Walentynkowe Gorce z sercem na tyłku

Pobudka 3 rano. Jeden autobus, drugi autobus… Katowice witają 🙂 Jako, że do pociągu jeszcze chwila to odganiamy jednego kolesia proszącego o złotówkę:

Co będę owijał w bawełnę… Na wino mi brakło…

Potem przechodzi zobaczyć jak wygląda dojście na perony dla osób niepełnosprawnych. Wygląda genialnie – najpierw dzwonek na wysokości głowy. Głowy stojącego człowieka. Potem otwierają bramę i delikwent na wózku przejeżdża przez nieznane otchłanie dworca, wyjechać na powierzchnię windą towarową… Nie mieliśmy odwagi zadzwonić…

Dojeżdża kolejni ludzie z ekipy. Wsiadamy do piętrowego składu i rozpoczyna się poranny śmiech 🙂 Do Krakowa z lekkim opóźnieniem dojeżdżamy – Kuba terrorysta na cały głos oznajmia, że:

Zapomniałem, że tu się wjeżdża do ciemnoty…

Na szczęście Krakusi chyba mają spokojne usposobienie, bo żadnych rękoczynów nie było. Przechodzimy na dworzec autobusowy w poszukiwaniu naszego autobusu. I wyryte zostaje nam w umysłach wyrażenie: „…na dolnej płycie dworcaaaa”. Pasażerowie musieli się dziwić jako pomagaliśmy zwiększyć słyszalność zapowiadającego dopowiadając te słowa do każdej jego wypowiedzi. Z taki długim przeeeeciągnięciem.

Wsiadamy do busika, który gna po śniegu wyprzedzając co wolniejsze pojazdy. Po dojeździe do Lubomierza wita nas sypiący śnieg i biała. główna droga… No to ruszamy 🙂 Kawałek to drogą a po zejściu na szlak wita nasz przyjemny (jeszcze) śnieg w ilościach znacznych. Podeszliśmy pod chatę na Rzekach i gospodarzowi zapłaciliśmy za nocleg w chacie oddalonej o kilka godzin drogi… O my głupcy… A jakby tak nas zasypało? Kasa za nocleg byłaby nie wykorzystana 😀

Na początku jest w miarę fajnie (nie licząc braku widoków, śniegu nie wydeptanego i sypiącego). Kijki okazują się przeszkadzające. Tylko Paweł je wykorzystuję, bo jak mówi „się przynajmniej nie kolebię za bardzo…”. Reszta chodzi jak pijane pingwiny 😉

Śnieg, wszędzie śnieg… Coraz więcej go leży. Po kilku godzinach terrorysta Kuba mówi: „Ja bym był za tym, aby się wrócić”. Został spacyfikowany. Przedzieramy się przez pierwszą dużą polanę… Miejscami po pas. Potem lasem i podejście na Gorc (1226m). Widoki rozległe… na chmury. Z Gorca powolutku schodzimy. Jedna, polanka, druga… odbijamy na inny szlak na kolejnej… polanie. Kaj ten szlak? Aaaa… tam…

Jako, że ruszyliśmy około dziesiątej to około 17 byliśmy już nieźle zmęczeni… Ale trzeba udawać silnych mężczyzn i się nie poddawać – każdy miał jakieś doła… Mój się objawił na jednej polance gdy torowałem na przodzie i zaczynało się robić ciemno… Wyleciałem do przodu, nikt mnie doganiał a ja torowałem, stawałem, torowałem, stawałem… W myślach „musimy cholera tam wejść jeszcze… potem tylko na dół „już” chatka…”.

A jak się zrobiło już całkiem ciemno to wzięło nas coś natchnęło. Latarki w dłoń i w 3 osoby biegamy polankach poszukując śladu szlaku na drzewach… Potem parenaście kroków wstecz, wyciągnięty kompas i idziemy na wschód… Tam musi być cywilizacja. Kawałek przez las i znowu na polankę… JEST! Widać światło (w domyśle chatki). Parę kroków w stronę chatki: „cholera… czy to na pewno światło?”. Pobiegłem… Jest! Wchodzę do chatki, ściągam plecak a tu….

Gapi się na mnie co najmniej 10 par ślepi. No to im odpowiedziałem: „Cześć. Zaraz przyjdzie tu jeszcze 7 osób a ja żadną atrakcją turystyczną nie jestem”. I wyszedłem… I krzyczę: „Jest chatka!”. Odpowiedź: „Uratowani!”. Wysępiłem nawet kilka damskich uścisków 😉

Harcerzy w chatce musiałem nieźle nastraszyć, bo się pozamykali po moim wyjściu 😀 Przyszedł człowiek lasu – trzeba zamknąć chatę.

Aha… Chata, na którą doszliśmy (po 9 godzinach) to Hawiarska Koliba. Chatka zostanie prawdopodobnie od marca zamknięta (obecnemu właścicielowi nie przedłużają dzierżawy). Chata jest fajna, ale zaniedbana… I w pewnym stopniu rozbierana – dobudówkę dzierżawca rozbiera.

Na chacie kominek nie działa, albo działa marnie, piec w kuchni kopci niemiłosierni. Ale harcerze sobie radzą 🙂 Ich sposób na przygrzanie wody do mycia: „otwieramy wszystkie okna, drzwi i palimy w piecu”. W kuchni suszy się pełno butów, skarpetek, kurtek, spodni…. Ale nie przy piecu, co to to nie. Przy elektrycznym grzejniku.

Dostajemy pomieszczenie na nocleg na piętrze… temperatura masakryczna. Robimy pulpę: makaron, mielonka, groszek, kukurydza, ser… (nie pamiętam całego składu). Jako, że zmęczeni to idziemy się myć i spać. Aaa… łazienka 🙂 2 klozety, 2 umywalki, działa prysznice. Działa 50%. Jest ciepła woda – hip hip hura. Jest haczyk do zamknięcia się w klozecie – hura. Do prysznica są drzwi – hura… Tylko dlaczego zostaje tam 40cm szpary? Kąpanie się z widokiem na lustro, w którym widzisz twarz kogoś kto myje zęby jest mało komfortowe…

W nocy zimno. Rano parę razy zostało wypowiedziane takie zdanie: „muszę zainwestować w śpiwór”. Rano = 10. Wychodzimy gdzieś? Coś ty! Na zewnątrz napadało jeszcze więcej śniegu. Harcerze pojechali do Gdyni a my rozpoczynamy porządki – czymś się trzeba zająć. Magistrzy z instytutu techniki cieplnej oraz strażak wzięli się za niesprawny piec – najpierw na komin – stawiamy drabinę… Patryk: „Nie wejdę… na całym dachu jest lód”. No trudno… No to czyścimy piec. „O… śrubki. Ma ktoś śrubokręt?”

Po powrocie z dachu adasiowi strzeliły spodnie na tyłku… No i żebym miał w czym wrócić to się uśmiechnąłem do Agi. Ona pożyczyły od harcerek igłę z nitką i spodnie zostały zeszyte. A że to były walentynki to dostałem także wyszyte serce na tyłku 🙂

Po czyszczeniu sprawdzamy działanie piekarnika na kromkach z serem i papryka – zapiekanki. 🙂 Działa. Nie dymi… Kto zmywa? „Ja nie… ja mam kota”. Po chacie łaziły takie 2 koty. Bardzo lubiły smyranie. A może to smyrający lubili smyrać? Nieważne. W każdym razie, któryś z nich zeżarł nam część sera.

Gramy w totem, potem w króliki/farmera. Ktoś tam układa drewienka z liptona. Gotujemy grzańca, przelewamy do jednego kubka…

– A meningokoki?

– E tam…

Kubek krąży z rąk do rąk. Trzeba mieć jakiś doping przy robieniu pulpy. Wielokolorowej. Para z Warszawy, która się przybłąkała w piątek nocą dostaje od nas tez po porcji 😉 A potem robimy gromkie „Uuuu…” Damska część tej pary gotuje sobie grzańca, wlewa go do kubka i… dolewa wody… Cóż za bezczeszczenie 😀

W międzyczasie przychodzą harcerki. W strojach organizacyjnych – czyli spódniczkach. W śniegu po pas. Niby to wygodne – co się nasypie to od razu wysypie…. A co przyniosły? A pełno żarcia w torbach: jajka, słoiki z sosami, kasze, ryże, princessy itp… Większość harcerek to gdzieś podstawówkowy wiek – może wtedy tyle się je 😉 A to co na zdjęciu to nie wszystko…

Wieczorem półtorej godziny gry w „psychologa” – kto zna ten wie, że można się nieźle ubawić 🙂 I sen. Rano wstajemy, schodzimy do Ochotnicy Górnej (po drodze tarzając się w śniegu). W kościele czujemy jak jesteśmy uwędzeni. A w trakcie ogłoszeń:

Na remont kościoła ofiarę złożyła rodzina x z przysiółka igrek 23, rodzina zet z przysiółka dzeta 56…

O godzinie 12:30 mamy autobus. Coś się nie on pojawia – za to przychodzi parę osób z torbami na kolejny autobus „ten o 12:30 jest zlikwidowany”. Ten drugi też nie przyjeżdża. To co? Stop. Ale jak tu złapać stopa jak tu nic nie jedzie… :/ Przy sklepie proponuje nam przewóz jakiś mężczyzna – podjeżdża pod nas busem i lądujemy w Krościenku (za 80zł).

Poszukiwania obiadu, potem szybki wsiadamy do autobusu do Katowic (trochę rozlatujący się – przez przerdzewiałą ścianę cały czas mi wiało. Autobus robił jeszcze jakieś kółka (jakieś „zdarzenie na zakopiance”) i w Katowicach jesteśmy po 20. No i dom 🙂 Po drodze zaliczamy jeszcze „dolną płytę dworcaaaaa” w Krakowie.

Zdjęcia dostępne na mojej Picasie, a także u Darii, Patryka, Pawła.

3 myśli do „Walentynkowe Gorce z sercem na tyłku”

  1. Jaka znowu „dolna płyta dworcaaaa”. Na wielu dworcach dziwnie mówią. Wydaje mi się, że w Krakowie tak samo dziwacznie jak gdzie indziej. Zresztą, dworzec w Katowicach to też ciekawy temat 😉

  2. Tego pijanego pingwina nie daruję!
    Mogłeś już napisać (jak w reklamie):
    „Lodowy, lodowy pingwin. Jestem lodowy lodowy pingwin…”

  3. Przeszkadzała Ci ta szpara pod prysznicem ?
    Pozwolisz, że zacytuję „A kto by się tam mył…..” – pamiętasz czyje to słowa ? ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *