Komitet arbitrażowy oraz mediatorzy w Wikipedii

Od jutra – czyli od 1 września – w Wikipedii rozpoczyna się kompletowanie tzw. kandydatów arbitrów. Czyli członków Komitetu arbitrażowego. Ten komitet to takie „sformalizowane ciało” w Wikipedii, które jest ostatnią desk… tfu… 😉 formą rozwiązywania konfliktów pomiędzy użytkownikami (także administratorami) Wikipedii. Arbitrem, jednym z 9 może zostać osoba działająca w Wikipedii od co najmniej 6 miesięcy oraz posiadająca ponad 1000 edycji. Czyli nie może nim każdy zostać. We wrześniu wybieramy pierwszych arbitrów – 5 na rok, 4 na pół roku. Wybierani są na kadencje roczne przez głosowanie użytkowników o 3 miesięcznym stażu i 500 edycji. Od 1 do 7 września trwa zgłaszanie kandydatów – przejrzyj szczegóły i zgłoś kogoś odpowiedniego (można też siebie). Zobacz też co może robić ten komitet. Zostanie arbitrem ma wady – takie jak więcej obowiązków związanych z jego pracami.

Jak już wspomniałem arbitraż jest ostatnim stopniem rozwiązywania konfliktów – wcześniej można skorzystać z mediacji użytkowników. I tutaj prośba – jeżeli są jacyś wikipedyści, którzy chcieliby pomóc przy mediacji, niech zgłoszą tę chęć na stronie: Wikipedia:Mediacja. Żadnych wymagań formalnych nie ma (no, poza bezkonfliktowością) – trzeba się oczywiście zapoznać z zawartością strony o mediacji. Gotowi do działania mediatorzy się przydadzą 🙂

Także zachęcam do korzystania z tego typu rozwiązań – jeżeli edycje jakiegoś użytkownika wywołują konflikty próbować to rozwiązać pokojowymi metodami 🙂

p.s. parę dni temu 2 administratorów straciło swoje uprawnienia (znaczy zrzekli się ich). Jeden z powodu błędu w liczeniu głosów w głosowaniu o przyznanie mu uprawnień (po jednym dniu ;), a drugi z powodu naruszenia praw autorskich. O ile dobrze myślę to Komitet podobnymi sprawami będzie się zajmował.

Opera Mini 4 beta 2 oraz kiedy będzie pierwszy Kestrel :)

Od dziś można pobrać kolejną wersję Opery dla komórek – czyli Operę Mini 4 beta 2. Co w niej takiego? Jak w poprzedniej becie – możliwość przeglądania widoku strony. Jak to kolejna wersja to pewnie poprawili jakieś błędy 😉 Całą listę zmian można sobie przejrzeć na stronach operamini.com (pojawiło się też polskie tłumaczenie tej listy). Osoby korzystające z poprzedniej wersji mogą sie zainteresować nowszą wersją. Także inni komórkowcy niech zobaczą jak to działa w symulatorze.

Tego samego dnia – czyli dziś – pojawiły się życzenia urodzinowe dla szefa Opery. Przy okazji podano datę pojawienia się pierwszej publicznej odsłony Opery 9.50. I tą datą jest… najbliższy wtorek. Ciekawe czy się to uda 🙂

p.s. Proszę wszystkich o nie wyrzucanie igieł czy też szpilek na drogi (leśne czy nie leśne). Opony tego strasznie nie lubią. A jeszcze bardziej rowerzyści. Dziś z powodu takiej małej, wygiętej szpilki musiałem sobie przejść po ciemnym lesie jakieś pół godziny. Wrr… Nie mam lampki… A wcześniej o mało co się z 10 jeleniami i sarnami nie zderzyłem. Gdybym nie zwolnił to… łoo… Chyba, że by nade mną przeskoczyły…

Zaproś ludzi na 6. urodziny Wikipedii w swoim mieście

26 września polska Wikipedia będzie obchodzić 6 urodziny. Na liście dyskusyjnej padł pomysł aby w weekend 22-23 września zorganizować imprezy, spotkania wikipedystów w większych miastach Polski. Czyli nie jedna wielka impreza w Warszawie, ale kilka mniejszych.

Jeżeli chcesz pomóc w organizacji to znajdź innych wikipedystów w swoim mieście. I spróbuj coś zrobić wraz z nimi. Na razie zadeklarowane są spotkania w Katowicach, Olsztynie, Poznaniu i Wrocławiu. W Częstochowie urodziny odbędą się w ramach spotkania/konferencji o nazwie GDJ. Zajrzyj na stronę: 6. urodziny polskiej Wikipedii aby się z organizatorami skontaktować i zobaczyć szczegóły.

A Taki wpis na listę dyskusyjną wysłała wikipedystka Nova:

Proponujemy w tym roku rozproszone świętowanie urodzin, powiedzmy w każdym z miast wojewódzkich, tak aby zgromadzić ludzi z okolicy. Ten „weekend urodzinowy” to 22-23 września, łącznie z dniami „naokoło” weekendu, w zależności od preferencji lokalnych uczestników.

Urodziny można oczywiście świętować bardziej lub mniej formalnie, zaprosić gości, wynająć salę i catering, posiedzieć w kafejce internetowej, spotkać się w pubie, na grillu i/lub wspólnie poedytować, napić się szampana.

Do tego istnieje możliwość dofinansowania spotkania do kwoty 200zł przez stowarzyszenie Wikimedia Polska. A więc do roboty 🙂

Uwaga: Spotkanie w Krakowie odbędzie się w sobotę 1 września. Szczegóły.

Morze, mazury, stolica a potem pieszo na południe…

Pod koniec lipca spakowałem plecak, wsiadłem w autobus 820 i dojechałem na dworzec w Katowicach i… tak się zaczęła się wyprawa po Polsce. Chociaż wyprawa to może za dużo powiedziane. Plan wykonany prawie w 100% mimo, że przeszkadzała pogoda. Co we wpisie? Morze, Mazury, Niziny, wielkie miasta, małe wioski i lasy. Nie będzie gór… Przepraszam za długość wpisu i lekkie opóźnienie jego opublikowania.

Pociąg i zapałki w Gdańsku/oczach

Najpierw pociągiem na Mazury przez Gdańsk. Pociąg pośpieszny nocny – dlaczego w takich pociągach dają wagony bezprzedziałowe to ja nie rozumiem. Ale cóż – przeżyliśmy. Widoki mieliśmy bądź co bądź zmienne – nie tylko za oknem. Najpierw w przejściu stała butelka Sobieskiego. Potem parę osób korzystających z trunku wystawiało więcej niż tylko głowy przez drzwi pociągu w czasie jazdy. Potem jeden z nich został wyniesiony na przespanie się. Bo się zmęczył. Gość był charakterystyczny – goła, opalona klata na wierzchu.

Co chwilę zapach dymu niemile łaskotał nasze nozdrza… Aż nadeszła chwila prawdy – konduktor. Panowie jechali na przysięgę kolegi. I chyba liczyli, że się załapią na przejazd na książeczce kumpla… Ale się nie udało. W Łodzi Kaliskiej 2 policjantów po cywilu pilnowało ich na peronie aby się pożegnali z kumplem i przez przypadek nie wsiedli do tego samego pociągu. Policjanci byli tak o głowę niżsi od pilnowanych 😉

Więcej ciekawych rzeczy w pociągu nie było. W Gdańsku byliśmy około 9. Bagaże zostawiliśmy w skrytkach – taka skrytka kosztuje 8zł za dobę. A mieszczą się w niej 2 duże plecaki + namiot. Sprawdzone. No to zwiedzamy – w oczach zapałki. „Idziemy tam… Tam jakiś Kopernik stoi…”. Kopernik okazał się niepodobny do siebie. Znaczy był bardziej Heweliuszem niż Kopernikiem. Co dalej? Znaleźliśmy niedziałający zegar słoneczny. Spalony dach kościoła św. Katarzyny robi wrażenie – także zdjęcia wewnątrz. W okolicy znajdowała się Hala Targowa – zajrzeliśmy. Patrzymy w dół – jakieś kości i piasek. Wąchamy – zapach kurczaków z mięsnego. Coś tu nie gra…

Następnie doszliśmy do Motławy przedzierając się przez tłum handlujących i kupujących starocie ma pewnej ulicy. Właśnie… Czy to Jarmark św. Dominika? Nad Motławą co chwilę bursztyn można kupić… Potem Żuraw, przedzieranie się przez tłumy ludzi z kablami i wtyczkami w rękach. Przejście przez most w stronę jakiejś baszty i… „Oo… Port jachtowy… Ale chyba dalej nic ciekawego nie będzie. Wracamy”. Przy okazji – czy wie ktoś dlaczego na Motławą straszą jakieś stare zniszczone magazyny? I teren ogrodzony drewnianym płotem? Pozytywnego wrażenia to nie robi…

Powrót przez most i wejście na Długi Targ. O… gość z widłami stoi 😉 Tak, wiemy… Neptun. I nie widły a trójząb. Potem chwilka odpoczynku w kawiarni. No i dalej. Zapałki w oczach prawie się łamią… Jakaś baszta/więzienie. A obok… szczudlarze? Po co? Dziewczyny w fajnych strojach? Aaa… Rozpoczyna się dziś ten sławny jarmark. Ale nie mamy czasu – trzeba znaleźć tę wysoką wieżę, ma której było widać ludzi. Trzeba tam wejść. Ale w którą to stronę? Dlaczego te budynki ją zasłaniają?

Znaleźć się udało. Wchodzimy do bazyliki NMP i tam esemes: „Wjeżdżamy do Gdańska. Bądźcie zaraz przy dworcu, to was zabierzemy”. No i zaczął się bieg na wieżę… Ilu my ludzi wyprzedzili… A ich miny – bezcenne. Po drodze – pierwszy raz widziałem jak wygląda miejsce pod dachem takiego kościoła – świetnie tam jest. Szkoda, że tam noclegów nie urządzają – takie wielkie lotnisko na chatce studenckiej… Szybko, kolejne schody, jakieś dzwony, kolejne schody. Szczyt. Widok piękny na Gdańsk – widzimy to, obok czego przechodziliśmy wcześniej. A także to czego nie widzieliśmy – np. Bałtyk. Na ulicy Długiej właśnie przechodzi jakaś zgraja dziwnie poprzebieranych ludzi, niektórzy na szczudłach. Zdążają pewnie na rozpoczęcie Jarmarku św. Dominika. My nie mamy wiele czasu – zbiegamy. Z tego zabiegania nie zdążyliśmy nawet obejść dokładnie kościoła/bazyliki. Wróci się tam jeszcze 🙂 Przy dworcu wsiadamy do samochodu i kierunek Giżycko. Zapałki wypadły z oczu…

Po drodze jeszcze pobudka w Malborku. Ale na zamek nie weszliśmy – zniechęciła na kolejka (pół godziny), czas zwiedzania (3 godziny) oraz ceny (duże). A w Giżycku (dokładniej w Wilkasach) trzeba było być przed 21. No to tylko jakiś obiad, spacer dookoła zamku i z powrotem do pojazdu.

Mazurskie dnie i noce

W Wilkasach na pole namiotowe wbiliśmy się o 21. O 21:30 zamykali prysznice – udało nam się 😀 Namiot rozbity to… idziemy na imprezę. Podobno mają być szanty – może się nauczymy? Szant nie było ale za to, zespół ładnie coverował stare polskie przeboje 🙂 O 3 nad ranem wymiękliśmy. Tylko czemu w drodze do namiotu pada deszcz… Hmm…

Kolejny dni? Niezłe słowa lecą jak się 2 jachty zderzą pod mostem na kanale Niegocińskim. Bosaki idą w ruch… oj idą… Piechotą do Giżycka? Czemu nie. Udało się obejrzeć to miasto. Nawet ładne. Może nie całe. A potem zdziwienie – był most a teraz go nie ma. Tak, to most obrotowy – na samo obracanie się mostu trafiliśmy dopiero ostatniego dnia. Mostowy (tak się ta praca nazywa?) musiał się trochę nachodzić w kółko… Powrót piechotą do Wilkas wzdłuż płotu twierdzy Giżyckiej. Nie chciałbym się na ten płot nadziać w nocy – takiego ostrego płotu jeszcze nie widziałem nigdzie. W Wilkasach impreza była tylko zamknięta w AZS-ie, więc ruszyliśmy w nocy (23-24?) z powrotem do Giżycka. A tam co? Jakieś karaoke tu, jakiś zespół tam, ale go godzinie pierwszej cisza… Wszystko pozamykane. Nawet zjeść nie można. To jakiś lokalny zakaz imprez w nocy czy co? Niby miasto turystyczne a tu taki klops… No to kolejna godzinka w nocy piechotą. Dobrze, że księżyc świecił – pięknie się odbijał w jeziorze Niegocin.

Noclegi mieliśmy w PTTK-u w Wilkasach, a że pogoda była średnia to recepcjonistka zaproponowała nam po 3 noclegach w namiocie świetlicę. Heh… za 12 zł 🙂 Tam spędziliśmy resztę czasu noclegowego na Mazurach. We wtorek kolejne dojechały 3 osoby. Mimo, że pogoda była średnia to poszliśmy na kajaki – wypłynęliśmy na jezioro Niegocin i… Genialnie wygląda miejsce rozdzielające strefę deszczu i strefę jeszcze bezdeszczową. Szczególnie jak się ten pasek zbliża z dużą szybkością w stronę kajaku. Zlani całkowicie i zziębnięci byliśmy po 30 minutach pływania na kajakach… Co za pogoda. I tak cały czas – czasem słońce, czasem deszcz… Na szczęście, innego dnia udało się dopłynąć z Wilkas do Rydzewa, zjeść obiad i wrócić w słońcu. Nawet zasypiając po drodze 😉

Pewnego dnia postanowiliśmy dojechać do Gierłoży – do byłej Kwatery Hitlera. A, że z autobusami byłoby za duże kombinowanie to pojechaliśmy stopem. Podział 7 osób na 3 grupki i do zobaczenia w Gierłoży 🙂 Najpierw wizyta na stacji benzynowej: „Czy mają może panowie kartkę papieru i markera?”. Na kartkach było napisałem: Giżycko, Kętrzyn, Gierłoż oraz Chociaż kawałek 🙂 Do Gierłoży dojechaliśmy najpierw samochodem ze skórzanymi siedzeniami a potem 30-letnim maluchem 😉 Wszystkie 3 grupy dojechały mniej więcej w tym samym czasie – około godzina od rozpoczęcia łapania.

Bunkry w Gierłoży robią wrażenie – szczególnie jak się ucieka od tłumu ludzi zdążających za przewodnikiem. I gdy się wchodzi tam, gdzie nie wolno… Choćby na górę bunkra po drabince, albo w jakiś ciemny tunel. Ceny wejścia nie były straszne – 8zł za wstęp i 4 za przewodnika. Jakoś tak.

Potem stopem do Kętrzyna – moja 3 osobowa grupka musiała się rozdzielić – dziewczynom przypadła rodzinka z 2 miejscami wolnymi. A ja chwilę potem złapałem gościa z mocnymi głośnikami 😉 Jak się dowiedział, że znajome jadą 3 samochody wcześniej to zaczął ten samochód śledzić 😉 Troszkę łamiąc przepisy… Potem rozmowa z jakimiś trunkowymi panami chcącymi się dowiedzieć skąd jestem. Potem przez pewien czas rozmawiali we własnym gronie o Tarnowskich Górach groźnie łypiąc na mnie okiem… Chyba podpadłem. Bazylika w Kętrzynie okazała się krzywonawowa – znaczy prezbiterium się trochę przekrzywiło względem nawy głównej (albo na odwrót?). Zamek okazał się małym zamkiem. Potem kolejny stop – do Giżycka samochodem, którego kierowca chwalił się, że ma go w Polsce niewiele osób. Nie pamiętam co to było… Ale kilkuletnie…

Jako, że nie do końca pamiętam już co, którego dnia robiliśmy to dopowiem, że w Giżycku dostałem okrzycz od ochroniarza za sikanie nie tam gdzie powinienem 😉 Heh… Impreza była w porcie w Giżycku, grał jakiś zespół szantowy, goście śpiewali. Pomyśleliśmy – co im będziemy przeszkadzać, potańczymy sobie przed wejściem 😉 Ten sam ochroniarz zaprosił nas do wewnątrz… No to 4 osoby (ja miałem charakterystyczną czerwoną koszulkę z napisem Politechnika Śląska) tańczyło. Tańczyliśmy bo nie znaliśmy tekstów. Ci co siedzieli teksty znali, więc tańczyć nie musieli… Heh… A o pierwszej w nocy co się stało? Stał się koniec 🙂 Ponownie.

Na ostatni nasz dzień Giżycko powitało nas tłumami łysych ludzi z krokiem spodni w kolanach… To festiwal Hip-Hop Mazury… Dziwnie to wyglądało. Koncerty odbywały się w twierdzy Boyen, którą obeszliśmy dookoła. Oprócz tego stwierdziliśmy, że jesteśmy słabo wysportowani – trochę ambitnego latania za piłką i duszenie się…

24 godziny w Warszawie

W sobotę wyjazd – wsiadamy w pociąg do Bielska. Ja wysiadam na Centralnej w Warszawie o 3 nad ranem. I tu się dopiero zaczyna 🙂 Zostawiłem swój plecak w przechowalni i ruszam na zwiedzanie Warszawy nocą 🙂 Najpierw powitały mnie zamknięte drzwi Złotych Tarasów. W końcu 3 w nocy. Gdzie by tu o takiej godzinie pójść? A idę na Stare Miasto. Dworzec Centralny → PKiN → Plac Grzybowski → Metro Świętokrzyska. Metro w nocy nie jeździ, że wszystko pozamykane? Wzdłuż Parku Saskiego → Grób Nieznanego Żołnierza. Akurat trafiłem tam na godzinę 4 na zmianę warty. Nie wiem czemu miałem wrażenie, że ci żołnierze się ze mnie podśmiewali… No ja z nich trochę też 🙂 Wykopy na placu zrozumiałem jako prace przy odbudowie Pałacu Saskiego. Dobrze zrozumiałem?

W nowym budynku przy tym samym placu odbywała się impreza, którą był słychać już chyba z okolic parku Saskiego. Było też widać kolejkę do niej. Ta sama impreza trwała jeszcze około godziny 6 gdy wracałem tą samą trasą. Potem na Krakowskie Przedmieście – czy Lech śpi spokojnie? Nie widziałem wtedy jeszcze, że jakieś straszne zawirowania w polskiej polityce nastąpiły. No to dalej – przejście obok samochodów bagażowych pielgrzymki metropolitarnej i śpiący w nich ludzie…

Plac Zamkowy – 2 gości pyta o drogę na ulicę Chłodną. Po angielsku. Szukają jakiegoś Night Clubu z Sabiną i Iwoną czy jakoś tak… Wytłumaczyłem, że nie wiem gdzie taka ulica i wydukałem, że mapy Warszawy widziałem na przystankach – niech tam sprawdzą. Nie wiem czy znaleźli to czego szukali 😉 W każdym razie mam podejrzenia, że to byli Polacy robiący sobie jaja w ten sposób.

Na rynek trafiłem chwilkę później – byłem tam sam. Cisza, pustka, walające się śmieci, Syrenka na środku i… pierdzenie. Co jest? Przestało. Ktoś coś wiercił? Podchodzę do Syrenki – wypływa woda spod niej to takiego zagłębienia. Ciekawa fontanna. Czekam coś dalej. Woda zostaje wsysana przez otwory w tym zagłębieniu i… pierdzenie 🙂 Tak! To Warszawska Syrenka pierdziała. A dokładniej na kratkach zostały jakieś papierki/śmieci i przy wsysaniu wody wydawał się charakterystyczny odgłos.

No to idę dalej – Barbakan → wystawa jakichś zdjęć na murach. Na końcu murów postanowiłem sobie przysiąść i zjeść śniadanie. Jem, kontempluje widok w lewo, widok w prawo (na Barbakan), widok z tyłu (fosa?). I słyszę: „Hej”. Rozglądam się – pewnie nie do mnie. Znowu „Hej”. Z kamienicy naprzeciwko wygląda jakiś gościu (20-25lat). Wołał mnie. Pytał się skąd jestem, co robię, dlaczego siedzę na murze, czy nie przyjdę do niego na wódkę, a może przyjdę do niego na pornosy. Potem przedstawił mnie jakimś dziewczynom, żałował, że na wódkę nie przyjdę. I wszystko na krzycząco na odległość 20 m.

Potem powrót – trzeba sobie miejsce znaleźć na przespanie się. W kościele Świętej Anny przy placu Zamkowym załapałem się na pielgrzymkę metropolitarną. Kilkunastu metrów, które przeszedłem wzdłuż parku Saskiego nie pamiętam. Zasnąłem na idąco? Heh… No to poszukiwania McDonalda z ubikacją. Doszedłem przed otwarciem o 7 dopiero po pewnym czasie mogłem zjeść jakieś badziewie za 2zł i za darmo skorzystać z ubikacji. W międzyczasie zobaczyłem w telewizorze, że Trójka nie zamierza usuwać z ramówki Listy przebojów po odejściu Marka Niedźwieckiego. No cholera… Co to ma znaczyć??!!

Potem na dworzec odebrać bagaż, na Plac Grzybowski do kościoła Wszystkich Świętych prosić o nocleg… Ksiądz odesłał mnie do siostry zakonnej. Ta dała klucze do piwnic (Kaplicy św. Dominika). Rozłożyłem się tam przed 9. Wstałem o 13 i chce wychodzić… a tu klops… Siostra zapomniała i zamknęła kolejne drzwi (do tych mi kluczy nie dała). No i siedziałem zamknięty przez siostrę zakonną w piwnicach kościoła do 17… Heh… Już uwolniony postanowiłem wjechać na 33 piętro PKiN. Ale cena (15zł) mnie troszkę odepchnęła. Zadowoliłem się 2 wystawami w tym pałacu. Z jednej zwiałem widząc oczy dziennikarki telewizyjnej, w których widziałem pytanie: „Co pan myśli o tej wystawie, młody człowieku…”. Nie miałam pomysłów na odpowiedź. A chyba nie powiem, że Cool… 😉 W okolicy Dworca Śródmieście uciekałem przed jakimiś pytaniami pana z czerwonym nosem. I to nie był Mikołaj…

Z dworca Centralnego odebrałem kumpla, wspólnie zobaczyliśmy wnętrze Hard Rock Cafe a następnie w okolicach hotelu Intercontinental zostaliśmy spisani przez policjantów. Za co? A któż to wie… Pewnie jakąś normę musieli wykonać. A wyglądaliśmy na niekonfliktowych (a może i nie?) to trafiło na nas. Tego samego dnia wracali ludzie z Przystanku Woodstock – może to była akcja na nich? Nieważne – zamknięty w piwnicy przez zakonnicę, spisany przez policję – co się może jeszcze zdążyć? A na przykład widzenie diabła. Znaczy Rokity. W białym kapeluszu przez Barbakan sobie przechodził o 22.

Pieszo na południe

Kolejny dzień? 5 rano – pobudka. Msza w św. Annie i wychodzimy. Warszawska Piesza Pielgrzymka Akademickich Grup 17-tych wyruszyła z Warszawy. Pewnie się dziwicie co robi tarnogórzanin na pielgrzymce warszawskiej? A to co wszyscy – idzie sobie już 9 raz. Bo z TG mam za blisko 😉 I za każdym razem jestem podbudowany dobrem ludzi witających pielgrzymów. A to noclegiem, a to obiadem, a to ciastem przy drodze, jabłkiem, kanapką, pyszną grochową… Miłe to strasznie jest 🙂 DZIĘKUJEMY!

Dziennie idzie się 30-40km piechotą. Nie głównymi drogami – w większości polne, leśne i lokalne asfaltowe. W pielgrzymce Siedemnastek w tym roku szło 2500 osób. W pierwsze dni pogoda była znośna – potem zaczął nas deszcz podlewać. Nawet w czasie jednego noclegu miała miejsca burza. Ale taka dziwna – lało całą noc a jedyny grzmot był taki, że się wszystko zatrzęsło. Włącznie z mielonką w puszkach.

Ja pierwszy raz na pielgrzymce w sandałach byłem. Taka chwila prawdy – mogę chodzić w nich takie długie trasy – ale stopy do dzisiaj mają dziwny kolor. Noclegi na tej pielgrzymce są w namiotach albo stodołach u gospodarzy. Mycie w misce zimnej wody. Chyba, że gospodarze podgrzeją.

W Nowym Mieście nad Pilicą została przez pewną babcię zapytany czy nie jestem dziewczynką. No i po co się goliłem dzień wcześniej? Ehh… 😉 Co jeszcze? A to, że w wiosce Wąsosz postanowiłem o godzinie 22 skorzystać z przybytku o nazwie TOI-TOI (takie za nami jeżdżą). No i pierwszy – deska osr… zabrudzona. Drugi – samo. W trzecim też. Nie wiem czy to tak trudno jest trafić? Nie można sobie papieru podłożyć? Odechciało mi się… 😉

Przez 2 dni przechodziliśmy przez tereny nawiedzone przez lipcowe wichury. Takiej powierzchni lasu z 3-4 metrowymi kikutami drzew nie widziałem jeszcze. I tak kilka razy trafialiśmy na takie lasy. W wioskach w których byliśmy zniszczeń większych nie było widać (nie licząc śladów gradu na nowym tynku, czy nowo wyglądających dachów.

14-tego wejście do Częstochowy. Aleje miło przebudowane – aż chce się tam chodzić 🙂 Chwilą przed obrazem na Jasnej Górze i do domu. I tak wróciłem po prawie 3 tygodniach tułaczki do rzeczywistości. To co spisałem to moje subiektywne odczucia. A jakie miałyby być? 😉 Jak ktoś znajdzie błędy stylistyczne, literówki to nie krępować się – komentować 🙂 Zdjęć nie będzie bo nie posiadam takowych. Szkoda. Co było opisane? Morze (w Gdańsku), Mazury, Niziny. Czego brakuje? GÓR! Za parę dni może przestanie ich mi brakować – Słowackie Tatry Zachodnie już czekają… 😀

Dekalog wikipedysty

Dziś na kanale wikipedii proro… tfu… radomil wyprodukował cyfrowe tablice z takim oto tekstem:

Dekalog wikipedysty

Jam jest Wikipedia, która wywiodła cię z ziemi „wszelkie prawa zastrzeżone”, z domu niewoli:

  1. Nie będziesz miał innych projektów przede mną
  2. Nie będziesz mnie edytował ze złymi zamiarami
  3. Pamiętaj aby wikietykiety przestrzegać
  4. Czcij GFDL
  5. Nie wandalizuj
  6. Nie troluj
  7. Przestrzegaj praw autorskich
  8. Nie wprowadzaj POVu swego
  9. Nie pożądaj miotły admina swego (postaraj się o swoją)
  10. ani żadnych przycisków cudzych

Cóż mogę powiedzieć… przestrzegać trzeba… Uwaga – przykazania są na GFDL – można je sobie zmieniać według uznania – cóż za liberalne przykazania 😉

Jeszcze o Wikiscannerze, czyli o anonimowości w Wikipedii

Wczoraj opublikałem wpis, w którym opisałem narzędzie Wikiscanner. Narzędzie dzięki, któremu możemy w łatwy sposób sprawdzić, które artykuły edytowały osoby łączące się z sieci jakichś firm, organizacji. Narzędzie miłe – szkoda, że nie działa obecnie (albo ja nie mam cierpliwości do niego).

W związku z tym Rzeczpospolita opublikowała artykuł o tytule: CIA, FBI, nawet Watykan manipulowały Wikipedią. Także Dziennik Internautów wypunktował kilka przykładów edycji w angielskiej Wikipedii wykonanych przez osoby z jakichś organizacji czy też firm. Podobne artykuły przetoczyły sie przez polski i światowy internet…

W Rzepie następując tekst się pojawił:

Do niedawna edytowanie najsłynniejszej encyklopedii współczesnego świata było całkowicie anonimowe. Teraz – dzięki nowemu programowi skanującemu WikiScanner – już nie jest.

A teraz troszkę prawdziwych informacji podam, bo to, że edycja Wikipedii jest/była anonimowa to nieprawda. Adres internauty edytującego anonimowo (czyli bez zalogowania się) jest zapisywany w historii zmian artykułu. A po adresie IP można łatwo dojść do usługodawcy udostępniajacego łącze. Czasami można łatwo stwierdzić skąd jest edytujący. Wykorzystać można do tego np. takie narzędzie. Tak było od dawna a nawet od początku istnienia Wikipedii.

Tylko teraz jedna osoba tworząc narzędzie Wikiscanner ułatwiła to tak bardzo, że można łatwo i szybko się o tym dowiedzieć. Same dane do tego potrzebne można było mieć już dawno. Dlaczego? Zajrzyj tutaj: Ostatnie zmiany dokonane przez użytkowników niezalogowanych – przy każdej wprowadzonej zmianie jest wypisany adres IP edytujacego. Wystarczy wiedzieć jak sprawdzić IP i już mamy domowej roboty, ręczny wikiskaner. 😉

Jeżeli ktoś powie teraz, że Wikipedia o tym nie informuje to mam szybką ripostę: na górze formularza edycji artykułów jest następujacy tekst:

Twój adres IP zostanie zapisany w historii edycji strony. Jeżeli tego nie chcesz, zarejestruj się.

A w polityce prywatności Wikipedii (link w stopce Wikipedii) można przeczytać to:

Jeśli się nie zalogujesz, identyfikacja opierać się będzie na adresie IP. (…) W zależności od Twojego połączenia, numer ten może odnosić się do dużego dostawcy Internetu, szkoły, miejsca pracy, domu. Istnieje możliwość, że ktoś (urząd lub nawet osoba prywatna) użyje tego adresu do powiązania Twojej osoby z zainteresowaniami, które wyrazisz (jawnie lub pośrednio) poprzez edycję artykułów.

Może okazać się całkiem łatwe, bądź trudne dla chcącej tego dokonać osoby, połączenie Twojego adresu IP z prawdziwą tożsamością. Dlatego jeśli bardzo zależy Ci na zachowaniu prywatności, może będzie lepiej edytować pod pseudonimem, z zarejestrowanego na wiki konta. Kiedy używasz pseudonimu, Twój adres IP nie jest publicznie dostępny, z wyłączeniem przypadków nadużyć, w tym aktów wandalizmu dokonywanych przez Ciebie lub przez innego użytkownika o tym samym adresie IP. W każdym wypadku Twój adres IP jest zapisywany na serwerach wiki i może być ustalony przez administratorów serwera Wikimedia lub przez użytkowników, którym został przyznany status CheckUser.

Jeżeli jednak się zacznie edytować artykuły po zalogowaniu to anonimowość wzrasta – adresu IP nie pozna nikt. Ale od razu mała gwiazdka. *W projektach Wikimedii są osoby uprawnione (w pl.wiki mamy 7 tzw. CheckUserów), które mogą IP zalogowanego użytkownika poznać spełniając odpowiednie warunki. Stosowane jest to bardzo rzadko i tylko w przypadkach walki z wandali oraz osób nadużywających wielu kont w głosowaniach (tzw. pacynek). Informacji nie mogą CheckUserzy nigdzie upubliczniać. Więc…

Chcesz edytować Wikipedię anonimowo? Zaloguj się!

Przy okazji: już kiedyś w polskiej Wikipedii było pewne śledzwo 😉 Szukano „mordercy” pewnej osoby. Wyszło na to, że internet nie jest anonimowy – przez IP doszło sie do dokładnej osoby – z imienia i nazwiska…

Więcej informacji (wiarygodnych) na temat edycji wyciągniętych przez Wikiscannera mozna znaleźć w Wikinews: Wikipedia pod lupą po powstaniu WikiScannera. Tam także linki do niektórych edycji oraz do artykułów dotyczących tego tematu.

Inwigilacja edycyjna prawie totalna w Wikipedii

Opiszę dziś 2 ciekawostki antywandalizacyjne przydatne przy edytowaniu Wikipedii (jedna tylko w polskiej, druga tylko w angielskiej przydatna). Narzędzie dla użytkowników szukających osób wprowadzajacych nieprawdziwe informacje czy też usuwających nieprawdziwe.

Pierwsze narzędzie nazywa się histCK – sprawdza ono, którzy użytkownicy dodali wybrany przez nas tekst w danym artykule. Jeżeli w artykule ktoś wpisał błędną datę urodzin czy też jakąś nieprawdziwą intormację to:

 

  • Wchodzimy na stronę histCK
  • wpisujemy nazwę artykułu
  • wpisujemy tekst, który chcemy sprawdzić
  • czekamy aż skrypt przerobi 100 ostatnich edycji i…
  • przeglądamy wyniki i widzimy winowajcę (znaczy prawie widzimy – dostajemy linka do odpowiedniej edycji w Wikipedii)

To samo narzędzie sprawdzi kto usunął jakiś tekst. Sprawdza tylko 100 ostatnich edycji, ale jest w fazie beta, więc może się to powiększy. Chociaż w większości wypadków powinno wystarczyć. Co jeszcze? A to, że autorem tego jest lcamtuf.

Co nam to daje? Możliwość szybkiego znalezienie sabotażysty wprowadzającego do artykułów nieprawdziwe informacje, albo usuwającego prawdziwe, ale niewygodne z różnych powodów.

O drugim narzędziu niedawno Dziennik Internautów pisał. Chodzi o Wikiscanner. Wyszukuje on (ten skaner) edycje wprowadzane przez użytkowników łączących się z komputerów należących do różnych organizacji, instytucji, mediów.. Można sprawdzić czy jacyś senatorzy USA (albo pracownicy Senatu) nie edytowali haseł o senatorach USA. Czyli sami o sobie. Albo czy jacyś pracownicy koncernów farmaceutycznych „nie poprawiali” za dobrze artykułów o swoich produktach.

Na razie jest to narzędzie przydatne tylko użytkownikom angielskiej Wikipedii. No i nie sprawdzi ono tego czy użytkownicy nie edytowali stron z domów. Ale zawsze coś. Strona na razie raz działa a raz nie działa – trzeba wiele cierpliwości.

Powodzenia w inwigilacji prawie totalnej 🙂

Dodane 20 minut po opublikowaniu wpisu: Jak na zawołanie zobaczyłem artykuł opisujący wpadkę osób pracujących w 2 mediach amerykańskich. Ktoś z ich komputerów usunął informacje niepochlebne dotyczące jednego dziennikarzy oraz zmodyfikował stronę gazety. Wszystko wykryte dzięki Wikiscannerowi. Szczegóły w Dzienniku Internautów.

Opera 9.23

Udostępniono dziś Operę 9.23 – lista zmian jest strasznie krótka: poprawiono 4 błędy w JS oraz stabilność szybkiego wybierania. Błędy w JS zostały znalezione przy użyciu narzędzia o nazwie JSFuzzer stworzonego dla szukania takich błędów w produktach Mozilli.

Więcej: lista zmian, pobieranie.

p.s. Wróci człowiek z 3 tygodni poza światem globalny a tu rząd dzielą, Niedźwiecki z Trójki odchodzi, nadal Opery 9.50 nie ma i inne straszne rzeczy się dzieją… Trzeba się teraz dowiedzieć o co w tym wszystkim biega… Ehh… 😉