Opera 9.50 – beta z 25 października numer 1

Dziś wydano Operę 9.50 beta. Wszystkich lubiących nowości zachęcam do zaprzyjaźnienia się z tą wersją. Ale bądźcie świadomi, że błędy zawiera – czyli na własną odpowiedzialność ją instalujecie. Ale warto przetestować 🙂 Są także dostępne polskie pliki językowe u andola.

Po listę zmian zapraszam do oficjalnych changelogów oraz na stronę skąd można tą wersję pobrać. Po więcej informacji zapraszam do poprzednich moich Operowych wpisów, na planetę Opery oraz na polskie forum.

p.s. Czarek informuje o nowej Operze Mini 4 beta 3. Zainteresowani komórkowcy proszeni o pobieranie 😉

Ja za wiele nie napiszę dziś, bo wybywam. Możecie mnie spotkać w okolicach Pilska w ten weekend. Chata w Sopotni wita 🙂

Zbiórka na Fundację Wikimedia

Nie będe się sam produkował tylko zacytuję WarX-a 😉

Dzisiaj Fundacja Wikimedia rozpoczęła ogólnoświatową zbiórkę pieniędzy na potrzeby utrzymania swoich projektów.

Jak powszechnie wiadomo na Wikipedii (i w pozostałych projektach Wikimedia) nie ma reklam, dlatego głównym źródłem utrzymania serwisu są dobrowolne wpłaty czytelników. Fundacja Wikimedia otrzymuje pieniądze przez cały rok, jednak raz na jakiś czas uruchamia wielką akcję zbierania funduszy – ogłoszenia o tym pojawiają się w sitenotice – nagłówku każdej strony projektów należących do Fundacji. Poprzednia zbiórka odbyła się na przełomie grudnia i stycznia oraz dała wpływ do Fundacji rzędu 1 200 000 $.

Czyli osoby mające możliwość wspomożenia Wikipedii zachęcam do uczynienia tego. To jedyny tak wielki projekt utrzymywany przez internautów. I całkowicie otwarty, darmowy itp 🙂 Jeżeli nie masz możliwości wspomożenia wpłatą za granicę wspomóż polskie stowarzyszenie Wikimedia.

Pieniądze ze zbiórki pójdą na utrzymanie ponad 340 serwerów, organizację zlotów, pensje dla kilku pracowników itp…

FIST – szybkie i przyjemne ilustrowanie Wikipedii

Dziś opiszę nowe wikipedystyczne narzędzie o nazwie FIST – Free Image Search Tool. FIST automatycznie wyszukuje grafiki, które można użyć w odpowiednich artykułach Wikipedii.

FIST

Narzędzie nie dość, że wyszukuje grafiki z Wikimedia Commons to jeszcze szuka we Flickrze oraz GIMP-SAVVY. Zdjęcia z tych dwóch ostatnich serwisów są często wolne i można je wykorzystywać w Wikipedii (ale nie zawsze).

A jak działa to narzędzie? Wpisujesz w pole tekstowe nazwę kategorii z polskiej Wikipedii. Wcześniej trzeba jeszcze polską (pl zamiast en) Wikipedię wskazać. Zaznaczamy opcje gdzie, jak i ile grafik ma wyszukać. Klikamy na „Do it!” i chwilę czekamy na wynik taki jak na załączonym wyżej obrazku 😉

Do tego to narzędzie jest połączone z automatem przesyłającym zdjęcia do Commons. Dzięki temu można jednym kliknięciem przesłać grafiki z Flickra 🙂 Nie wiem czy to jest akurat dobrym pomysłem, ale samo wykonanie genialne. Pomyśleli o leniwych użytkownikach 😉 Szczegóły obsługi Commons Helpera są dostępne po polsku.

Chcesz pomóc przy ilustrowaniu Wikipedii zainteresuj się Wikiprojektem Ilustrowanie.

Tanie latanie – a czemu by nie ;)

tani lot z Krakowa? ;)

A taka ciekawostka – moja koleżanka lata sobie samolotami. I to lata sobie prawie za darmo. Znaczy jakąś złotówkę zapłaciła za trasę 5 lotów pewnymi tanimi liniami lotniczymi. I to z wszystkimi opłatami. Też tak chcesz? 😉

Rzeczone linie to RyanAir. No i od razu powiedzmy, że teraz się aż tak tanio nie da się biletów kupić. Parę razy w roku jest wyprzedaż. Wtedy (sugerując się poleceniami koleżanki) wchodzimy na stronę linii lotniczych i… zaczynamy szukać lotów. Jakiś czas temu szukałem sobie coś dla siebie, ale… o tym później 😉

Wchodzimy na stronę http://www.ryanair.com/site/PL/, wybieramy trasę i po kolei szukamy daty kiedy cena jest najniższa (0,01 funta czy też 1zł…). Ale oprócz tego obok ceny musi (powinien) być tekst: „Reg fare”. Znaczy to tyle, że opłaty sobie znikną 😉 Albo prawie znikną. A tak na serio to nie wiem co to znaczy (bo teraz nawet przy normalnym bilecie można mieć tanio). Po zatwierdzeniu pojawia się informacja o cenie opłat (w czasie wyprzedaży – nic). I wtedy lot zatwierdzamy, Następnie podajemy, że nie mamy żadnego bagażu oraz, że nie potrzebujemy ubezpieczenia. I voila – mamy lot za śmieszne grosze. Czyli za złotówkę (w czasie wyprzedaży) albo za 30 obecnie.

Co jeszcze? A to, że można też spróbować rezerwować loty z innych wersji językowych niż polska. A dlaczego? No bo 0,01 funta albo euro to o wiele mniej niż 1 zł. Co nie?

Kłopotem jest to, że poprzednio nie było tych (prawie)darmowych lotów z polski i wspominana koleżanka musiała dolecieć innymi liniami na inne lotnisko (a potem wrócić). I to trochę ją kosztowało. I między innymi z tego powodu w czasie poprzedniej wyprzedaży niczego sobie nie znalazłem (znaczy już „byłem” w Barcelonie i na Majorce, ale jak do Frankfurtu się dostać?)

Jak już wspomniałem to nie ma obecnie wyprzedaży, ale jakaś mini promocja. I można się np. przelecieć z Krakowa do Dublina za 35zł i wrócić za tyle samo do Katowic po 2 dniach (w okolicach 4 grudnia). Albo za 25 z Krakowa do Medialanu. Więcej to ja za pociąg TLK do Warszawy niedawno wydałem 😉 A jak się trafi jakaś wyprzedaż to dopiero będzie 😉

Jak się komuś ten wpis przyda to będzie mi miło. To może być ciekawy sposób zwiedzania wielkich miast. Na razie znajomych namawiam – zobaczymy czy się dadzą namówić na jakiś lot. Jak będzie wyprzedaż to dam znać na blogu (oczywiście po zarezerwowaniu najtańszych lotów 😉 )

Więcej szczegółów: Bookuj z głową, czyli poradnik sknery idealnej

Stabilna i niestabilna Opera w jednym dniu wydane

Wczoraj dwie nowe wersje Opery się pojawiły. Stabilna i niestabilna.

Zacznijmy od tej stabilnej – jest to wersja… jeszcze nie Kestrel. Na razie to Opera 9.24. Przyzwyczajony jestem (pewnie inni też) do pojawiania się wersji poprawiającej błędy bezpieczeństwa dokładnie w czasie publikowania raportu na stronach Secunii (serwis zajmujacy się bezpieczeństwem oprogramowania). I tym razem to samo się wydarzyło – dalej zielone kółko świeci 🙂

W 9.24 poprawiono tylko 2 błędy bezpieczeństwa. Czarek o tym wcześniej napisał. Przetłumaczył o co w tych błędach chodziło. Aktualizację polecam użytkownikom wersji stabilnych – wystarczy wejść na pl.opera.com. Oficjalna lista zmian.

Druga Opera wydana wczoraj to kolejna weekly. Poprawiono parę błędów z tej poprzedniej (czyli np. nie działające zakładki). Oczywiste, że pojawiły się kolejne (nie działają ramki na stronach, filtry w M2, zakładki są przenoszone z podfolderów do głównego drzewa, …) Ta wersja jest przygotowaniem do wydania 25 października wersji beta. Trochę za dużo tych błędów – oby zdążyli…

Przy okazji pierwszy chyba raz pojawiło się czerwone ostrzeżenie o takiej treści (radzę sobie wziąć do serca przez instalacją testowych wersji):

Warning: These are snapshot builds; they contain the latests features and changes, but they also have known bugs, may crash regularly, destroy your data or don’t work at all for you.

Wydanie wersji beta ma uświetnić impreza o nazwie Rock Opera party. Zagrają tam 2 zespoły: The Binges, oraz The 88. A odbędzie się to w… San Francisco… Heh… Czyżby Kestrel miałbyć stabilny jak skała (rock)? 😉

Testowa Opera wywala się na moim blogu ;)

Piątek 12 października – nowa testowa Opera. Z ważniejszych zmian wypiszę te:

  • Przycisk uaktualnij RSS
  • Detekcja optymalnej szerokości stron – na razie wykorzystywana tylko przy wyświetlaniu miniaturek
  • Możliwość uczynienia strony czytelną. Na razie tylko jako przycisk – Uczyń czytelnym. Zaznaczasz tekst, który jest za mały. Opera sama dopasuje wielkość tekstu na stronie tak aby dało się go przeczytać. To opcja „dostępnościowa”.
  • więcej informacji znajdziesz w liście zmian (po angielsku)

Oprócz tego dodano też pewne uprzykrzacze – największym jest nie działanie zakładek na pasku osobistym. Te umieszczone bezpośrednio na pasku wywalają Operę, a te w folderach nie działają. Ta wersja nie usuwa mejli z serwera oraz… nie przechodzi testu Acid2. I do tego każda strona mojego bloga wywołuje wykopyrtnięcie przeglądarki. Ciekawe, co nie? 😉

Więcej informacji: Opera desktop Team oraz polskie forum Opery.

Warszawa w 3 dni…

Ale dar...

Wyjazd do Warszawy w celu odwiedzenie jeszcze panien, przyszłych biotechnologów (biotechnolożek??!) odbywających praktykę w tym bądź, co bądź dużym mieście. Mieście, które warto odwiedzić 🙂

Opis naszego dojazdu do Warszawy parę dni temu już się na blogu pojawił (były też tam informacje o promocjach kolejowych). Teraz czas na opis tego co się działo w czasie pobytu w „stolycy” oraz na zdjęcia 😉 No to to zaczynamy.

Przyjazd TLK chwilkę po godzinie piątej rano do Warszawy – nie chcieliśmy (chyba nie wszyscy) budzić osób w akademiku, więc, zaczęliśmy szukać klozeta na Dworcu Centralnym. Dla wygody dalszej części wpisu przyjmijmy skrót WC dla Warszawy Centralnej 😉 A więc szukaliśmy klozeta na WC. Oraz jakiegoś miejsca z kawą/herbatą. Ooo… Kebab. Kawałek dalej też kebab. Turek przy Turku… I same kebaby… Czy to napewno WC? W końcu – McDonald’s. Niby to niedobre, ale maja kawę. Ale otwarte dopiero od szóstej – do tej godziny zdążyliśmy jeszcze znaleźć przystanek tramwajowy linii 10, 17, 33. Przeszliśmy też jakimiś technicznymi schodami w okolicy Złotych Tarasów (nikt nie zamknął ich chyba…). Wróciliśmy na szóstą pod tego McDonalda. A tam już kolejka – ludzie jak sępy czekają 😉

Szkło i kamień

No i okazało się, że w Mc na WC nie ma klozeta… No trudno – kobiety musiały znaleźć jakąś inną ubikację (wcześniej się w oczy nie rzuciła). W Mc posiedzieliśmy jakąś dłuższą chwilkę aż wreszcie wyszliśmy na powierzchnię a tam… Na prawo Marriot, na lewo prezent od Wielkiego Brata… Kawałek dalej jakiś wieżowiec z dziurą. No i ponad nami niebieskie niebo… cudnie 🙂

Obeszliśmy PKiN dookoła i zamiast wracać na WC, aby wsiąść w tramwaj zeszliśmy na stację Świętokrzyska i podjechaliśmy metrem. Na śląsku takich kolejek nie mamy 😉 Wysiedliśmy na Polu Mokotowskim i w trakcie brzmienia dzwonka tramwaju do środka wskoczyliśmy. W 6 osób przez pierwsze drzwi. Trzy przystanki i jesteśmy pod akademikami. Tam dyskusja z panem w dyżurce, że my na chwilkę, zostawimy bagaże i zaraz sobie pójdziemy… Ciężko wejść jest do warszawskiego akademika – to nie to samo co zostawienie legitki i możliwość wejścia na Polibudzie. W pokoju jakieś śniadanko i wymarsz.

Tylko?

Na pierwszy ogień poszło Muzeum Powstania Warszawskiego. Muzeum miało być nowoczesne – no i takie było. Moje pierwsze skojarzenie (dotyczące sposobu prezentacji a nie tematu) było z Muzeum Browaru w Żywcu (też na blogu opisane). Bilety do Muzeum Powstania tanie – 4 zł normalny, 2 zł ulgowe a zwiedzania…

Co w muzeum? Możliwość posłuchania opowieści osób żyjących w trakcie powstania albo przez telefon z epoki albo z płaskiego monitora, albo bezpośrednio ze ściany. Gdzieś w tle jakieś dźwięki bomb, samolotów. Na ścianach plakaty i zdjęcia. W ścianach szufladki z informacjami o powstańcach – wsuń-wysuń. Także w ścianach małe dziurki, przez które można obejrzeć filmy czy zdjęcia z okresu II wojny światowej. Ilość dźwięków troszkę za głośnych robi wrażenie lekkiego harmidru – czasami jeden monitor zagłusza drugi, a to wszystko przewodniczkę. W dalszej części muzeum jest jakoś spokojniej i ciszej.

Zdjęcia i grób

Tematycznie – najpierw wprowadzenie w informacje o wojnie, potem co się działo bezpośrednio przed wybuchem – godziną W. Przejście kawałek – bunkier a za nim drukarnia. Prawdziwa, działająca. Na ścianach kartki z kalendarza powstania. Można sobie zbierać – ma każdej informacja co się danego dnia działo. Dalej życie codzienne w czasie powstania, film opisujący skąd brało się wodę, co się jadło. Największe wrażenie? Pomieszczenie z listami wysyłanymi przez mieszkańców Warszawy do siebie nawzajem. I na każdym liście pierwsze zdania prawie zawsze zaczynały się od:

Jestem jeszcze zdrów/Wszyscy żyjemy jeszcze/Wszystko dobrze, ale…

Kolejnym takim miejscem działającym na (moją) wyobraźnie była ściana ze zdjęciami. I przeszklone groby poniżej.

Czerwonooo...

Pomieszczenie całe czerwone, na ścianie wielki „Sierp I Młot”. A co to? A „wyzwoliciel”… W podziemiach jeszcze kanały, do których wszedłem jak jakaś pani przewodnik zgasiła w nim światło 😉 Ktoś mnie gonił, więc wbiegłem w ślepy kanał 😉 Jakieś 2,5 godziny spędzone w muzeum to chyba tylko lekkie liźnięcie tego co tam było. A mi brakowało mi gdzieś puszczonego Lao Che…

Fredek

Po muzeum czas do łazienki. Znaczy Łazienek Królewskich. Pierwszą rzeczą, którą w parku Łazienkowskim zobaczylismy to Fredek. A potem głodne wiewióry – nic sobie z ludzi nie robiące (chyba, że dadzą jakieś żarcie ;). Same Łazienki na mnie wrażenie zrobiły średnie – takie to odrapane, z bliska nieładnie wyglądające. No i małe. A za wstęp chcieli 9zł. A phi 😛 Nie weszliśmy. W okolicy siedział sobie paw – chyba mu ktoś powyrywał pióra z d… ogona bo mało miał piórek (chyba wszystkie jego były na sprzedaż na stoisku przy wejściu).

Dalej to przejście przez Agrykolę na Aleje Ujazdowskie. W Parku Ujazdowskim nie pozwolono mi połazić po takich fajnych sznurkach. Stwierdzili, że jeszcze to zarwę – a ja przecież jakiś strasznie ciężki nie jestem. Doszliśmy do Sejmu. Kawałek dalej w miejskim jeepie siedział sobie niejaki Andrzej „Piasek” Piaseczny. Zauważyliśmy go dopiero po minięciu samochodu i takie nasze odwrócone głowy musiały dziwnie wyglądać 😉 Oo… Plastikowa palma na środku skrzyżowania. Po co ona tam? Idziemy dalej, do Muzeum Wojska Polskiego. W środy było za darmo. Zdjęć w środku nie można było robić. NA głodno ciężko się zwiedzało.

Komuś odbiła?

Jako, że zbliżała się już pora obiadowa to trzeba było poszukać obiadu. Jeden z naszych przewodników (niejaki Michał?) zaproponował bar mleczny obok Uniwersytetu Warszawskiego (miało być tanio…). No i było. Ale pierwszy pieróg z mięsem smakował jako tako, drugi tako, trzeci był jakiś rozwodniony, 4 smakował jak ruski (obrzydlistwo!@#$!) a piąty ponownie rozwodniony. Obiad w moim wypadku do udanych nie należał. Dobrze, że pomidorowa była lepsza troszkę… Przy uniwersytecie siedział sobie wieczny student na ławeczce – kobiety nie chciały się przytulić na dłużej do niego. Podobno zimny z niego drań. Potem na Stare Miasto. A tu zdjęcie z Zamkiem Królewskim (pod Ziggim nieźle rozwalili drogę 😉 kawałek dalej z Syrenką. Tak, z tą syrenką pierdzącą 😉 Dalej pierdziała. I wcale jej wstyd nie było. Niczego wstyd. Bezwstydnica.

Wieczorem powrót na chwilkę do akademika. Następnie 3 osoby (w tym ja) ruszyły na nocleg. Nocleg znaleziony dzięki jednemu wikipedyście (dzięki Szczepan) – kosztował nas 20 zł za 2 noce :). Jakby ktoś był zainteresowany to mogę polecić 🙂 Dane kontaktowe można znaleźć na stronie przenocuj.pl. Ale jest wada jedna – to miejsce jest trochę daleko od centrum Warszawy – przy granicy Pragi i Wawra. Z kobietą od noclegu telefonicznie ugadaliśmy się, że przyjedziemy przed 23.

Aby się tam dostać wieczorem zrobiliśmy tak: z okolic akademika tramwajem koło GUS-u. Tam nie zaskoczyło, że tylko jeden autobus jedzie w stronę Wiatracznej – chyba były jeszcze przystanki w innych miejscach niż bezpośrednio przy Trasie Łazienkowskiej. Ale nieważne – dojechaliśmy do Ronda Wiatraczna jakimś autobusem. Dalej nie wiedzieliśmy co wybrać i skąd… A chciało się nam strasznie siku… 😉 Z wiatracznej goniliśmy aby zdążyć na tramwaj na następnym przystanku. Po wyjściu z tramwaju na końcowej pętli (Gocławek). Przebiegliśmy przez drogę łapiąć z ledwością kolejny autobus. Po przejechaniu jednego przystanku wysiedliśmy i znowu przez drogę na kolejny 😀 Też z ledwością… Siku nam się chce!!!

Wysiedliśmy wreszcie na ulicy Edisona. Kilka kroków i piętnaście minut przed czasem zjawiamy się na noclegu. Pierwsze słowa kobiety: „Ja nie wiedziałam, że to będzie grupa mieszana. Zostałam zaskoczona.” Nie powiedziałem tego przez telefon, bo nie pytała 😉 No nic… Obudziła jakiegoś chłopaka i zapytał się czy mu 2 kobiety w pokoju przeszkadzać będą. Nie miał nic przeciwko. I zasnął. Mam nadzięję, że nie przeszkadzały mu nasze szeleszczące przygotowania do snu. Heh… Musiały mu nie przeszkadzać, bo o 5 ruszał do pracy… Zachowywał się cicho rano.

Co to tam daleko?

Rano porozmawialiśmy sobie z kobietą od noclegu. Strasznie gadane miała… Nawijała jak najęta. Opowiadając co jest ciekawego do zobaczenia w stolicy proponowała nam zwiedzanie centrów handlowych. I to takim tonem jakbyśmy na Śląsku nic takiego nie mieli i nigdy nie widzieli. Tak gadała, że zaproponowała nam darmowy nocleg jak posprzątamy 3 łazienki. Chwila namysłu i zostajemy jeden nocleg dłużej 🙂 Dostaliśmy też nowy pokój i klucze do domu. Po sprzątnięciu ruszyliśmy w miasto. Jednym autobusem spod noclegu dojechaliśmy na Świętokrzyską (pod drodze mijając Stadion 10-lecia, fontannę kaczuszkę). Kawałek przejścia po parku Saskim i na obiad do akademika. Ze stołowania się w warszawskich barach mlecznych zrezygnowaliśmy.

Co za urodzaj na Syreny ;)

Co dalej. Mieliśmy za cel Muzeum Narodowe. Ale w czwartki było czynne do 16. Kilkanaście minut spóźnienia. W drodze tam przeszliśmy się kawałek Alejami Jerozolimskimi. Szybciej niż samochody. Nieźle zakorkowana ulica. Ruszyliśmy od Muzeum Mostem Poniatowskiego (a dokładniej tylko tą częścią na Powiślem) w stronę Wisły.

Doszliśmy do drugiej Syrenki. Dyskusja zeszła na temat, która Syrenka lepsza i która ma większe… Ehkem… Mi bardziej się podobała ta pierdząca z rynku. Może za taką bardziej podkreślającą ruch pozycję… I doszliśmy do wniosku, że ta z nad wisły ma większe. Przepraszam za takie szczegóły, ale dyskusja na temat syrenek była burzliwa. 😉 Od Syrenki ruszyliśmy w stronę Biblioteki Uniwersyteckiej. Ahh… Cóż za cudny budynek. A na dachu ogród botaniczny z widokiem na Warszawę, Stare Miasto i Wisłę. No i na czytających jakieś księgi ludzi i jakieś trzy świecące na różowo jelenie. Co te jelenie oznaczały? Wszystko pięknie, tylko panie biotechnolożki narzekały na osoby pracujące w BUW-ie. Podobno były to osoby średnio miłe.

Pomnik Małego Powstańca

Po BUW-ie przejście przez centrum na metro Ratusz/Arsenał. Do akademika. Pożyczanie „szklanych naczynek” od imprezujących piętro niżej. No i trzeba zacząć się zbierać. Na przystanku tramwajowym, osoba najbardziej zmęczona zaproponowała aby jeszcze nie wracać tylko sobie pochodzić po zasłoniętej nocą stolicy. No to na Ratusz/Arsenał. Ulica Długą, czasami w bok w celu wykonania jakiegoś zdjęcia. Jakiś czas po 23 a obok nas żywego ducha… No może paru gdzieś przemknęło. A my przemykaliśmy przez Rynek nowego Miasta, mury miejskie, Barbakan, pomnik Małego Powstańca, Rynek, Plac Zamkowy. Na alejach Solidarności wsiedliśmy w jakąś eNkę… Dowiozła nas prawie na Edisona. W naszą stronę jechał autobus z drugiej strony drogi. Byśmy może przebiegli, gdyby na skrzyżowaniu nie stał taki granatowy Volkswagen z kogutem. Na szczęście nie przebiegliśmy. I w nagrodę przeszliśmy się piechotą jakiś kilometr po Wawrze 🙂

Przy wchodzeniu do domu było trochę nerwów – zamek, do którego otrzymaliśmy klucz okazał się idioto-odporny. Raz, że się zacinał. A dwa, że aby otworzyć drzwi trzeba było go zamknąć, otworzyć, zamknąć i dopiero otworzyć (czy jakoś tak…). Ale wtedy o tym nie wiedzieliśmy i mieliśmy podejrzenia, że kobieta nieświadomie zamknęła drzwi na więcej zamków. Tragedia… Ale jakoś się nam udało wejść bez budzenie nocujących.

Rano na Torwar, znaczy na Legię. Jakie to małe w rzeczywistości… Strażnik najpierw nie chciał nas wpuścić, potem pozwolił tylko do bramy. A potem wmieszaliśmy się wycieczkę gimnazjalistów. I na trybunach byliśmy. Przewodnik powiedział, że jesteśmy z miast, z którymi kibice Legii nie trzymają, więc czym prędzej uciekliśmy… Wcześniej powiedział jednak kilka bardziej miłych słów 😉 Obok stadionu jest ulica Myśliwiecka. A na tej ulicy jest siedziba PR 3 czyli Trójki. Weszliśmy do hallu i tam przez przypadek gadał sobie z kimś Krzysztof Skowroński. Jak przestał to poprosiliśmy o możliwość zdjęcia z nim. Zamieniliśmy kilka słów (m.in. dzięki temu dowiedziałem się, że 8 października Trójka zwiedza Tarnowskie Góry). Następnie zapytaliśmy się strażnika czy nie mają jakichś pocztówek. Nie mieli. Ale chwilę później ten sam strażnik wybiegł na zewnątrz i nam takie kartki wręczył. DZIĘKUJEMY 🙂

Wilanów

Spod Trójki busem na południe. Po drodze EC Siekierki – takie zboczenie mam, więc mi się widok podobał bardzo. Chwila na Sadybie (gdzie ten Klan?) i już dojechaliśmy do Wilanowa. Pałac Wilanów o wiele piękniejszy niż Łazienki. Tylko raził ten pomarańczowy kolor nowo pomalowanej elewacji. Z komentarzy poniżej dowiedziałem się, że takie kolory w baroku stosowano. Czyli niefajne stosowano 😉 Spacerek po parku, oglądanie jakiegoś średniowiecznego tańca nad Jeziorem Wilanowskim. A po wyjściu obrzydliwe lody włoskie. Jak można takie coś sprzedawać?! I to w takich okolicznościach przyrody…

Grób Nieznanego Zołnierza

Co dalej? Autobusem na Wilanowską i jako, że uwielbiamy metro, to tym środkiem lokomocji na Świętokrzyską. Ponownie Park Saski, grób nieznanego Żołnierza… I wtedy dotarła do nas informacja: „Przyjedźcie ratować… My się z tymi rzeczami nie zabierzemy na centralny!” Czyli biotechnolożki wracają do domu. W bagażu kilkadziesiąt książek (i to w większości nie związanych z biotechnologią). Bagażami zatarasowaliśmy wyjście z tramwaju. Potem oczekiwanie na pociąg w tłumie na WC. Tego dnia wszystkie pociągi były jakoś poopóźniane i ludzie zajęli każdy kąt dworca. Przed wejściem do pociągu doczepiła się do nas jakaś dziewczyna. Jak się później okazało pół-Kenijka 🙂 Dojechaliśmy szczęśliwie 🙂

Nic do dodania nie mam oprócz przeprosin za tak długie spisywanie tego wyjazdu. Przepraszam za ewentualne błędy, ale nie było nikogo kto by to chciał przedpremierowo przeczytać całość. No i zapraszam do obejrzenia zdjęć w 2 miejscach: adasiowe zdjęcia oraz zdjęcia jednej z biotechnolożek.

