Niedasim urzędników da się pokonać? Stojaki rowerowe w Gliwicach

Pamiętacie moje i Ady marudzenie w sprawie stojaków na rynku Gliwickim? Dzisiaj mnie poinformowano, że w Gazecie Miejskiej pojawił się następujący tekst:

Pan Adam zastanawia się, czy na remontowanym Rynku w Gliwach powstaną stojaki rowerowe. Zwrócił się z tą sprawą do ZDM-u, które wykluczyło możliwość zmian w projekcie zaakceptowanym przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (odpowiedź z 25 sierpnia). Jednak jak zapewnia nas rzecznik prasowy gliwickiego magistratu, Marek Jarzęowski, stojaki zostaną ustawione:

– Pierwotny projekt nie przewidywał stojaków na Rynku. Jednak spore zainteresowanie gliwiczan rowerami jako środkiem komunikacji sprawiło, że zostały naniesione poprawki. Potwierdzam, że stojaki w tamtym miejscu powstaną i to solidnie zabezpieczone.

To miło. Co nie? 🙂 Czyli niedasizm da się przezwyciężyć… Już pal licho, że nie wiem co to znaczy: „będę solidnie zabezpieczone”, Ważne, że będą 🙂

17 myśli do „Niedasim urzędników da się pokonać? Stojaki rowerowe w Gliwicach”

  1. A potem się go odwiesza 😀

    A pamiętasz, o tych stojakach na placu Mickiewicza? Bo przechodziłem w okolicy i mi się zapomniało poszukać jak one tam wyglądają.

  2. W tym ostatnim zdaniu chodzi o to, aby żaden cyklista nie spiłował stojaka, nie wrzucił go na bagażnik i nie odjechał z nim w siną dal. Czy to nie proste i logiczne?? 🙂

  3. Tak na dobrą sprawę to pomysł niestawiania stojaków rowerowych jest skrajnym debilizmem. Rowery nie hałasują, nie smrodzą, są zdrowe, małe, nie powodują korków. Jakie normalne władze nie chcą rowerów w swoim mieście!?

  4. Jeszcze Adizm (bo Ada też nieźle się w tej sprawie pokręciła).
    No i może po prostu urzędnicy nie mają zakorzenionej w świadomości dbałości o rowerzystów. Więc trzeba ich pomęczyć 🙂

  5. Jakie normalne władze nie chcą rowerów w swoim mieście!?

    Zapomniałeś, że w dobie szerokiego rozpowszechnienia samochodów, władze często zapominają o tym, że istnieją ludzie poruszający się rowerem, i że istnieje takie coś jak rower. I potem wychodzą takie kwiatki, jak czujniki systemu sterowania światłami na skrzyżowaniach rowerów nie wykrywają…

    No i ta mentalność, typu „to nie wieś, żeby tu rowerem jeździć”…

  6. Szczerze mówiąc, to nie spotkałem się z taką mentalnością. Ale może i masz rację… Zresztą pewnie zależy od miasta i od tego, jak często mieszkańcy o rowerach przypominają. W Wawie przeróżne masy krytyczne i itp. nie pozwalają o rowerzystach zapomnieć.

  7. W Wawie przeróżne masy krytyczne i itp. nie pozwalają o rowerzystach zapomnieć.

    No ale i tak jak już coś władzę robią, to zwykle na „odwalsię” [1]. No może oprócz stojaków na parkingach P+R, które wbrew pozorom są dość dobre.

    A tak BTW, to właśnie ten cytat „to nie wieś, żeby tu rowerem jeździć” dotyczył się oryginalnie właśnie stolycy.

    [1] Spróbuj się przejechać rowerem od Jabłonnej do Starzyniaka bez łamania przepisów, zobaczysz o czym mówię.

  8. Swego czasu zrobiłem sobie wycieczkę z Legionowa do Ursusa (fakt, z małą pomocą ZTM ;)) i dało rade. Ale przyznam, że nie wiem czy łamałem przepisy. Gdzie się dało, jechałem ścieżką, a jak nie to chodnikiem. Cytatu „to nie wieś” bym się po wawie nie spodziewał, ale z drugiej strony jest w tym mieście sporo takich „pseudo miastowych” co im się parę lat temu wymyśliło, że tu jakaś ziemia obiecana i właściwie wystarczy tu zamieszkać, żeby być kimś… No, ale to temat na inną rozmowę.

  9. bq. a jak nie to chodnikiem

    Czyli łamałeś z pewnością – chodnik jak sama nazwa wskazuje domyślnie służy do chodzenia, tylko w niektórych przypadkach dopuszcza się po nim jazdę:
    a) masz <10 lat
    b) opiekujesz się dzieckiem <10 lat
    c) chodnik ma >2m szerokości i na jezdni dopuszczone jest >50km/h (czyli w mieście głównie w godzinach 23-5)
    Po pasach (tak jak pieszy) jeździć może tylko a) gdyż formalnie jest traktowany jak pieszy.

    A o warszawie-nie-wsi mówił Marek Woś, OIDP rzecznik Zarządu Dróg Miejskich

  10. Gratuluję wam obojgu zwycięstwa nad skostniałą masą urzędniczą 😉 Nawet, jeśli była lekko rozmiękczona wyborami.

    A co do wpływu Masy Krytycznej – w Gliwicach organizowana jest w miarę regularnie (sam udziału nie brałem, więc dokładnie nie wiem), a jednak o rowerzystach władze zapominają. Gdyby tak zaczęli jeździć z kosami, widłami i pochodniami…

  11. Masa sama z siebie nie działa zbawiennie na umysły władz – co najwyżej wzmacnia jakąś organizację przy rozmowach z urzędami, m.in. przez udział mediów. W Warszawie nie ma co ukrywać masa sporo dała Zielonemu Mazowszu, wcześniej nazwę tę znali głównie przeciwnicy, a teraz o organizacji mówi się o wiele pozytywniej! I to ma znaczenie, bo opinią pieniaczy urzędnik się nie przejmie, a przedstawicieli pozytywnie widzianej organizacji już (trochę) tak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *