urzędzie 🙂

    Dzięki za podlinkowanie i fajnie że byłem motywatorem 🙂 Powodzenia z rowerem i oby pogoda sprzyjała jak najdłużej. Choć mam znajomego, który na rowerku śmiga cały rok, nawet zimą w mrozy i śnieżyce.

  3. Bo zimno ma to do siebie że jest zimne kiedy przesiedzieliśmy 30 minut w ciepłym autobusie i musimy wyjść…
    Na rowerze gdzie człowiek cały czas jest w podobnych warunkach i cały czas generuje ciepło. Po prostu poza momentem wyjścia z domu nie ma takich zmian temperatur i przez to po pierwsze można się idealnie ubrać po drugie nie ma momentów zimna. Polecam!

  4. urwał mi się błotnik (złamał się ten element metalowy trzymając (…))

    To jest coś strasznego! Ja już dwa razy urwałem tylny błotnik. W tym czasie brat kupił sobie nowy rower, a ja przejąłem jego poprzedni, nieposiadający błotników i tak też „rozwiązałem” ten problem. A widziałeś może w rowerowym inny błotnik niż plastikową atrapę? Już się chyba nie produkuje osobno normalnych błotników tylko taki pic na wodę, który w deszcz nic nie zatrzyma…

    A zdarzyło mi się już tym samym rowerem jechać w burzę, w ulewę i wiem jak nieprzyjemnie jest mieć błotko wszędzie (wracaliśmy znad jeziora w strojach kąpielowych, odziani w ręczniki; kolega skręcił nie w tę drogę i nadrobiliśmy od 8 do 12km) 😀 .

  5. Spróbuję pomęczyć i może kogoś do tego męczenia przekonać 🙂 Z tym, że nie wiem jak to dokładnie planują. Na razie jest tylko taki schemat:
    http://www.bip.mzkp.akcessnet.net/upload/20100304124217byus0ay06txy.pdf
    http://www.bip.mzkp.akcessnet.net/upload/201003041241503s5szv85e2a6.pdf

    Info z przetargu na projekt budowlany:
    http://www.bip.mzkp.akcessnet.net/index.php?idg=5&id=86&x=4&y=93

    W sumie to jeszcze mam tam paru uwag – nie rozumiem tam dwóch pasów drogi naokoła dworca (szczególnie, że zostaje tam jednokierunkowa droga)…

  6. Oj chciałbym mieć gdzie pod domem dwa rowery dla siebie (plus po jednym dla żony i córki, wkrótce dla syna) trzymać…
    Gdy rower trzeba znosić i wnosić na 3 piętro, to do Lidla czy do pracy woli się chodzić na piechotę. No i jak mam jeden rower, w miarę porządny, to wolałbym go nie stracić…

  7. Akurat ta linka to nie jest do otwarcia małymi obcęgami 😉 Ale wiem, że to takie zabezpieczenie, że hoho… drugiego roweru bym tym nie przyczepił 😉

    Ale nie warto mi było wydawać 200zł na U-locka. To by wtedy mi było szkoda tego u-locka – bo warty gdzieś 4-5 razy więcej niż sam rower 😀

    Jajcuś: A nie ma wózkowni? Ja miałem – musiałem w domu klucza poszukać. I potem zrobić tam lekki porządek (tj. te wszystkie starocie, które ktoś tam umieścił wrzuciłem do dwóch rogów i miejsce jest 🙂 ) W wózkowni stoi teraz z 4-5 rowerów – z czego jeden mój, a trzy kolejne jednej rodziny z klatki (ojca i dzieci). Starych ram nie liczę 😀

  8. Piwnicę musiałbym najpierw dostosować… ażurowa ścianka z cegieł i drewniane, ażurowe drzwi, które można po prostu wyciągnąć z zawiasów… 😉
    Myślałem o tym, żeby zainwestować w porządne drzwi i kupić ubezpieczenie, które objęło by rower w piwnicy… ale żona miała jakieś inne pomysły…
    No i trzeba by częściowo tę piwnicę opróżnić, bo teraz roweru tam się nie wciśnie 😉

  9. No w sumie z mojej piwnicy zniknął mi miesiąc po komunii nowy rower Wigry-3 (ile to lat temu były… łooo).
    Ale teraz to nie wierzę, że by się komuś chciało tego górala kraść 😀 Bo w sumie to drzwi do wózkowni nie są ambitnie wytrzymałe 😀

  10. @Adaś fajny projekt (Ty wiesz jaki 🙂 ) wczoraj wrzuciłem na fejsa link do tej notki na Jogu i powiadomiłem odpowiednich ludzi także nie zdziw się jak ktoś z Łodzi zaoferuje CI pomoc merytoryczną w sprawach związanych z przestrzenią dla rowerów w mieście 🙂

  11. Ja się zastanawiałem, czy nie kupić w PKP miesięcznego na rower (coś około 55zł/m-c) i nie dojeżdżać nim z domu na dworzec i z dworca na uczelnie, ale nadal miesięczny na MZK jest tańszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *