Przykładanie karty ŚKUP KZK GOP klauzulą niedozwoloną wg CP UOKiK

Wraz z obowiązkiem korzystania z karty ŚKUP przez większość pasażerów komunikacji miejskiej KZK GOP (Górny Śląsk oraz Zagłębie) pojawił się problem dot. kasowania biletów okresowych przy wejściu do autobusu. O kasowaniu przy wejściu pisałem już w 2011 roku. To kasowanie jest uciążliwe (szczególnie w godzinach szczytu).

Teraz wygląda to tak:

  • bilet jednorazowy – może być na karcie, ale może też być papierowy – czyli kasujemy na wejściu
  • bilet okresowy (24h, 30 dni, 90 dni itp.) z limitem przejazdów – kasujemy na wejściu do pojazdu
  • bilet okresowy (24h, 30 dni, 90 dni itp.) bez limitu przejazdów – również musimy kasować na wejściu

No i teraz sytuacja – wsiada do do autobusu trójka osób i nie przyłożyła karty do kasownika.

  • 1 osoba – na karcie ma bilet jednorazowy – czyli mandat.
  • Druga osoba ma bilet z limitem – mandat.
  • A trzecia osoba ma bilet bez limitu – również dostanie mandat.

I teraz na chłopski rozum: który pasażer jechał na gapę? Przy jednorazowym oraz przy bilecie z limitem nie ma wątpliwości. Ale przy bilecie bez limitu? A cała trójka dostałaby taki sam mandat za brak biletu. Czyli zgodnie z cennikiem – 160 zł, a płatna do 7 dni – 125 zł. Supercena 🙂

Najśmieszniejsze jest jeszcze to, że jeżeli te osoby, nie okazałyby karty do kontroli („kartę zostawiłem w domu”) to mają szansę na anulowanie mandatu (a przynajmniej ta osoba z biletem bez limitu). (opłata manipulacyjna za anulowanie opłaty dodatkowej w trybie § 10 „Taryfy przewozu …” – 15 zł). Coś tu nie gra chyba.

Czytaj dalej Przykładanie karty ŚKUP KZK GOP klauzulą niedozwoloną wg CP UOKiK

Jak zostać niezadowolonym, niedoszłym klientem firmy Komputronik

Zamówiłem w Komputroniku telefon LG + folie na ekran + przejściówkę USB. I to był błąd.

Zapłaciłem za zamówienie kartą (bo wygodnie) – gdzieś na początku sierpnia. Następnie otrzymałem od Komputronika mejla

„Nie posiadamy Komputera Lenovo nr xxx na stanie. Czy chce Pan zrezygnować z zamówienia?”.

Odpisałem, że nie zamawiałem komputera tylko telefon. Potwierdzono, że mam rację i:

„Nie posiadamy telefonu LG Spirit. Czy chce pan anulować zamówienie?”

No trudno (cena promocyjna – mogły się skończyć). I zamówienie anulowałem.

Następnie zamówiłem w innym sklepie ten sam telefon i go dostałem (kurierem). W teorii powinienem dostać zwrot pieniędzy z Komputronika. Niestety w praktyce tej firmy jest chyba uprzykrzenie życia swoich klientów.

Po kilku dniach otrzymałem mejla od Komputronika, że została do mnie wysłana paczka z telefonem (tym, którego zamówienie anulowałem – dokładnie – znalazł się 😉 ). Pisałem mejle, chyba nawet dzwoniłem, by anulować wysyłanie tej paczki. Niestety paczka została nadana. Na moje nieszczęście została też odebrana. Ale nie przeze mnie  – przez osobę, która mieszka pod tym samym adresem co ja – 80-letni dziadek. No trudno – moja wina – mogłem poinstruować dziadka – (nie byłoby to proste, ale pewnie by się dało):

„Pod żadnym pozorem nie odbierać paczki”

„Jakiej paczki?”

„No tej, którą przywiezie kurier.”

„To jak przyjedzie kurier to odebrać paczkę?”

Skontaktowałem się z Komputronikiem, domagając się odbioru tej nieszczęsnej paczki (a dokładniej dwóch – w jednej telefon, a w drugiej łacznik usb i folia na telefon). Paczek nie otwierałem.

Kurier DHL  przyjechał i obie paczki odebrał – zapakował do jednego worka (nadając jeden list przewozowy). Z kurierem też było trochę przebojów: (bo po zabraniu paczki sobie pojechał bez oddania listu przewozowego na bazę odebrać towar ) – ale w końcu paczka nadana – list przewozowy w ręku – hurra!

„bo mi zamkną bazę i już nic nie odbiorę, pan zrozumie… przyjadę, wrócę…”

Po weekendzie mejl z DHL:

„nie możemy dostarczy paczki bo miały być dwie paczki, a nie jedna”.

Musiałem tłumaczyć, że ich kurier tak to spakował i dostałem prośbę o skan listu przewozowego (nie mieli swojego listu przewozowego?).

W końcu paczka została dostarczona do „super firmy sprzedającej elektronikę”. Po ponad dwóch tygodniach od anulowania zamówienia dostałem fakturę korygującą, prośbę o nr konta itp. Niestety tylko na kwotę 20zł (łącznik usb + folia). Konsultantka na infolinii powiedziała, że nie dotarł telefon. Super informacja, co nie?

Co dalej? Napisałem długi wpis na czacie komputronika na fejsie. Obiecano się sprawą zająć – no i dostałem w końcu fakturę korygującą za telefon. Teraz tylko szukać drukarki, podpisać się (lol) oraz zeskanować i hip hip hura – dostanę swoje pieniądze 😉

Na razie przyszło 20zł – mam nadzieję, że reszta też wróci. Wróćcie, pieniążki, do mnie – w Komputroniku nie zasługują na was…

Ten zakup w Komputroniku jest najgorzej przeprowadzaną transakcją z jaką miałem do czynienia w swoim życiu (nie licząc może perfumów na tureckim targu 😉 ). Do tego musiałem się co chwilę kontaktować się ze sklepem – mimo, że nie miałem na to już chęci i ochoty. A na dodatek towaru już nie chciałem.

Wnioski?

  • A – bardzo, ale to bardzo nie polecam Komputronika jako sklepu internetowego.
  • B – Komputronik nie potrafi nawet miło przeprosić za zaistniałą sytuację (jedno słowo przepraszam było w mejlu, który dostałem dopiero po opisaniu problemu przez czat FB).
  • C – Kupujesz w Komputroniku? Przygotuj się na tłumaczenie kolejnym osobom co się stało. Najlepiej spisz to w postaci podobnej jak ten wpis. Przyda się.
  • D – Pewnie inni mają jeszcze gorzej w innych sklepach, ale ja nie trafiłem na nie.

Rower miejski w Bydgoszczy – różne narzędzie do wykorzystania

Bydgoski Rower Aglomeracyjny działa ponownie od marca. Bardzo przydaje się w codziennym przemieszczaniu się po Bydgoszczy. Przedstawię kilka narzędzi, które mogą się przydać użytkownikom tego roweru oraz osobom zainteresowanym jego rozwojem.

Strona oraz aplikacja mobilna BRA

BRA ma swoją strone i panel logowania pod adresem – www.bra.org.pl. Można tam zobaczyć mapę rozmieszczenia stacji wraz ilością przypiętych rowerów. Logowanie odbywa się tam przez stronę www.bra.org.pl/zaloguj-sie.html – można tam zmienić swój PIN (tak, można go zmienić). Można też przejrzeć informację dotyczące wypożyczanych rowerów, zobaczyć kody do linki itp. Niestety na stronie jest dużo komunikatów tłumaczonych Google Translatorem (np. „Bieżące wakacyjny – zewnętrzny kod blokady – Nie masz bieżących wynajem„.

BRA udostępnia też aplikacje dla telefonów. Wyszukując ją w sklepie z aplikacjami warto wpisać BRA Bydgoszcz (bo inaczej ciężko przebić się przez aplikację dotyczące staników 😉 ). Sama aplikacja jest trochę toporna – również są problemy z tłumaczeniem komunikatów, niektóre przyciski są nieużywane itp. Ale warto ją mieć – można oddać dzięki niej rower w przypadku pełnej stacji – trzeba to zrobić będąc przy stacji (i mając włączony GPS). Można przez nią sprawdzać ilość rowerów na stacjach.

mMPK – rozkład komunikacji wraz z informacjami o rowerach miejskich

Ilość rowerów na stacjach można sprawdzać w aplikacji mMPK – jest to rozkład komunikacji miejskiej w wielu miastach Polski. Jedną z jego opcji jest pokazywanie ilości rowerów na wszystkich stacji oraz ich umiejscowienie na mapie. Działa to szybciej niż w oficjalnej aplikacji BRA (ale za to nie ma możliwości automatycznego zwrotu roweru – coś za coś).

Strony ze statystykami wypożyczeń

Istnieją dwie strony wyświetlajace ilości wypożyczeń rowerów z podziałem na stacje. Do czego przydatne? Do sprawdzenia czy na stacji, z której korzystacie zawsze rowerów jest zero lub za dużo. Można też zobaczyć, które stacje są potrzebne, a które warto by przenieść w inne miejsce (by się nie marnowały).

Te strony to:

Przy każdej stronie trzeba chwilę poczekać na załadowanie danych. Informacje autorzy pobierają z oficjalnej strony co pewien okres czasu (więc są w miarę miarodajne).

Inne aplikacje – Cycling365 oraz Strava

Kolejną aplikacją może być Cycling365 – aplikacja konkursowa opisana we wcześniejszym wpisie. Z niej warto korzystać w maju 2016 roku – Bydgoszcz będzie się wtedy scigać z innymi miastami na ilość podróży rowerowych po mieście.

A dla rowerzystów, którzy chcieliby podzielić się trasami, którymi jeżdżą polecam aplikację Strava. Można tam się pościgać z innymi użytkownikami. To takie lepsze Endomondo 😉 Warto też skorzystać z heatmapy Stravy – pokazuje ona najczęstsze trasy wycieczek rowerowych na całym świecie – w tym również w Bydgoszczy. Warto zajrzeć i sprawdzić, którędy rowerzyści podróżują po mieście i okolicy (rządzącym też się takie informacje mogą przydać).

Bydgoszcz w Europejskiej Rywalizacji Rowerowej

Bydgoszcz dołączyła do konkursu pod nazwą Europejska Rywalizacja Rowerowa (European Cycling Challenge), który będzie odbywał się przez cały maj 2016. Bierze w nim udział kilkadziesiat miast z całej Europy m.in. Bolonia, Dublin, Rzym czy też polskie miasta: Warszawa, Gdańsk czy Wrocław. Poniżej opis ze strony konkursu:

ECC2016 jest rywalizacją między zespołami miast złożonymi z rowerzystów, która się odbywa w dniach 1-31 maja 2016 r.
Jest to wyzwanie między europejskimi miastami: miasto, którego zespół “wyjeździ” największą liczbę kilometrów wygrywa!

Rywalizacja jest otwarta dla każdego mieszkańca uczestniczących miast oraz osób dojeżdżających do niego do pracy/szkoły/na uczelnię lub w innym celu. Liczą się podróże, w których rower może zastąpić inny środek transportu (np. samochód, motorower) w trakcie dojazdów np. do/z pracy, szkoły, kina, sklepu itd. (aby uzyskać więcej informacji przejdź do Zasady). Przejazdy rowerem w celach sportowych nie liczą się w rywalizacji.

Udział jest darmowy i wiele miast (w tym Warszawa, Gdańsk, Gdynia, Łódź i Wrocław) losuje nagrody wśród uczestników. Aby wziąć udział w ECC2016, dołącz do zespołu swojego miasta na stronie, zainstaluj aplikację Cycling365 w swoim smartfonie i rejestruj podróże rowerowe.

Konkurs jest fajną promocją jazdy na rowerze w miastach. Można dodatkowo utworzyć drużyny – dla szkół czy firm – to może być też fajna sprawa rywalizacja wśród mniejszych grup osób 🙂 Ciekawe czy Urząd Miasta zdecyduje się ufundować nagrody dla najlepszych drużyn czy rowerzystów z naszego miasta.

Strona konkursu: cyclingchallenge.eu/pl

Aplikacja na Androida dostępna w sklepie Play – dostępne też są aplikacje w AppStore oraz Windows Phone Store.

Szaleńczo szeroka droga rowerowa w Dąbrowie Chełmińskiej (Ostromecko-Wałdowo Królewskie Dolne)

W okolicy Bydgoszcz, na drodze pomiędzy Ostromeckiem a Wałdowem Królewskim Dolnym zaobserwować można ciekawą trasę rowerową. Jest to droga oznaczona znakami drogi dla rowerów – nie będziecie w stanie stwierdzić, gdzie się miejsca na jazde na rowerze znajduję. Dlaczego?

Rzut oka:

View post on imgur.com

View post on imgur.com

Ktoś jest w stanie zrozumieć o co biega? Droga rowerowa zgodnie z zamiarem Gminy Dąbrowa Chełmińska miała przebiegać po tym poboczu z jednej strony drogi. Tak… Tym zarośniętym 😉 Jako rowerzyści skorzystalibyście z tego pobocza? Ja bym w sumie nie wpadł na to, że jest to droga rowerowa – prędzej bym sie dziwił: „…ale szeroka ścieżka rowerowa…”. A te znaki przejazdów dla rowerzystów przez drogi leśne… Cud, miód i orzeszki 🙂 Piękne, co nie?:)


Wyświetl większą mapę

Polecam przejazd droga rowerową na Google Street View. Jest szaleńczo ciekawa 🙂

Bonus: na tej drodze można też znaleźć takie miejsca:

Uwaga techniczna: nie jechałem jeszcze tą drogą – ale mam taki zamiar. Z informacji uzyskanych na skyscrapercity.com to takie znaki tam nadal istnieją. Może się zdarzyć, że to poprawiono – ale szczerze: wątpię…

Bilety na rower w PKP Intercity przez Internet

Rower w pociągu PKP Intercity? Da się 🙂 A od 4 lutego 2016 można taki bilet kupić przez internet! Jest to chyba jedna z lepszych informacji dla rowerzystów przemieszczających się rowerami od początku roku. Można sobie w miarę sensownie zaplanować wyjazd rowerowy z dojazdem pociągiem. Niestety z miejscem w pociągach na rowery nie jest może bardzo dobrze, ale dla chcącego nic trudnego. Chociaż będzie teraz walka: „kto pierwszy ten lepszy przez internet”. Ważne, że nie trzeba do kasy się ruszać 🙂

Chyba, że mamy do zakupu bilet z przesiadką… Tego system E-IC jeszcze nie ogarnął niestety…

View post on imgur.com

A w ramach ciekawostki: we wrześniu 2015 r. ze znajomymi wracałem z Gdyni z wyjazdu promem do Szwecji. 4 osoby z dwoma rowerami wracały Pendolino do Katowic. A ja wraz z jedną znajomą z 4-rema rowerami do Bydgoszczy – wykorzystaliśmy do tego celu Przewozy Regionalne. Ale zgodnie regulaminem ilość rowerów, które można przewieźć w pociagu przez jedną osobę to… jeden rower. A my mieliśmy po dwa.

Co wtedy należy zrobić? Należy rower zamienić w bagaż. Tj. zdekompletować 😉 My odkręciliśmy przednie koła, przekręciliśmy kierownicę i wszystko owinęliśmy folią spożywczą. Przeszło 🙂 Chociaż po fakcie stwierdziliśmy, że dałoby radę przejechać bez owijania rowerów (a byłoby wygodniej przy przesiadce, którą mieliśmy w Laskowicach Pomorskich).

Bilet na rower kosztuje, na większy bagaż również. 🙂 W IC to 9zł (rower), w Przewozach Regionalnych widzę, że 7 zł (bagaż i rower – we wrześniu chyba było jeszcze jakoś taniej… ale nie pamiętam). W Arrivie ostatnio 5,5 płaciłem.

Bielawy vs Bartodzieje – dlaczego bydgoski przystanek kolejowy ma złą nazwę…

W Bydgoszczy stacji i przystanków kolejowych jest kilka. Najważniejszym dworcem jest Bydgoszcz Główna. Kolejne dwa ważne to: Leśna i Wschód. Wszystkie w ostatnim roku wyremontowane. Istnieje też m.in. przystanek Bielawy – niedawno w ramach projektu BiT City został on również wyremontowany (znaczy na razie perony, bez otoczenia). Wszystko jest z nim dobrze tylko, że nie jest położony na Bielawach, a na Bartodziejach. A na to wskazuje nazwa.


Wyświetl większą mapę

Bielawy i Bartodzieje to dwie sąsiadujące dzielnice/osiedla Bydgoszczy. W dawnych czasach obszar Bielaw sięgał w pobliże obecnego przystanku kolejowego (możliwe, że nawet znajdował się on w trochę innym miejscu). Po dużej rozbudowie osiedla Bartodzieje w czasach PRL stacja znalazła się na jego skraju (i jest obecnie traktowana jak przystanek Bielawy na Bartodziejach).

Sprawę komplikuje jeszcze istniejacą (obecnie w przebudowie) pętla tramwajowa Bielawy. Znajduje się ona na Bielawach – około kilometra od przystanku kolejowego. Za to od połowy stycznia wraz ze zmianami w komunikacji miejskiej przystanek autobusowy przy stacji kolejowej nazwano Dworzec Bielawy. Czyli mamy teraz pętlę Bielawy oraz Dworzec Bielawy oddalone od siebie o około 1,5 km (zobacz mapę). W sam raz dla turystów na przesiadkę 😉

Przesłałem od UM Bydgoszcz wniosek o rozpatrzenie zmiany nazwy – wysłałem ją we wrześniu – trwały wtedy jeszcze prace budowlane na stacji. Niestety odpowiedź dostałem w grudniu – tuż po zamontowaniu tablic z nazwą „Bydgoszcz Bielawy”. Odpowiedź była negatywna – tj. powoduje to koszty…

Pismo z UM Bydgoszcz

W kolejnej odpowiedzi był już inny argument przeciw – wg regulaminu PKP PLK S.A. nazwy przystanków powinny mieć maksymalnie 17 znaków (ze spacjami). Czyli nie można, bo za długa nazwa. A w jaki sposób nazwano w Warszawie przystanki „Warszawa Ursus Niedźwiadek” czy też „Warszawa Aleje Jerozolimskie”? Te nazwy nie są już za długie?

Na razie zmiany pewnie nie będzie. Ale może się uda w przyszłości.

Bilety rodzinne w Bydgoszczy na komunikację miejską

W Bydgoszczy istnieje bilet rodzinny na komunikację publiczną (autobusy i tramwaje). Bilet ten kosztuje 13,5zł i upoważnia do przejazdu w ciągu jednego dnia „obojga lub jednego rodzica z co najmniej jednym dzieckiem w wieku od 4 do 16 lat.”

Wszystko fajnie… Jest jednak kilka niedogodności.

Bilet rodzinny jest jednodniowy – dlaczego nie 24h? Osobt, które skasują bilet w godzinach popołudniowych mają tylko pół dnia na wykorzystanie go. W Bydgoszczy istnieje już bilet 24h dla jednego pasażero.

Bilet jest obowiązuje dla rodzica. Szkoda, że z takiego biletu nie mogą skorzystać osoby opiekujące się dziećmi – czy to dziadkowie, wujkowie, dorosłe rodzeństwo… Dlaczego miasto uznaje, że z dziećmi chcą podróżować tylko rodzice. Teraz nie skorzystają pewnie z komunikacji, bo będzie to dla nich za drogie (i mniej wygodne niż samochód). Na szczęście miasto zezwala na przejazd dziecka pod opieką rownież opiekuna (tylko czemu nie ma tego w regulaminie?).

Zapytałem miasto o to jak sprawdzają czy ktoś jest rodzicem (lub opiekunem):

„W celu uproszczenia procedury korzystania z biletu, jak te uwzględniając intencję jego wprowadzenia, nie nałożono obowiązku dokumentowania w trakcie podróży statusu rodzica czy opiekuna dziecka.

Istnieje jednak zawsze możliwość weryfikacji w trybie przepisów reklamacyjnych uprawnień, w razie zakwestionowania przez kontrolera prawa do korzystania z biletu rodzinnego.”

Czyli nie sprawdzają – ewentualnie kontroler jak będzie miał zły dzień to mandat może dać (a my się potem odwołać). Bez sensu wprowadzać jakieś ograniczenie, którego nie da się wyezekwować.

Bilet obowiązuje dla dzieci od 4 lat. A co jak ktoś ma niemowlę? Wtedy niemowlę jedzie gratis, ale rodzice już muszą skorzystać z biletu normalnego (np. 24h za 12zł – przy dwójce rodziców już 24zł). W sumie można udawać, że „panie kontrolerze… nasz niemowlak ma 4 lata, a nie rok” i jechać na rodzinnym – patrz brak możliwości sprawdzenia przez kontrolera danych dzieci. Miasto powinno usunąć dolny limit wieku (bo po co on?).

Co należałoby zmienić?

  • Bilet powinien być 24h (lub nawet dodatkowo weekendowy)
  • Bilet powinien obowiązywać dla dzieci i rodziców lub/i opiekunów. Tutaj by trzeba było wprowadzić maksymalną ilość osób. Np. maks. 5 osób – w tym maks. 2 osoby dorosłe (wtedy np. rodziny z 4 dzieci pojadą – z jednym opiekunem/rodzicem).
  • Bilet nie powinien mieć dolnego ograniczenia wieku.

Miasto jedynie zgodziło się na razie z wydłużeniem czasu obowiazywania biletu (ciekawe kiedy tą zmianę wprowadzą).

A ile z tego biletu korzysta osób obecnie? Zgodnie z danymi z UM Bydgoszcz ilość sprzedanych biletów w całym 2015 roku wyniosła – 2095 szt. (przypominam – Bydgoszcz ma jakieś 360 tys. mieszkańców). Dużo czy mało? Może warto ten bilet bardziej uatrakcyjnić dla mieszkańców i turystów?

Co można zyskać? Mniejsze korki np. w wakacje do Myślęcinka, więcej rodzin z dziećmi w centrum miasta, więcej osób korzystających z atrakcji kulturalnych miasta itp.

Jak to skradziono mój rower, a ja nic o tym nie wiedziałem

Wieczorna wycieczka z żoną na rowerach po centrum Bydgoszczy. Cel 1: niedawno odsłonięta fontanna Potop oraz cel 2: pokaz grającej fontanny koło Filharmonii. Cel 1 osiągnięty – fontanna tryska ładnie. Następnie ruszyliśmy w kierunku drugiej. Z naprzeciwka idzie para policjantów. Niestety kontrola – pierwsza myśl „no pewnie za to, że jedziemy po chodniku”. Ale nie tym razem. Uwaga: po chodniku jechaliśmy tylko kawałek by drogi dojechać od fontanny.

„Witamy, rutynowa kontrola legalności posiadanych rowerów.”

Przekazujemy dowody osobiste, podnoszę rowery by mogli spisać nr ramy rowerów. W międzyczasie pojawia się moja szefowa z pracy:

– „Witam Panie Adamie, coś się stało? Może w czymś pomóc?”
– „Wszystko w porządku, sprawdzają czy mamy nie kradzione rowery”

Zamieniliśmy jeszcze zdań z nią. W tym czasie policjanci się komunikują z centralą. „Rower się nazywa Unibike Wiper… W I P E R… Nie… nie ma żadnego innego oznaczenia modelu… „. Szefowa poszła do swojej rodziny oglądającej fontannę, a do nas dochodzi para znajomych. Odbierali zdjęcia z wydruku – ładnie wyszły (moje 😉 ). Dyskutujemy sobie o proteście pod bydgoskim teatrem, o fontannie, pracy itp. Policjanci cały czas komunikują się z centralą. W końcu:

– „Z Pani rowerem wszystko w porządku. Pana rower jest niestety wpisany do bazy rowerów poszukiwanych.”
– „Co?!”
– „Musimy przejechać na komendę celem spisania protokołu. Niestety Pana rower będzie musiał zostać zatrzymamy. Kiedy rower został kupiony? Czy jest paragon, karta gwarancyjna?”
– „Niedobrze… Kupiony chyba w 2009, w sklepie na Śląsku”
– „A to był sklep czy jakiś komis?”
– „Dobry sklep rowerowy, istnieje do dziś, mają swoją stronę internetową.”
– „A karta gwarancyjna, paragon?”
– „Być może jest w domu w Bydgoszczy, może jest na Śląsku, bo się przeprowadzałem… Nie mam przy sobie…”
– „No cóż… to musimy wezwać patrol samochodowy i pojedzie Pan z nami na komendę celem wyjaśnień…”

Żona ruszyła do domu szukać paragonu i karty gwarancyjnej, ja chwilę czekałem z policjantami i znajomymi… I na oczach okolicznych ludzi wsiadałem z rowerem do policyjnego wozu (podobno strasznie to wyglądało 😉 ). I tym samochodem ruszyliśmy w kierunku komendy. Policjant kierujący zagadywał czy podoba mi się w Bydgoszczy jak już tu trochę mieszkam. Ciekawy moment sobie wybrał 😉

Miałem włączony Sport Tracker, więc wiem, że w mieście jechaliśmy sobie około 68 km/h (na dwupasmowej) i do tego przejechaliśmy na późnym pomarańczowym/wczesnym czerwony… No cóż… Na komendzie rower zostawiłem przed budynkiem (na dziedzińcu) – zapomniałem go przypiąć, ale w sumie to nie wiem czy by mnie nie oskarżono o utrudnianie konfiskaty 😉

Siedzę sobie w jakimś pokoju zwierzeń i słucham jak inni policjanci spisują protokół dotyczący „Platformiska” – jakieś problemy z wjazdem samochodami mieli członkowie PO – chyba chodziło o Park w Myślęcinku.

Przyszła kolej na mnie: zaczyna się spisywanie protokołu konfiskaty „narzędzie pochodzącego z przestępstwa lub służącego do popełnienia przestępstwa”. Musiałem podać dokładne informacje gdzie i kiedy ten rower kupiłem (najlepiej jeszcze adres sklepu…). To było kilka lat temu… Okazało się, że rower został oznaczony jako poszukiwany w Mielcu (woj. Podparpackie) w 2009. Podano w zgłoszeniu nr ramy oraz tylko nazwę modelu (bez marki). I żadnych innych informacji nie było (przynajmniej mi nie podano). Już miałem ustalone wezwanie na przesłuchanie na 1 lipca (za 3 dni).

Gdy protokół był już spisany dzwoni żona:

„Mam… Znalazłam kartę i paragon! Kupiłeś go w 2007 roku.”.

Policjant na to:

– „Mam nadzieję, że nie będziemy czekać 2 godziny.”
– „Żona szybko jeździ :P”

No i po paru minutach podjechała. Ja nie mogłem wyjść odebrać dokumentów – „lepiej niech Pan nie wychodzi”… Ładny ze mnie przestępca :/

Wszystko się zgadza – rower kupiony został przeze mnie w 2007 roku (pomyliłem się o dwa lata), sklep rowerowy, Kalety, woj. Śląskie. Czyli dwa lata przed zgłoszeniem jego kradzieży. Sam sobie przecież nie zgłosiłem kradzieży. Czyli jakiś error mają w systemie. Na szczęście policjanci podziękowali za dokumenty, przeprosili za kłopot. I mogłem jechać do domu. Hurra!

Para policjantów trafiła pechowo – wybrali sobie mało podejrzane osoby do rutynowej kontroli. „Sprawdzimy i się rozejdziemy.” A tu klops – jeden nr się nie zgadzał. :/ Wszystko robili pierwszy raz – pierwszy podejrzany rower, wzywali posiłki, spisywali protokół, co chwilę przez krótkofalówkę prosili o podpowiedzi. Trwało to wszystko dzięki temu dłużej niż powinno :/

Mój przypadek przysłużył się do celów szkoleniowych policji (mogłem jeszcze się opierać czy uciekać, to bym więcej rzeczy do przeszkolenia sprawdził 😉 ). Straciłem około godziny czasu i trochę stresu. W ramach plusów miałem przejażdżkę radiowozem. Szkoda, że nie na sygnale 😉

Uwagi na przyszłość:

  • Nie wyrzucać karty gwarancyjnej, paragonu. Na karcie gwarancyjnej wpisać nr ramy.
  • Płacić za rower kartą – jak się zgubi paragon to może wyciąg z konta może służyć jako potwierdzenie zakupu (taka informacja słowna policjantów – nie wiem czy prawdziwa).
  • Zarejestrować rower na policji – tj. oznaczyć go. Informacje o znakowaniu w Bydgoszczy.
  • Co z rowerami składanymi – nie mam pojęcia – w każdym razie nie usuwać nr ramy – bo to „jeszcze gorzej”.

Ja chyba sobie zrobię ksero paragonu i karty gwarancyjnej – będę przy rowerze woził, by nie mieć zepsutego wyjazdu (co by było gdyby mi ten rower sprawdzili np. w Gdyni…). Trochę straszne, że gdybym nie miał potwierdzenia zakupu (bo kupiłem 7 lat temu, w innym mieście) to rower już mógłby nie być mój.

Most Fordoński z przepływającą pod nim krą

Paręnaście dni temu przespacerowałem się z mostem Fordońskim w Bydgoszczy. Lód na Wiśle był przed mostem, za mostem go nie było. Będąc po drugiej stronie Wisły usłyszałem trzaski – kra zaczęła płynąć do morza. Wrażenie wieczorem robiło to niesamowite.


Kra na Wiśle

Wcześniej nie miałem okazji na słuchanie jak takie bryły lodu trzeszczą. I jak niektóre wpływają na pozostałe, następnie spadają do wody.


Kra na Wiśle

Most Fordoński leży na trasie Bydgoszcz-Toruń. Jest jednym z dłuższych w Polsce – ma ponad 1000 m. A oprócz drogi przebiega po nim również linia kolejowa. Z mostu można widać zabudowania Starego Fordonu z kościołami św. Mikołaja i św. Jana oraz więzienie.

Przy okazji spaceru dostałbym prawie mandat – przechodziłem na nielegalu przez drogę (w miejscu wydeptanej ścieżki). No i przechodząc przez drugą jezdnię zauważyłem samochód, który z bocznej drogi chciał się włączyć do ruchu. Chwilę poczekałem – by mu nie zawadzać. Ale, że kierowca był jakiś „zaspany” no to przeszedłem przez drogę. I skierowałem się w stronę mostu (samochodu również). Wtedy pan strażnik miejski wyszedł z samochodu…


Most Fordoński

Na szczęście spisał tylko dane z dowodu. No i nadal nie mam motywacji by przechodzić tylko tam gdzie wolno. A w Bydgoszczy uskuteczniam dodatkowo przechodzenie na czerwonych światłach (jak są głupio ustawiane, to przecież nie będę stał przy pustej drodze).

Więcej zdjęć w galerii.