Prawa do wizerunku zdjęcia zespołu w Wikipedii

PROSZĘ O USUNIĘCIE ZAMIESZCZONYCH ZDJĘĆ KSU PONIEWAŻ ZESPÓŁ SIĘ NIE ZGADZA NA ICH UDOSTĘPNIANIE. PROSZĘ PODAĆ E-MAIL I WYMAGANĄ ROZDZIELCZOŚĆ, PRZEŚLEMY AKTUALNE ZDJĘCIA DUŻO LEPSZEJ JAKOŚCI.

Informacja ze strony zgłoszonych błędów w Wikipedii. Kto to wpisał – sądzę, że mógłby to być menadżer zespołu KSU. Szkoda, że sam nie umieścił zdjęć, które chce podesłać do Wikipedii – może to uczynić samodzielnie.

Na liście dyskusyjnej Wikipedii zaczęto się zastanawiać czy zespół ma prawo żądać usunięcia zdjęć, powołując się na ochronę wizerunku. W końcu muzycy są osobami publicznymi/medialnymi/powszechnie znanymi. I takim osobom można zdjęcia robić wtedy, gdy wykonują swoje zajęcia. Czyli można politykowi zrobić w sejmie, ale już na wakacjach nie (no chyba, że się jest Faktem ;). Poza „pracą” jest chroniony wizerunek. Analogicznie zespół na koncertach można fotografować, ale poza sceną już nie całkiem. No chyba, że był zakaz fotografowania na koncercie – wtedy nie wiadomo…

Ale to nie jest oficjalna wykładnia – tak ja rozumiem ochronę wizerunku osoby. Może nie całkiem poprawnie – poprawi ktoś? Po więcej informacji zapraszam do artykułu na stronie obiektywni.pl. Stamtąd pochodzi poniższy cytat:

Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:

  • pkt. 1
    osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych,
  • pkt. 2
    osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Ja sam nie jestem bez (urojonej?) winy – pisałem parę chwil wcześniej o zdjęciu wykonanym przeze mnie Krzysztofowi Skowrońskiemu. Nie był w czasie pracy – wychodził z niej właśnie. Zdjęcie wykonałem za zgodą fotografowanego. Ale bez pytania o zgodę to zdjęcie w Wikipedii umieściłem. Na swoja obronę mam to, że wysłałem mejla z zapytaniem czy Skowrońskiemu to przeszkadza czy też nie. Na razie bez odpowiedzi.

Źródło informacji: Lista dyskusyjna Wikipedii. Na liście dyskusyjnej powołano się też na wcześniejszą dyskusję czy istnieje zakaz fotografowania budynków.

Trójka w Tarnowskich Górach :)

8 października – w poniedziałek – po Tarnowskich Górach będą się kręcili dziennikarze radiowej Trójki. Będzie to takie spotkanie z mieszkańcami, ciekawostki – kto słuch Trójki to mniej więcej kojarzy jak ta taki dzień wygląda. Skąd mam tę informację? A o gościa zwanego Krzysztofem Skowrońskim 🙂 Tak… dyrektora Trójki. Nie był całkiem pewien co do daty ale powiedzmy, że się zna…

Udało mi się go spotkać jakiś czas temu w czasie 3-dniowego pobytu w Wawie (relacja cały czas w trakcie pisania ;). No i po wymienieniu paru zdań podał mi taką informację. Interesujące, co nie? Udało mi się też zrobić zdjęcie – dostępne w Wikipedii. Trochę głupio zrobiłem, bo nie zapytałem się o zgodę na wykorzystanie tego zdjęcia w Wikipedii. Na mejla na razie nie odpisał… Chociaż osobą publiczna jest… Ale i tak głupio.

Przy okazji poszukiwania potwierdzenia tej informacji na stronach radia, trafiłem na pewną dyskusję. Dotyczy ona tego czy od 8 października zmieni się ramówka. I chyba się zmieni. Na dobre czy na złe? No i z innej beczki: na tym forum żartobliwie wykazano istnienie układu: Niedźwiecki-Chojnacki-Mann 😉