26 euro gwiazdek na poczcie

Poczta w Tarnowskich Górach. Pojawiam się tam celem odebrania poleconego listu. Po pobraniu numerka zauważam w portfelu brak dowodu osobistego… Źle… Chyba nie dostanę listu.

Ale podchodzę do okienka i… Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

Dzień dobry, Dzień dobry.

Chciałem odebrać polecony. Tylko jest problem… Nie wziąłem dowodu…
Uu… No ja nie mogę Panu wydać listu bez dokumentu ze zdjęciem. Prawo jazdy, dowód osobisty, paszport…

No rozumiem… ale mam kartę Śląskiej Kasy Chorych bez zdjęcia, Kartę Euro26 – tu jest zdjęcie…
A co to?

A takie zniżki i ubezpieczenie…
Hmm… Nie, nie mogę… Musi być dokument z godłem państwowym…

Ale tutaj są gwiazdki…

I w tym momencie Pani zrobiła przepiękny uśmiech (może nawet lekki wybuch śmiechu można było zaobserwować) i wydała mi z tym przepięknym uśmiechem list polecony. I rzuciła na odchodnym: „To za te gwiazdki”.

Kolej na rower

PKP Przewozy Regionalne wprowadziło ciekawą promocję dla rowerzystów. Chodzi o możliwość przewozu roweru za złotówkę w weekendy (cały piątek, sobotę i niedzielę). Ale dopiero od 1 maja do końca września.

Wcześniej opłata za przewóz roweru wynosiła chyba jakieś 5zł… 🙂 Teraz trzeba tylko znaleźć chętnych na wyjazd rowerowy i wsiąść w pociąg (jeżeli taki pociąg będzie jechał w interesujące miejsce).

Więcej informacji: pr.pkp.pl

Ostatnie piwo w Spirali

Spirala, Klub Studencki w Gliwicach został zamknięty. Mimo, że jakiegoś super klimatu nie miała to szkoda – pełno fajnych chwil tam spędzonych było… A dlaczego zamknięty? Budynek, w którym sie znajdował nie przeszedł pozytywnie badań przeciwpożarowych. Z tego samego powodu wynieść się musi kilka organizacji studenckich ze swoich pomieszczeń. Ładne pisemka wszyscy dostali od rektora. Oby tylko jak najszybciej wzięli się za remont…

Wczoraj wypite ostatnie piwo w starej Spirali.

Rankiem piwo jak kakao?

  • Godzina: 6:52.
  • Miejsce: Ogródek baru „Pod Lustami” w okolicy Huty Batory w Chorzowie.
  • Kto: mężczyzna, lat 50-60.
  • Akcja: standardowe ruchy ręki podnoszące kufel (połowa pojemności została) do ust. Przełykanie. Łypanie okiem.

Nie wiem czy ja jakiś dziwny jestem, ale nigdy o takiej porze bym piwa nie wypił… No chyba, żeby się jakaś impreza do takiej godziny przedłużyła… Ale nie rano, po obudzeniu… Wtedy to mleko, kakao, herbata… I gdzie o takiej porze bary są już otwarte?

O problemach kobiet z gumami

Będzie rowerowy wpis – przyszła wiosna. Można jeździć… W sobotę gubienie się w lesie na północ od Tarnowskich Gór. Na niedziele był plan aby podjechać pociągiem do Zawiercia i zrobić wycieczkę po Jurze… No plany pozostały planami. Aby dogodzić wszystkim zostały zmienione na:

  • adas jedzie z TG do Gliwic, tam dołącza Żaba – wspólnie do Łazisk do Darii. Potem Patryk w okolicy Gostyni i do Kobióra po kolejne 2 osoby.

Ale nie… To by było za proste.

Godzina 9 start. Po kilku kilometrach przychodzi esemes od Żaby: „Nie dam rady być na 10. Walczę od 0,5h z kołem i nie potrafię go naplompać”. No to próba wysłania przeze mnie sms-a kończy się niepowodzeniem – 0,01 zł na koncie. Puszczony sygnał – może odzwoni. A skąd! Odbiera i po sekundzie koniec rozmowy. Cały czas mam nadzieję, że jednak zadzwoni.

Do Gliwic dojeżdżam po około 70 minutach (myślałem, że będzie gorzej). Po drodze – może jednak dojedzie do tych Gliwic… No nic – pierwszy kobiecy problem z gumą.

Jadę dalej – kierunek Łaziska Górne. Po drodze trzeba przejechać przez budowany węzeł Sośnica. Robi wrażenie… Wcześniej należy odbyć rozmowę z panem ochroniarzem przy szlabanie. Ochroniarz robi selekcję – tego przepuści – tamtego nie. Mi się udało 🙂

Łaziska Górne – godzina 11:30 – msza dla dzieci. Taka ilość biegających dzieci w jednym miejscu robiła wrażenie 😀 I taka sytuacja: biegnie dziewczynka lat 2-3 ze szmacianą lalą w rękach. Goni ją inna dziewczynka i próbuje ją szturchać palmą. w pewnym momencie dziewczynka z lalą robi bum na ziemię – lala leci pół metra do przodu. A druga podnosi tą lalę i wręcza tej, która się przewróciła. I to wszystko bez płaczu, krzyku itp. Ta z lalą zrobiła jeszcze co najmniej 2 gleby – kask by się jej przydał chyba.

Po mszy podjeżdżam po Darię. „Nie jadę nigdzie… Pompowałam 3 razy… I cały czas mi powietrze schodzi. Nie jadę”. Ja proponuję naprawę – mam pompkę i łatkę. „Nie… Ja nie pojadę na lepionym kole. Nawet nie próbuj!”. Kobieta z gumowymi problemami numer 2. Obiecała, że następnego dnia kupi całe nowe koło (bo nie dość, że sflaczałe to scentrowane było też nieźle). Dziwne jest to, że kobiety zaczynają pompować na pół godziny przed planowanym wyjściem…

Na szczęście Pani z Łazisk była tak miła, że pozwoliła mi na telefoniczny kontakt ze światem… Po ugadaniu ruszam dalej: przejeżdżam obok Elektrowni Łaziska oraz Huty – jak tam fajnie 😀

Z Patrykiem spotkanie w Gostyni – „A gdzie kask?”. Ja jakiś taki nieprzygotowany zawsze… Potem Maciek w Kobiórze. I dojeżdżamy na bigos w zaciszne miejsce przy DK1 do pary kolejnych rowerzystów. Oczekujemy pojazdu mechanicznego Żaby i ruszamy w 6 osób do Pszczyny. Drogą wzdłuż wodociągu z Goczałkowic do GOP-u. W Pszczynie przepuszczamy 3 pociągi na jednym zamkniętym szlabanie – z prawej, z prawej i z lewej… Potem na rynku – „kto idzie do kolejki po lody?”. Nie było chętnego. Potem slalom pomiędzy spacerowiczami po parku. Pod pałacem usiadłem sobie na zimnej balustradzie. Posiedziałem z 2 minuty i dostałem okrzycz. „Proszę zejść z murka” – miły damski głos przez niewidoczne głośniki spowodował moje zejście. Znaczy z murka zejście. Na ławeczce już posiedzieć mogłem bez skrępowani 😉

Następnie poszukiwanie lodziarni z brakiem kolejki – ukończone brakiem sukcesu 😉 Ruszamy w drogę powrotną – w Kobiórze jemy lody w najlepszej lodziarni. Potem pizze w najlepszej pizzerii. Dlatego wszystko najlepsze – bo jedyne. Potem chwila posiedzenia i dowieziony złotym wehikułem zostaję do miasta Katowice. Gdzie przesiadam się na niebieski wehikuł z numerkiem 5. I tak około 22:30 pojawiłem się w domu.

Post scriptum – nie tylko kobiety mają problemy z gumami. Dziś w godzinach wieczornych rower doprowadził mnie w okolice bazy anten wojskowych w Radzionkowie. Nie było tam ścieżki, więc przedzierałem się przez krzaki, w okolicy śladów dawnej działalności górniczej. Nigdy nie jestem w stanie zrozumieć skąd w takich niedostępnych miejscach biorą się kupy śmieci… Ale nie o tym miałem pisać… Wracając przez krzaczory zauważyłem, że przednie koło jakieś takie dziwnie miękkie się stało… No to 4km spacer z rowerkiem zaliczyłem. Mężczyźni też mają czasami problemy…

Opera Turbo w najnowszej testowej wersji…

Opera testowa z 3 kwietnia – jest to wersja z przeglądaniem w trybie Turbo. Czyli przydatnym dla korzystających z wolniejszych łącz. Oprócz włączenie trybu na stałe, jest też opcja automatycznego włączania – czyli Turbo działa wtedy kiedy potrzebne. Nie wiem czy to działa prawidłowo – bo teraz mimo wyłączenia mam turbo właczone – dziwy na dziwami…

Z innych zmian – poprawiono pobierania grafik, brak możliwości klikania na niektórych stronach, problemy z Gmailem oraz zwiększono szybkość.

Zmieniono też układ plików w profilu. Z tego powodu mogą występować różne problemy – bez kopii zapasowej nie ruszaj tej wersji. Mi w wersji linuksowej chyba wtyczka flash nie działa… Hmm… Więc ostrożnie. Co jeszcze? A to zmiana silnika sprawdzania pisowni oraz zapisywanie crashlogów takze pod linuksem. No i to tyle…

Więcej informacji: Blog Opera Desktop Team