O problemach kobiet z gumami

Będzie rowerowy wpis – przyszła wiosna. Można jeździć… W sobotę gubienie się w lesie na północ od Tarnowskich Gór. Na niedziele był plan aby podjechać pociągiem do Zawiercia i zrobić wycieczkę po Jurze… No plany pozostały planami. Aby dogodzić wszystkim zostały zmienione na:

  • adas jedzie z TG do Gliwic, tam dołącza Żaba – wspólnie do Łazisk do Darii. Potem Patryk w okolicy Gostyni i do Kobióra po kolejne 2 osoby.

Ale nie… To by było za proste.

Godzina 9 start. Po kilku kilometrach przychodzi esemes od Żaby: „Nie dam rady być na 10. Walczę od 0,5h z kołem i nie potrafię go naplompać”. No to próba wysłania przeze mnie sms-a kończy się niepowodzeniem – 0,01 zł na koncie. Puszczony sygnał – może odzwoni. A skąd! Odbiera i po sekundzie koniec rozmowy. Cały czas mam nadzieję, że jednak zadzwoni.

Do Gliwic dojeżdżam po około 70 minutach (myślałem, że będzie gorzej). Po drodze – może jednak dojedzie do tych Gliwic… No nic – pierwszy kobiecy problem z gumą.

Jadę dalej – kierunek Łaziska Górne. Po drodze trzeba przejechać przez budowany węzeł Sośnica. Robi wrażenie… Wcześniej należy odbyć rozmowę z panem ochroniarzem przy szlabanie. Ochroniarz robi selekcję – tego przepuści – tamtego nie. Mi się udało 🙂

Łaziska Górne – godzina 11:30 – msza dla dzieci. Taka ilość biegających dzieci w jednym miejscu robiła wrażenie 😀 I taka sytuacja: biegnie dziewczynka lat 2-3 ze szmacianą lalą w rękach. Goni ją inna dziewczynka i próbuje ją szturchać palmą. w pewnym momencie dziewczynka z lalą robi bum na ziemię – lala leci pół metra do przodu. A druga podnosi tą lalę i wręcza tej, która się przewróciła. I to wszystko bez płaczu, krzyku itp. Ta z lalą zrobiła jeszcze co najmniej 2 gleby – kask by się jej przydał chyba.

Po mszy podjeżdżam po Darię. „Nie jadę nigdzie… Pompowałam 3 razy… I cały czas mi powietrze schodzi. Nie jadę”. Ja proponuję naprawę – mam pompkę i łatkę. „Nie… Ja nie pojadę na lepionym kole. Nawet nie próbuj!”. Kobieta z gumowymi problemami numer 2. Obiecała, że następnego dnia kupi całe nowe koło (bo nie dość, że sflaczałe to scentrowane było też nieźle). Dziwne jest to, że kobiety zaczynają pompować na pół godziny przed planowanym wyjściem…

Na szczęście Pani z Łazisk była tak miła, że pozwoliła mi na telefoniczny kontakt ze światem… Po ugadaniu ruszam dalej: przejeżdżam obok Elektrowni Łaziska oraz Huty – jak tam fajnie 😀

Z Patrykiem spotkanie w Gostyni – „A gdzie kask?”. Ja jakiś taki nieprzygotowany zawsze… Potem Maciek w Kobiórze. I dojeżdżamy na bigos w zaciszne miejsce przy DK1 do pary kolejnych rowerzystów. Oczekujemy pojazdu mechanicznego Żaby i ruszamy w 6 osób do Pszczyny. Drogą wzdłuż wodociągu z Goczałkowic do GOP-u. W Pszczynie przepuszczamy 3 pociągi na jednym zamkniętym szlabanie – z prawej, z prawej i z lewej… Potem na rynku – „kto idzie do kolejki po lody?”. Nie było chętnego. Potem slalom pomiędzy spacerowiczami po parku. Pod pałacem usiadłem sobie na zimnej balustradzie. Posiedziałem z 2 minuty i dostałem okrzycz. „Proszę zejść z murka” – miły damski głos przez niewidoczne głośniki spowodował moje zejście. Znaczy z murka zejście. Na ławeczce już posiedzieć mogłem bez skrępowani 😉

Następnie poszukiwanie lodziarni z brakiem kolejki – ukończone brakiem sukcesu 😉 Ruszamy w drogę powrotną – w Kobiórze jemy lody w najlepszej lodziarni. Potem pizze w najlepszej pizzerii. Dlatego wszystko najlepsze – bo jedyne. Potem chwila posiedzenia i dowieziony złotym wehikułem zostaję do miasta Katowice. Gdzie przesiadam się na niebieski wehikuł z numerkiem 5. I tak około 22:30 pojawiłem się w domu.

Post scriptum – nie tylko kobiety mają problemy z gumami. Dziś w godzinach wieczornych rower doprowadził mnie w okolice bazy anten wojskowych w Radzionkowie. Nie było tam ścieżki, więc przedzierałem się przez krzaki, w okolicy śladów dawnej działalności górniczej. Nigdy nie jestem w stanie zrozumieć skąd w takich niedostępnych miejscach biorą się kupy śmieci… Ale nie o tym miałem pisać… Wracając przez krzaczory zauważyłem, że przednie koło jakieś takie dziwnie miękkie się stało… No to 4km spacer z rowerkiem zaliczyłem. Mężczyźni też mają czasami problemy…

6 myśli do „O problemach kobiet z gumami”

  1. „Elektrowni Łaziska oraz Huty – jak tam fajnie 😀 „

    O nie, ni elektrownia ni huta w Łaziskach nie jest fajna, chociaż jak byłam mała to mi się nawet podobała.

    A ile km miała cała trasa? Śląsk dość taki płaski dość jest i chyba więcej da się zrobić niż u mnie, bardziej na południu 😉

  2. Ewas jak chcesz na Jure to zapraszam do Czewy;). Jeszcze pol roku tu posiedze i potem nie bedzie okazji. W chwili obecnej rowniez smigam rowerkiem. Jedyne co mijam to: potrojne, podwojne badz pojedyncze zaby natomiast takich to ze swieca szukac:), jakis okres godowy czy cus?;)Takze jedyna okazja.
    P.S Gumy juz wyminilem;) Trasa Czewa->Zloty Potok moze byc?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *